|
||||||||||
|
Nasza drużyna znalazła się na podium klasyfikacji drużynowej za AMD NTT System i Entre.pl Team. Na nasze szczęście w tym roku do klasyfikacji liczono 4 osoby, w tym jedną kobietę. Kasia prowadziła grupę na 1:30 i z nawiązką wykonała swoje zadanie. Nasze osiągnięcie nie byłoby możliwe bez Alexa, który ustanowił fenomenalny wynik 1:14. To jest już jakiś kosmos - wielkie gratulacje! Ja łudziłem się możliwością połamania 1:20, ale na Moście Świętokrzyskim padło hasło "BYLEDOBIEC" i tak już byledobiegłem do mety, tracąc minutę w ostatecznym rozrachunku. Przyzwoicie pobiegli wracający do formy Paweł i Maciek, który zadebiutował na trasie półmaratonu. Swój rekord ustanowiła też Agata.
Poza statuetką za 3. miejsce w drużynówce, Alex odebrał również nagrodę dla Szkoły Głównej Handlowej, która zajęła 2. miejsce w klasyfikacji akademickiej, uznając wyższość jedynie Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie. Łatwo zgadnąć, kto był najlepszym reprezentantem SGH.
|
Imprezę trzeba uznać za bardzo udaną. Organizacja biegu z mojego punktu widzenia była perfekcyjna, trasa super, a nawet pogoda wspaniale dopisała.
Nasze wyniki:
39. Alex Celiński - 1:13:57
92. Robert Celiński - 1:21:07
174. Paweł Kotlarz - 1:25:51
225. Maciek Chodorek - 1:27:59
255. Kasia Panejko-Wanat - 1:28:49
334. Michał Najberg - 1:31:10
380. Jarek Widomski - 1:32:35
1588. Agata Osinska - 1:56:35
W biegu wystartowały 2353 osoby.
Wiele razy jeździliśmy z Alexem do Falenicy na zawody i treningi. W zeszłym roku przed Rzeźnikiem biegaliśmy tutaj nawet po 30 km. Pierwszy raz pojawiliśmy się w Falenicy, żeby pokibicować i zrobić zdjęcia. W biegu startował nasz brat - Marek. Zawodnik młody (za tydzień skończy 14 lat), ale perspektywiczny. Pobiegł przyzwoicie i miał znakomity finisz (nie mogłem go dogonić, żeby zrobić zdjęcie).
|
Kibicowanie Markowi nie było jednak jedynym celem wyprawy. Alex wyjechał stąd z wielkim pucharem za zwycięstwo w tegorocznym cyklu. Wielkie gratulacje!
Po południu pojechaliśmy odebrać numery startowe przed półmaratonem. Przy okazji, miałem przyjemność zrobienia prezentacji pt. "Maratony na siedmiu kontynentach". Wpiąłem się do rzutnika i przez przeszło godzinę pokazywałem zdjęcia i opowiadałem o moim bieganiu. Dziękuję bardzo sympatycznej publiczności. Ponieważ prezentacja odbyła się w BUW-ie, mogę się pochwalić, że wykładałem Uniwersytecie Warszawskim :-)
Dzisiaj wystąpiłem w porannym programie na TV Puls. Udzielałem wywiadu, że niby taki fajny jestem. Przed większością zdań wstawiałem znaczące "yyyy", kurczowo trzymałem się kanapy i popełniłem jeden błąd językowy. Ale yyyy i tak świetnie się bawiłem :-)
Tutaj znajdziecie artykuł o dziwnych nazwach ulic, który ukazał się w dzisiejszym wydaniu Gazety Stołecznej.
Tytuł pewnie niewiele mówi. Większość ulic w mojej okolicy jest bardzo fajna, ale tylko niektóre mają specyficzne nazwy.
We wtorkowej Gazecie Stołecznej ukaże się artukuł o problemach z nazewnictwem ulic. Prawdopodobnie znajdziecie przy nim moje zdjęcie. Poza tym, będę udzielał wywiadu w TV Puls we wtorek od 8:45 do 9:00 w programie "Puls o poranku" (nie wiem jak Wy - ja mam około 50 bpm). Trochę dużo mnie ostatnio w mediach. Uważajcie, jak będziecie otwierać lodówkę - może wyskoczyć Robert Celiński :-)
Paweł dzielnie walczył na rzymskim bruku i nabiegał 3:08:55. Michał niestety nie wystartował z powodu kontuzji - życzymy powrotu do zdrowia.
Na SKŚ ekipa Byledobiec stawiła się w składzie trzyosobowym - do braci założycieli dołączyła Agata. Poznaliśmy się na lotnisku w Belgii w październiku, kiedy wracaliśmy z maratonu w Brukseli. Po biegu zrobiliśmy sobie degustację miejscowych piw (są superanckie). Na lotnisku byliśmy po pięciu i w tym stanie poznaliśmy Agatę i jej rodziców. Agata biegła półmaraton, jej tata całość. Na szczęście, mimo stanu wskazującego, nie wypadliśmy chyba na totalnych meneli, bo utrzymywałem sporadyczny kontakt z Agatą, która w końcu postanowiła z nami pobiegać. Liczę na to, że członkostwo w Byledobiec Anin będzie miało wpływ na rozwój kariery tej niezwykle utalentowanej, młodej zawodniczki.
Biegliśmy z Alexem dwudychę na czas 1:25, w grupie prowadzonej przez Bogdana, z Rzeźnikami Mirkiem i Kubą oraz Darkiem. Mimo zmęczenia bardzo długą podróżą z drugiego końca świata (wróciłem wieczorem i nie byłem totalnie niewyspany) biegło mi się relatywnie dobrze. Niestety, na zawrotce miałem wypadek. Wziąłem picie z ławki po lewej stronie, zająłem się otwieraniem butelki i nie zauważyłem, że nadbiegam ze złej strony zawrotki. Ominąłem ją szerszym łukiem, ale biegnący z przeciwka Alex poślizgnął się i zrobił klasyczny piłkarski wślizg, uderzając mnie kolanem w zaczep czwórki. Mięsięń mocno bolał i nie mogłem kontynuować biegu. Spuchło, ale we wtorek powinienem już trenować.
Alex ukończył bieg na luzaka 1:23:46, mimo dłuższej przerwy na zawrotce, gdzie zajmował się sfaulowanym zawodnikiem i dyskutował z sędzią o zasadności przyznania żółtej kartki na wślizg bez piłki.
Świetnie pobiegła Agata. Nie trenowała, skromnie zadeklarowała godzinę, a poleciała 52 minuty. Widziałem ją na finiszu, jak ścigała się z twardzielem Michałem Łubianem. Wyglądało to naprawdę imponująco.
Nie ukończyłem zawodów, ale imprezę uważam za bardzo udaną. Przede wszyskim podziękowania dla Mel i reszty organizatorów. Uśmiechy przeszło setki biegaczy są dla Was na pewno pięknym wynagrodzeniem. Bardzo dziękuję za fajne zakończenie, na którym poza pięknym medalem, dostałem świeczkę "siódemkę" i maskotkę misia polarnego.
Osiągnąłem największy sukces w mojej karierze biegowej - wygrałem maraton na Antarktydzie. Jednocześnie, ustanowiłem rekord trasy w dziewiątej edycji tej imprezy. Nie można chyba sobie wyobrazić lepszego zakończenia mojej misji "siedem kontynentów". Zapraszam do przeczytania relacji z tego bardzo szczęśliwego dla mnie wydarzenia.
W pierwszy weekend marca ekipa Byledobiec rozdzieliła się na kilka grup - Robert zdążył już wyjechać na podbój Antarktydy, Maciek i Michał Najberg wystartowali w kolejnym biegu z cyklu falenickich biegów górskich, Paweł z drużyną Lasek Kabackich pobiegł w podziemnej sztafecie w Bochni, a my z Kasią i Wojtkiem wystartowaliśmy w kolejnym Półmaratonie Wiązowskim.
Czwarty bieg górski odbył się w kiepskich warunkach, przez cały czas padał ulewny deszcz. Zawody zgromadziły mniejszą niż zwykle liczbę uczestników - niespełna 60. Maciek uzyskał wynik 42:36 (12. miejsce), Michał 45:23 (26.).
Drużyna Lasek Kabackich z Pawłem w składzie zajęła wysokie, 7. miejsce w podziemnym biegu sztafetowym w bocheńskiej kopalni. Paweł przebiegł pod ziemią 46 km, Laski Kabackie razem - ponad 180 km w 12 godzin.
Półmaraton Wiązowski tradycyjnie odbył się przy silnym wietrze, jednak mimo to udało mi się po raz kolejny ustanowić tutaj swój rekord - wynik 1:15:18 dał mi 11. miejsce. Wojtek ukończył bieg z wynikiem 1:29:46, Kasia - 1:31:24 (6. miejsce wśród kobiet).
W trzecim biegu z cyklu Warszawskich Biegów Górskich stawiliśmy się w czteroosobowym składzie - dwóch Celińskich, Paweł oraz Michał Najberg. Tym razem udało nam się osiągnąć duży sukces - ja i Robert zajęliśmy odpowiednio 1. i 2. miejsce. Mój wynik był zbliżony do poprzednich rezultatów w tegorocznym cyklu - 35:55, Robertowi udało się ustanowić swój rekord na falenickiej trasie - 38:25. Bardzo dobre rezultaty uzyskali również Paweł (41:24, 11. miejsce) i Michał (43:41, 24. miejsce). Tym razem w biegu wystartowało nieco mniej niż zwykle, 88 osób.
Drugie zawody z cyklu Grand Prix Warszawy w Lesie Kabackim zgromadziły sporą liczbę, ponad 300 zawodników. Pogoda nadal okazała się łaskawa dla biegaczy - kolejne "zimowe" zawody rozegrały się przy tempraturze kilku stopni powyżej zera. Ekipa Byledobiec stawiła się w bardzo mocnym składzie - na Kabatach pojawili się Kasia i Wojtek, Maciek, Paweł (nieco spóźniony na starcie), Robert i ja. Ponieważ pogoda ostatnio sprzyjała, wszyscy sporo trenowaliśmy i nastawieni byliśmy na uzyskanie dobrych wyników.
Zawody okazały się dla nas bardzo szczęśliwe. Ja zacząłem bieg spokojnym tempem, na 4. kilometrze zajmowałem 6. miejsce i od tego momentu zacząłem gonić zajmujących pozycje 3-4 Rafała Wojtczaka i Roberta Radzika. Dystans cały czas się zmniejszał, w połowie 7. kilometra wysunąłęm się na 3. pozycję i szczęśliwie utrzymałem ją do końca, wyrabiając sobie ponad 20-sekundową przewagę. Po raz drugi udało mi się załapać na kabackie podium, podobnie jak w Biegu Noworocznym, za Marcinem Kuflem i Sebastianem Polakiem, tym razem z nową życiówką 33:17. Niedługo po mnie na mecie pojawił się Robert z bardzo dobrym czasem, przy ostatnich, maratońskich treningach - 36:28. Wiosną prawdopodobnie przyjdzie czas na złamanie 36 minut. Świetny wynik uzyskali Maciek i Paweł - obaj wpadli na metę z czasem 37:27. Maciek robi ostatnio ogromne postępy, od ostatniego biegu na Kabatach poprawił się o kolejną minutę. Paweł wraca do formy - pobiegł tylko pół minuty gorzej od swojego rekordu. Wojtek pojawił się na mecie z czasem 38:30, a zaraz po nim przybiegła Kasia (38:45). Kasia również osiągnęła spory sukces - zajęła 3. miejsce w bardzo silnej stawce kobiet, za Renatą Antropik i Anną Jakubczak-Pawelec.
Nasze wyniki przełożyły się na drugie miejsce w klasyfikacji drużyn męskich, za ekipą ENTRE.PL; W klasyfikacji ogólnej znaleźliśmy się tuż za podium.
Nasze wyniki:
3. Alex Celiński - 33:17
15. Robert Celiński - 36:28
35. Maciek Chodorek - 37:27
36. Paweł Kotlarz - 37:27
48. Wojtek Wanat - 38:30
53. Kasia Panejko-Wanat - 38:45
W biegu wystartowało 317 osób.
Relacja nietypowa - krótka i treściwa. Nie znajdziecie tu szczegółowego opisu mojego kryzysu na 35. kilometrze, ani niczego w tym stylu.
Na starcie drugiego biegu z cyklu Warszawskich Biegów Górskich stawiliśmy się w pięcioosobowym składzie (Maciek, Michał Najberg, Michał Domański, Paweł i ja). Pogoda typowo wczesnowiosenna - kilka stopni powyżej zera, silny wiatr, na trasie ani grama śniegu. Pierwszy bieg z cyklu udało mi się wygrać z dużą przewagą, tym razem szykowałem się na ściganie z Sebastianem Polakiem z KB Gymnasion, który w poprzednich zawodach zgubił trasę i był trzeci. Pierwsze kółko pobiegliśmy zdecydowanie za szybko i później nasze tempo znacznie spadło. Jednak Słonik systematycznie powiększał przewagę nade mną i ostatecznie ukończył bieg jako pierwszy, z nowym rekordem trasy - 35:39. Mnie udało się zrealizować zakładany plan złamania 36 minut (35:58). Jako kolejny z Byledobiec na mecie pojawił się Maciek z czasem 42:25 (17. miejsce), a niedługo później Michał Domański (42:40, 21. miejsce). Z czasem 45:21 zawody ukończył Michał Najberg, Paweł biegł treningowo i pojawił się na mecie po 53 minutach.
Tym razem na falenickiej wydmie nie wystartował Robert - weekend spędził w Wilnie, zaliczając przy okazji maraton w kolejnej stolicy europejskiej - relacja z wyjazdu pojawi się wkrótce :)
Czteroosobowa ekipa Byledobiec Anin dzielnie walczyła w 25. edycji Biegu Chomiczówki (15 km). Początek sezonu mamy doskonały, bo wszystkim udało się zrobić życiówki. Fantastyczny czas uzyskał Alex, zajmując 22. miejsce w tych niezwykle mocno obsadzonych zawodach. Ja miałem w nogach 130 kilometrów tygodniowego treningu oraz zawody z poprzedniego dnia i jestem zodowolony z realizacji postawionego celu (poniżej 57 minut). Zastanawialiśmy, kto będzie trzecim punktującym w drużynie, bo Michał i Maciek prezentują ostatnio podobny, wysoki poziom. Ostatecznie obaj pobiegli zakładaną "godzinkę z groszami", a minimalnie lepszy był Michał.
Drużynowo zajęliśmy dopiero 10. miejsce, ale (jak mawiał Franz Maurer w "Psach"): "jeszcze tu k... wrócimy, z Olem". A Olo następnym razem połamie 45 minut :-)
Nasze wyniki:
22. Alex Celiński - 52:20
56. Robert Celiński - 56:43
97. Michał Domański - 1:00:24
101. Maciek Chodorek - 1:00:56
W biegu wystartowało 691 osób.
W najbliższą sobotę nasi górale walczą na falenickiej wydmie, a ja biegnę indywidualny maraton na stadionie w Wilnie. W Falenicy i na Litwie ciepło nie będzie, ale przynajmniej można sobie powspominać biaganie w ciepłych krajach:
W sobotę wybrałem się do Legionowa na zawody w przełajach, połączone z bieganiem na orientację. Zdecydowałem się na najdłuższy z możliwych dystansów przełajowych - 7 km (w praktyce wyszło troszkę więcej). Pogoda nie sprzyjała bieganiu - padało, nawierzchnia była błotnista, a momentami pokryta lodem. Od startu byłem w 3-osobowej grupce na czele stawki. Równolegle wystartowały kończące wcześniej dystanse 3 i 5 km, ale i te grupki mieliśmy od początku za plecami. Przez 2 kółka trzymałem się kolegi, który znał trasę, a na ostatniej długości pętli delikatnie przyspieszyłem i udało mi się dobiec do mety na pierwszym miejscu. Bardzo przyjemnie było wygrać takie błotne zawody. Podziękowania dla Ewy za kibicowanie, miłe towarzystwo i oprowadzenie mnie po pięknym mieście Legionowie.
|
W sobotę odbyły się pierwsze z cyklu zawody na kultowej falenickiej trasie. Spektakularny sukces odniósł Alex, wygrywając bieg z ogromną przewagą i jednocześnie ustanawiając fantastyczny rekord trasy: 35:42! Warunki do biegania nie były idealne - w niektórych miejscach trasa była oblodzona. Na szczęście Alex zaopatrzył się w kolce, które idealnie sprawdziły się w tych warunkach. Ja przybiegłem na szóstym miejscu, realizując plan minimum złamania 40 minut. W Falenicy udanie zadebiutował Maciek, przybiegając na 14. miejscu z czasem 42:04. Bieg ukończyło 136 zawodników.
Kolejny rok tradycyjnie zaczęliśmy od Biegu Noworocznego na Kabatach. Tym razem pogoda nas nie oszczędzała - mróz ok. 10 stopni, silny wiatr. Bieg utrudniała też śliska nawierzchnia, choć tym razem byliśmy na takie warunki przygotowani. Tydzień wczeŚniej, po nieudanym starcie w drugim SKŚ-u, za radą Jacka Gardenera postanowiłem zainwestować w kolce. Niestety, przed sobotnim startem udało mi się je założyć tylko raz i trochę obawiałem się, czy na Kabatach zdadzą egzamin. Zdecydowałem się jednak zaryzykować - i to był strzał w dziesiątkę. Przez pierwsze 3 kilometry biegliśmy we dwóch z Jackiem Gardenerem, zajmując pozycje 3. i 4. Później Jacek odpuścił i wysunąłem się na pozycję medalową. I tak szczęśliwie dotrwałem do końca - zawody wygrał Marcin Kufel z czasem 32:57, drugi był Sebastian Polak (33:30) i jako trzeci dobiegłem ja (34:21), po raz pierwszy wskakując na kabackie podium. Dokładnie rok wcześniej w Biegu Noworocznym zająłem 6. miejsce i na tej samej pozycji lądowałem na Kabatach w 2007 roku pięciokrotnie. Nie mam nic przeciwko temu, żeby te zawody także okazały się prorocze ;)
Moje pierwsze podium nie było jedynym sukcesem Byledobiec w Biegu Noworocznym - na szóstym miejscu z czasem 37:49 zawody ukończył Robert. A ponieważ nagradzano pierwsze szóstki kobiet i mężczyzn, wróciliŚmy o domu z dwiema statuetkami.
Barwy Byledobiec w Biegu Noworocznym reprezentowali także Michał i Paweł. Michał z wynikiem 39:04 zajął 15. miejsce, Paweł z czasem 39:48 pojawił się na mecie jako 27.
Nasze wyniki przełożyły się na wysokie, drugie, za KB Gymnasion, miejsce w klasyfikacji drużyn męskich.
Nasze wyniki:
3. Alex Celiński - 34:21
6. Robert Celiński - 37:49
15. Michał Domański - 39:04
27. Paweł Kotlarz - 39:48
Mimo trudnych warunków w biegu wystartowało aż 188 osób.
|
(c) 2006 - 2026 Byledobiec Anin |