|
||||||||||
|
W przedostatnią sobotę lipca odbyła się 20. edycja Biegu Powstania Warszawskiego. Dla mnie są to szczególne zawody nie tylko ze względu na charakter biegu - dokładnie 5 lat temu po raz pierwszy wystartowałem w biegu ulicznym - właśnie w Biegu Powstania. Wtedy zawody na dystansie nieco ponad 10 km ukończyło zaledwie 159 osób, ja zająłem 128. miejsce.
Minęło 5 lat - Bieg Powstania stał się jednym z największych biegów w Polsce. Zawody na dystansie 10 km ukończyło ponad 2 tys. biegaczy, na dystansie o połowę krótszym - ponad 1200 (w tym aż 428 kobiet!).
Obydwa dystanse ukończyła silna reprezentacja Byledobiec. Na dystansie 5 km dwóch Byledobieców załapało się do pierwszej dziesiątki. Rewelacyjny wynik 15:49 i 4. miejsce uzyskał Sylwek. Tomek ukończył zawody na 10. pozycji z wynikiem 16:50. Warto dodać, że Sylwek i Tomek zajęli dwa pierwsze miejsca w kategorii M30. Następnie na mecie pojawili się Ela i Adam - biegnąc razem uzyskali wynik netto 23:16, Ela zajęła 18. miejsce wśród kobiet i 4. miejsce w swojej kategorii wiekowej. Następnie na mecie pojawił się Dariusz Lipiec (zwycięstwo w kategorii M70!). Stawkę Byledobieców na dystansie 5 km zamknęła Weronika, dla której był to pierwszy start od niemal pół roku.
Bieg na dystansie 10 km również ukończyło sześcioro Byledobieców. W pierwszym starcie w stanie już nie kawalerskim uzyskałem wynik 34:31 i zająłem 13. miejsce. Następnie na mecie pojawili się Michał Domański (42:59) oraz byledobiecowe małżeństwa - Tomek (45:20) i Ania (50:37) oraz Iwona i Mariusz (52:20). Iwona zajęła 2. miejsce w swojej kategorii wiekowej.
Godnie i walecznie, jak przystało na charakter zawodów, zaprezentowali się liczni reprezentanci Byledobiec w XX Biegu Powstania Warszawskiego.
Przede wszystkim Sylwek, który zajął bardzo wysokie 4 miejsce na krótszym dystansie i złamał granicę 16 minut na 5km, poprawiając znacznie rekord życiowy. Wynikiem tym zbliżył się do rekordu naszego Klubu na "piątkę", który należy do Darka, ma bardzo długą brodę i wynosi 15 minut i 21 sekund. Darek niewiele stracił z formy przez ostatnie 40 lat i wygrał wczoraj kategorię M-70 zajmując 241 miejsce na ponad 1200 zawodników. W obawie przed wystrzasłami i zapadającymi ciemnościami cały dystans razem pokonali Adam i Ela. Podobnie zresztą jak na dystansie dwukrotnie dłuższym Mariusz i Iwona. Taki sam efekt, ale w zupełnie inny sposób osiągnęli Weronika i Alex - na metę przybiegli prawie razem, ale pobiegli dwa różne dystanse. Przy okazji Alex wywalczył doskonałe 13 miejsce na 10 km i stoczył heroiczny bój z powracającym do wysokiej formy Słonikiem. Nie zaczekał natomiast na Anię rozgrzany atmosferą walki - Tomek. Po dłuższej przerwie nasze barwy reprezentował Michał. Aha, mnie udało się pobić rekord życiowy i "wskoczyć" do pierwszej dziesiątki wyścigu na jedno okrążenie.
Impreza ciekawa, przede wszystkim dzięki oprawie historycznej, zastanawiam się tylko co ma wspólnego data 24 lipca z Powstaniem Warszawskim...
Nasze wyniki: 2010-07-24, Bieg Powstania Warszawskiego (Warszawa-Centrum), dystans: 5 km
| 4. | Sylwester Kuśmierz | 00:15:49 | |
| 10. | Tomasz Lipiec | 00:16:50 | |
| 184. | Adam Leśniak | 00:23:16 | |
| 185. (K-18) | Elżbieta Mzyk | 00:23:16 | |
| 241. | Dariusz Lipiec | 00:25:08 | |
| 900. (K-255) | Weronika Celińska | 00:31:48 |
Ukończyło osób: 1218
Nasze wyniki: 2010-07-24, Bieg Powstania Warszawskiego (Warszawa-Centrum), dystans: 10 km
| 13. | Aleksander Celiński | 00:34:31 | |
| 207. | Michał Domański | 00:42:59 | |
| 362. | Tomasz Pojawa | 00:45:20 | |
| 878. (K-57) | Anna Pawłowska-Pojawa | 00:50:37 | |
| 1236. (K-98) | Iwona Umecka | 00:52:20 | |
| 1235. | Mariusz Umecki | 00:52:20 |
Ukończyło osób: 2076
Trasa Biegu Powstania na pewno nie była łatwa, by biegliśmy jeszcze trudniejszą dyszkę w Jeleśni za Żywcem. Anulka była trzecia w generalce i druga w kategorii K-30. Mnie zaskoczyła dobra dyspozycja, a jeszcze bardziej, trzecie miejsce w M-30. Z Jeleśni wróciliśmy z medalami i całkiem fajnymi sumkami. W biegu wziął też udział przebywający na wakacjach w tych okolicach Marek. Ponieważ biega ostatnio tylko dystanse około kilometra na stadionie, to straszył głównie profesjonalną rozgrzewką i mocno finiszował.
Nasze wyniki: 2010-07-24, XVII Bieg z okazji Dni Jeleśni (Jeleśnia), dystans: 10 km
| 25. | Robert Celiński | 00:37:24 | |
| 53. (K-3) | Anna Celińska | 00:40:30 | |
| 79. (K-6) | Magdalena Białorczyk | 00:43:08 | ? |
| 116. | Marek Celiński | 00:48:21 |
Ukończyło osób: 178
Korzystając z okazji przebywania i trenowania w swoich rodzinnych stronach wystartowałem w dwóch imprezach. Najpierw w sobotę późnym popołudniem w 30 stopniowym upale zaliczyłem na bieżni bieg na 1 km. Tak naprawdę miałem startować na 3 km, jednak bieg prawdopodobnie ze względu na upał został odwołany i w ostatniej chwili byłem zmuszony wystartować na 1000 m. Może to i lepiej, bo 3 km w tym upale za dobrze mogło nie wypaść. Trochę dziwnie się czułem stając na linii startu wśród tych młodych wilczków, gdyż był to młodzieżowy mityng i nikt tam nie miał więcej jak 18 lat. Wiedziałem, że o dobry wynik będzie ciężko, gdyż szybkościowo nie jestem już tak dobry jak 10 lat temu, gdy bieganie na bieżni było normalką. Trochę dałem się zamknąć na pierwszych 200 m, ale później przesunąłem się o kilka pozycji i do końca walczyłem o miejsce na podium. Tylko dzięki finiszowi, który mimo wszystko jeszcze funkcjonuje udało mi się na ostatnich metrach wywalczyć trzecie miejsce, do zwycięzcy straciłem 3 sek.. Na mecie mój wynik 2:38,56 okazał się pozytywnym zaskoczeniem, to tylko albo aż 4 sekundy od mojej życiówki sprzed 12 lat.
Następnego dnia niespełna 18 godzin po starcie na tartanie wystartowałem w Mistrzostwach Ludowych Zespołów Sportowych Powiatu Tomaszów Lubelski. Jest to fajna impreza z 12-letnią tradycją. Na zawodach rywalizują ze sobą gminy z całego powiatu w wielu dyscyplinach sportowych i rekreacyjnych. Rozgrywano m.in. biegi na różnych dystansach. Dla mnie był to przełajowy dystans 1,2 km. Mając na uwadze mocny sobotni bieg, gdzie biegałem na wynik, niedzielny start potraktowałem nieco inaczej. Biorąc pod uwagę upał w środku dnia postanowiłem rozegrać ten bieg taktycznie biegnąc za plecami rywali i dopiero ostatnie 200 metrów było mocnym finiszem, którego nikt nie był w stanie odeprzeć. Zwycięstwo na pewno cieszy tym bardziej, że startowałem w większości tych imprez: w ciągu 12 lat 6 razy wygrałem, dwa razy byłem 2 a w pozostałych latach nie startowałem. Za rok jak plany pozwolą wystartuję ponownie. Myślę, że te dwa mocne starty na krótszych dystansach połączone z dobrym treningiem przyniosą pozytywne efekty w startach długodystansowych.
Nasze wyniki: 2010-07-17, Miting Lekkoatletyczny w Zamościu (Zamość), dystans: 1 km
| 3. | Sylwester Kuśmierz | 00:02:38 |
Ukończyło osób: 18
Nasze wyniki: 2010-07-18, Mistrzostwa LZS powiatu Tomaszów Lubelski (Tomaszów Lubelski), dystans: 1.2 km
| 1. | Sylwester Kuśmierz | 00:03:20 |
Ukończyło osób: 17
Nasze wyniki: 2010-07-11, Bieg o Złoty Kłos (Kołaczkowo), dystans: 10.25 km
| 34. | Wojciech Wanat | 00:41:10 | |
| 36. (K-1) | Katarzyna Panejko-Wanat | 00:41:14 |
Ukończyło osób: 178
Zaledwie 2 tygodnie po uzyskaniu zaszczytnego tytułu Debila podjąłem się kolejnego ekstremalnego zadania. Tym razem postanowiłem spróbować swych sił w dwudziestoczterogodzinnym maratonie MTB "Mazovia 24h". Więcej przeczytacie w mojej relacji:
Anulka odniosła kolejny wielki sukces w biegach górskich - wygrała Maraton Gór Stołowych! :-)
Trasa była niezwykle wymagająca, nie tylko ze względu na nawierzchnię i przewyższenia, ale przede wszystkim - potworny upał. Dużo osób zrezygnowało z biegu na drugim (20 km) lub trzecim (30 km) punkcie. My od początku biegliśmy razem dobrym tempem i świetnie nam szło, aż do Błędnych Skał (po 35. kilometrze). Tam trasa prowadziła po otwartej, nagrzanej przestrzeni, a ja doznałem czegoś w stylu stanu przedudarowego. Spacerowałem, musiałem kilka razy położyć się na chwilę w cieniu. W końcu Anulka zgodziła się, żeby biec dalej sama i poprosiła o pomoc organizatorów. Na przełęczy GOPR-owcy polali mnie całego wodą i uzupełnili Camelbaka, dzięki czemu udało mi się dopełzać do mety. Na schodach na Szczeliniec otuchy dodawał mi cień i ciepłe słowa Anulki, która po ukończeniu biegu zeszła w dół, żeby mnie wspierać.
Ostatecznie, Anulka dobiegła na piątym miejscu z bardzo dobrym czasem (byłby jeszcze lepszy, gdyby nie spowalniacz po 35. km ;-)) i utrzymała przewagę nad mocną konkurentką, wygrywając ten maraton. Podziwiam żonę za wytrwałość i odporność na upał. Ja na pewno będę długo wspominał ból na ostatnich kilometrach, ale w głowie pozostaną bardziej wrażenia z pięknej, wspólnie przebytej trasy, czego namiastkę możecie zobaczyć na zdjęciach w relacji :-)
Nasze wyniki: 2010-07-10, Maraton Gór Stołowych (Góry Stołowe), dystans: 42.195 km
| 5. (K-1) | Anna Celińska | 05:17:51 | |
| 17. | Robert Celiński | 05:52:31 |
Ukończyło osób: 93
Nasze wyniki: 2010-07-03, Bieg na Czantorię Wielką (Ustroń), dystans: 17.6 km
| 26. | Paweł Kotlarz | 01:36:54 |
Ukończyło osób: 93
Nasze wyniki: 2010-06-26, Puchar Maratonu Warszawskiego (Warszawa-Marysin), dystans: 15 km
| 12. | Marcin Wiącek | 01:00:58 | |
| 20. | Adam Leśniak | 01:02:41 | |
| 50. | Jacek Świercz | 01:08:54 | |
| 81. | Tomasz Pojawa | 01:11:42 | |
| 86. (K-3) | Iwona Świercz | 01:12:51 | |
| 114. (K-6) | Anna Pawłowska-Pojawa | 01:14:41 | |
| 189. (K-15) | Elżbieta Mzyk | 01:22:01 |
Ukończyło osób: 326
W przeddzień naszego ślubu wystartowaliśmy w Biegu na Górę Żar. Jest to jedna z najbliższych nam gór, na której organizowane są biegi alpejskie - widać ją od nas po krótkim podbiegu na zbocza Czupla. Już kilka razy wcześniej udało nam się wbiec na Żar, choć nigdy w ramach zawodów.
Bieg odbywał się w dobrych warunkach - po brzydkim poranku niebo się przejaśniło. Nieco zaskoczył nas przebieg trasy i dwa ostre kamieniste zbiegi - miało być cały czas pod górkę.
Anulka była piąta, trzecia w kategorii i w końcu udało jej się wyprzedzić Irenę Pakosz. Ja biegłem tak, żeby nie złamać sobie nogi dzień przed własnym ślubem, więc wynik nie jest imponujący, ale i tak było super :-)
Nie byliśmy pierwsi na szczycie, za to zdecydowanie zdystansowaliśmy wszystkim w biegu anglosaskim - od razu zbiegliśmy z góry do samochodu, żeby odebrać z dworca Weronikę i Alexa i zająć się przedślubną organizacją ;-)
Nasze wyniki: 2010-06-26, Bieg na Górę Żar (Międzybrodzie Żywieckie), dystans: 6.8 km
| 23. | Robert Celiński | 00:36:16 | |
| 49. (K-5) | Anna Celińska | 00:38:24 |
Ukończyło osób: 290
O DEBIL-u (Długodystansowy Ekstremalny Bieg Inauguracja Lata) dowiedziałem się w lipcu zeszłego roku. Kończyliśmy w Lęborku spływ po Łebie i transportowaliśmy się na Radunię. Poznaliśmy pana Tadeusza - pozytywnie zakręconego pracownika firmy "ekajaki". Opowiadał on m.in. o zawodach na morderczym dystansie 100km po Raduni. 100km w 24h - to jest coś. Zadanie w sam raz dla kompletnych... debili.
Swoje przygotowania zacząłem bardzo wcześnie, bo już we wrześniu ubiegłego roku. Nie miałem specjalnie możliwości potrenowania na kajaku, więc ograniczyłem się do dość intensywnego treningu siłowego i doszkalałem się pod względem teoretycznym. Na kajaku ćwiczyłem jedynie przez kilka dni na wyjazdach: majowym i czerwcowym.
Przed startem byłem mocno zdenerwowany. Kompletnie nie wiedziałem, czego mogę się po sobie spodziewać. Dotychczas najdłuższy dystans 35 km w ciągu jednego dnia zrobiłem na Wdzie w... 2001 r. Moje zdenerwowanie potęgowały rozmowy prowadzone przez uczestników w czasie podróży busem z Gdańska do Stężycy o kajakowych sukcesach, zaawansowanych manewrach, modelach kajaków itp. Myślę sobie: "co ja tu, do diabła, robię? Przecież ja tylko 2 razy w życiu na spływie pływałem na skrętnym wiośle i tylko raz kajakiem - jedynką! A ci mi chrzanią o eskimoskach".
Wystartowaliśmy o godz. 21:17. Przed nami 26 km trasy po jeziorach. Pogoda była idealna: kilkanaście stopni, bezwietrznie, czyste niebo i pełnia księżyca. Czułem się znakomicie. Po pierwszych kilometrach szybko nabrałem pewności siebie. Stawka dość szybko się rozciągnęła. 5 kajaków tak wystrzeliło, że po kilkudziesięciu minutach straciłem je z horyzontu. Plasowałem się w okolicach 10 miejsca. Nieźle. Jak widać niedzielny kajakarz nie musi być skazany na ogon stawki.
Kiedy wpłynęliśmy na rzekę, zrobiło się czarno. Na otwartej przestrzeni światło księżyca wystarczało na oświetlenie drogi, ale nie na rzece. Włączyłem zatem moją bajerancką czołówkę i... przestałem cokolwiek widzieć. Szarość. Unosząca się mgła nad wodą uniemożliwiła nam korzystanie z latarek. Ale jaja. Mogliśmy liczyć jedynie na słabe światło księżyca i własną intuicję.
16-kilometrowy odcinek rzeki do jaru pokonywaliśmy w sympatycznej atmosferze kilkuosobową grupą. To znacznie ułatwiało wiosłowanie. Samotne machanie w środku nocy mogłoby zniechęcić nawet debila. Płynęliśmy mocnym tempem, jakieś 7 km/h. Ok. godz. 2-3, pomimo ostrego wiosłowania, zacząłem marznąć. Niepotrzebnie uparłem się, że dotrwam do popasu przed jarem. A że ten odwlekał się w nieskończoność, doprowadziłem się do takiego stanu, że nie mogłem swoimi skostniałymi palcami zgasić latarki.
15-minutowy odpoczynek na polanie przed przełomem rzeki był jedynym na całej trasie. W trakcie zawodów nie ma sensu odpoczywać. Szkoda czasu. Lepiej zwolnić na trasie, posilić się i złapać trochę oddechu. No chyba że przemarzniesz, tak jak mi się udało.
Do jaru dopłynąłem już o świcie. Ten długi na 9 km odcinek ma charakter górski i jest bardzo wymagający technicznie. Nietrudno tu o wywrotkę. 3-godzinny wysiłek kosztował mnie bardzo dużo energii. Braki techniczne były odczuwalne, przez co traciłem nie tylko czas, ale przede wszystkim cenne siły.
Stawka bardzo się rozciągnęła. Kolejne dwadzieścia kilka kilometrów przepłynąłem samotnie. Nie znałem rzeki, ale zgodnie z opisem szlaku za jarem miało być znacznie łatwiej. Jednak zmęczenie, słaby nurt, liczne przeszkody i przede wszystkim brak towarzystwa innych zawodników powodowały, że był to dla mnie bardzo trudny okres. Współzawodnictwo to motywacja i adrenalina, czyli czynniki, które potrafią wyzwolić w człowieku dodatkowe bardzo duże pokłady energii. To dlatego w czasie zawodów sportowcy są w stanie osiągać rezultaty, do których na co dzień nie są w stanie się zbliżyć.
Ku mojemu zaskoczeniu bardzo cieszyła mnie myśl o przenoskach. Coś co w trakcie turystycznego spływu jest udręką, tu było długo oczekiwanym momentem wytchnienia. W trakcie przeciągania kajaka pracują przecież inne partie mięśni niż podczas wiosłowania. Na całym szlaku było 12 przenosek, z czego aż 11 usytuowanych na końcowych 44 km.
Moje męczarnie trwały do osiągnięcia najdłuższej liczącej 1,2 km (!) przenoski na 22 km przed metą. Wtedy to spotkałem sympatycznego pana Olka, najstarszego uczestnika zawodów. Przez krótki czas płynęliśmy wspólnie, dzięki czemu wzrastające odczucie współzawodnictwa regenerowało moje mocno już wyczerpane zapasy energii. Przez kolejne kilometry szedłem jak burza. Według moich wyliczeń utrzymanie takiego tempa pozwoliłoby mi osiągnąć rewelacyjny czas 18h 30min, chyba że stałoby się coś nieprzewidzianego. I niestety stało się. Ostatnie kilometry, ostatnie 2h maratonu były dla mnie istnym koszmarem.
Na 5-6 km przed metą mój automat wioślarski zaczął szwankować. Każde pociągnięcie kosztowało mnie coraz więcej wysiłku. Ręce stawały się coraz cięższe i bardziej leniwe. Nurt Raduni wygasł zupełnie. Rzeka opuszczała miasto, stała się szeroka, z długimi prostymi, monotonnymi odcinkami. Tempo diametralnie spadło. Minąłem most drogowy. Do Motławy zostało jeszcze 1,5 km, a stamtąd 3 km do Żabiego Kruka. Wiosłowałem, wiosłowałem, wiosłowałem, aż w pewnym momencie zacząłem tracić orientację. Kolejna prosta i kolejna. Nie miałem siły. Na pytanie, ile jeszcze do Motławy, każdy odpowiadał co innego: 3 km, 5 km. Przecież to miało być tylko 1,5 km od mostu, jakieś 20 min wiosłowania! Miałem tego wszystkiego dosyć. Ogarnęła mnie paranoja: "ci wszyscy ludzie kłamią, są przeciwko mnie". "Gdzie ja, do diabła, jestem? Gdzie ta Motława?" - zacząłem głośno krzyczeć, klnąc przy tym jak szewc. Stojący nieopodal wędkarz uspokoił mnie: "to tylko 500m stąd". Opamiętałem się. Dotarłem do Motławy, ale dopiero tutaj mój koszmar osiągnął swoje apogeum. Siły natury postanowiły mnie, za przeproszeniem, udupić. Zaczęło ostro wiać, prosto w twarz. Wiosłowałem resztkami sił, ledwo przeciwstawiałem się wiatrowi. "O nie, skurkowańcu, nie powstrzymasz mnie" - pomyślałem. Przypomniałem sobie sposób Joe Simpsona, autora "Dotknięcia pustki", który ze złamaną nogą, wycieńczony samotnie pokonał trasę od podnóży Siula Grande do bazy. Dzielił on trasę na krótkie odcinki i wyznaczał czas na ich przebycie. Nie myślał globalnie, tylko koncentrował się na osiąganiu "małych" celów, będących w zasięgu wzroku. Sposób zadziałał, dzięki czemu psychicznie lepiej znosiłem trudy trasy, choć nadal poruszałem się straaasznie wolno. Podbudowywała i motywowała mnie również myśl, że jestem już tak blisko. Wpłynąłem do centrum miasta. To był pierwszy weekend lata, sobota popołudniu, tak więc mogłem liczyć na szerokie grono gapiów. A to do czegoś zobowiązywało. Zebrałem resztki sił na ostatnich kilkuset metrach i sprintem pognałem po tytuł debila.
100-kilometrową trasę pokonałem w 19h 40min, co pozwoliło mi uplasować się na 8 miejscu w gronie 28 śmiałków. Tegoroczne zawody przyniosły nowy niebotyczny rekord trasy 14h 46min. Chciałbym serdecznie podziękować firmie "ekajaki" za nieodpłatne wypożyczenie nowego, wysokiej klasy sprzętu. Duże słowa uznania dla właściciela firmy Andrzeja Tenderendy.
Nasze wyniki: 2010-06-22, Grand Prix Warszawy - 10 km (Warszawa-Siekierki), dystans: 10.3 km
| 24. | Jacek Matuszak | 00:39:29 | |
| 25. | Krzysztof Bryła | 00:39:32 | |
| 50. | Jacek Świercz | 00:43:17 | |
| 79. | Tomasz Pojawa | 00:46:30 | |
| 81. (K-6) | Iwona Świercz | 00:46:47 | |
| 117. (K-11) | Anna Pawłowska-Pojawa | 00:49:30 |
Ukończyło osób: 191
Nasze wyniki: 2010-06-20, Bieg Avon kontra przemoc (Garwolin), dystans: 10 km
| 9. | Sylwester Kuśmierz | 00:33:49 | |
| 40. (K-7) | Katarzyna Panejko-Wanat | 00:38:50 | |
| 43. | Wojciech Wanat | 00:39:05 | |
| 97. | Jacek Świercz | 00:42:57 | |
| 127. | Tomasz Pojawa | 00:44:23 | |
| 133. (K-11) | Iwona Świercz | 00:44:49 | |
| 164. (K-15) | Anna Pawłowska-Pojawa | 00:45:46 |
Ukończyło osób: 455
...no i pochłonęły nas góry, a dokładnie biegi górskie. Do podjęcia takiej decyzji trochę zmusiła nas lokalizacja (praktycznie co tydzień mamy zawody w górach, a o bieg płaski jest bardzo ciężko), ale przede wszystkim zamiłowanie do gór (osobiście mam do nich wielki szacunek i sentyment), przyrody i oczywiście biegania. Biegi górskie nie są jeszcze w Polsce bardzo popularne, ale obserwuje się ich bardzo znaczący rozwój. Kalendarz imprez górskich jest tak napięty, że ciężko znaleźć wolny weekend.
W maju zaliczyliśmy Bieg na Magurkę, potem był Bieg Rzeźnika, Mistrzostwa Polski w biegach górskich (styl anglosaski), Bieg na Hrobaczą Łąkę, aż zdecydowaliśmy się na start w Mistrzostwach Europy w Biegach Górskich Ekstremalnych w Zakopanem, o których powiedział nam tydzień wcześniej Dominik Ząbczyński (aktywny miłośnik górskiego biegania, organizator Ligii Biegów Górskich Montrail, prowadzący portal http://www.biegigorskie.pl/).
Do Zakopanego wybraliśmy się w sobotę, z samego rana (do Zakopanego mamy tylko 1,5 godz. jazdy samochodem). Od samego rana padał rzęsisty deszcz, zarówno w Bielsku jak i w Zakopanem, więc zapowiadał się ciężki bieg. Na szczęście tuż przed samym startem troszkę się przejaśniło i przestało padać. Podano, że na szczycie Kasprowego Wierchu jest poniżej 10 stopni, więc nie jest najgorzej ;-). Z 20 minutowym opóźnieniem wystartowaliśmy... Do pokonania był dość trudny dystans 6,3 km z przewyższeniem 1000 m. Nie bez znaczenia jest wysokość Kasprowego Wierchu, 1987 m n.p.m. Przy wysokościach powyżej 1.500 m n.p.m. mogą już wystąpić trudności w oddychaniu.
Robert pobiegł znakomicie i wyprzedził mocnych biegaczy górskich plasując się na 22 pozycji z czasem 51:09. Przy okazji zdystansował mnie aż o 6 min (zazwyczaj nie daję mu się oddalić, aż o tyle min ;-))!! Ja praktycznie od samego początku próbowałam się trzymać utytułowanej polskiej biegaczki górskiej, Ireny Czuty-Pakosz. Udawało mi się dotrzymać jej tempa przez jakieś 2,5km, potem powoli się oddalała, aż zniknęła... Na 5km udało mi się ją dojrzeć we mgle, ale nie miałam już siły, aby próbować ją gonić zwłaszcza, że ścieżki stawały się coraz bardziej strome. Ostatecznie na metę przybiegłam 38s za Ireną zajmując 4 lokatę w kategorii open kobiet z czasem 57:08.
Bieg wygrał Słowak Miroslav Vanko (olimpijczyk z Atlanty) z czasem 40:28 (rewelacyjny wynik), a wśród kobiet Izabela Zatorska, która jak zwykle zaimponowała swoją niezwykłą formą zwyciężając i zdobywając Kasprowy Wierch w czasie 53:10. Gratulacje!
Nasze wyniki: 2010-06-19, Mistrzostwa Europy w Biegach Górskich Ekstremalnych (Zakopane), dystans: 6.35 km
| 22. | Robert Celiński | 00:51:09 | |
| 53. (K-4) | Anna Celińska | 00:57:08 |
Ukończyło osób: 173
Piąta odsłona tegorocznej edycji GP Warszawy przyniosła historyczny dublet w wykonaniu zawodników Byledobiec. Tomek zgodnie z oczekiwaniami wygrał krótszy dystans, ja natomiast pod nieobecność mojego głównego rywala odniosłem swoje pierwsze zwycięstwo w ramach biegów Grand Prix. W tej edycji spisaliśmy się wyjątkowo dobrze. Wysoko zapunktował na 5 km Kazik wygrywając swoją kategorię wiekową. W biegu na 10 km wielki sukces odniosła Iwonka zajmując najniższe podium w open, Adam, Ania i Jacek Maruszak zaliczyli podium w swoich kategoriach. Wielki wkład punktowy włożyli również Jacek Świercz, Ela i Tomek, co pozwoliło nam zająć drugie miejsce drużynowo w tym biegu. Rzeczywiście przydałoby się w jednej z edycji zebrać wszystkich klubowiczów i wygrać drużynówkę, co jak co - stać nas na to ;-)
Nasze wyniki: 2010-06-15, Grand Prix Warszawy (Warszawa-Siekierki), dystans: 10.3 km
| 1. | Sylwester Kuśmierz | 00:34:53 | |
| 14. | Adam Leśniak | 00:38:04 | |
| 23. | Jacek Matuszak | 00:39:12 | |
| 38. | Jacek Świercz | 00:41:42 | |
| 71. (K-3) | Iwona Świercz | 00:44:52 | |
| 92. | Tomasz Pojawa | 00:46:53 | |
| 105. (K-9) | Anna Pawłowska-Pojawa | 00:48:08 | |
| 119. (K-14) | Elżbieta Mzyk | 00:49:52 |
Ukończyło osób: 159
Nasze wyniki: 2010-06-15, Grand Prix Warszawy (Warszawa-Siekierki), dystans: 5.15 km
| 1. | Tomasz Lipiec | 00:17:22 | |
| 18. | Kazimierz Nojszewski | 00:20:35 |
Ukończyło osób: 66
Po przeprowadzce do Bielska-Białej zaczęliśmy się oboje specjalizować w biegach górskich. O dłuższy kawałek płaskiego asfaltu nie jest tutaj łatwo, za to Beskidy oferują wspaniałe warunki do uprawiania biegów górskich. Osiągnięte na tego typu imprezach czasy nikomu nic nie mówią, o życiówkach nie ma mowy, zyskujemy za to wspaniałe widoki i bliskie obcowanie z przyrodą. Tak było też w Biegu Górskim na Hrobaczą Łąkę, który ósmy raz odbył się w Kozach koło Bielska.
Po Rzeźniku i udanym występie na Mistrzostwach Polski zrobiliśmy sobie wolniejszy tydzień, żeby zyskać trochę świeżości. Bieg w Kozach pobiegł nam bardzo dobrze. Anulka ustąpiła jedynie wielokrotnej mistrzyni Polski Marioli Konowalskiej i potwierdziła formę sprzed tygodnia, wyprzedzając (tym razem wyraźnie) Dagmarę Banach.
Wśród panów również nie zabrakło górskiej czołówki: Świerc - Bierczak - Szcześniewski - Koń - Zawierucha - Gniewek - Ząbczyński. W tym mocnym towarzystwie udało mi się uplasować na 10. pozycji i jestem bardzo zadowolony z biegu. Widzę postęp po poprzednim tego typu zawodach, rozgrywanych na Magurce.
Po wbiegnięciu na metę największą nagrodą były piękne widoki z Hrobaczej Łąki na Międzybrodzie i Górę Żar. Takie obrazki zachęcają do startowania w zawodach górskich. Okazuje się, że kalendarz takich biegów jest bardzo napięty - praktycznie co tydzień będziemy walczyć z przewyższeniami :-)
Nasze wyniki: 2010-06-13, Bieg Górski na Hrobaczą Łąkę (Kozy), dystans: 6.5 km
| 10. | Robert Celiński | 00:31:54 | |
| 27. (K-2) | Anna Celińska | 00:35:46 |
Ukończyło osób: 80
Tak się porobiło, że musiałem wybierać między biegami organizowanymi tego samego dnia. I takim to sposobem znalazłem się na II Legionowskiej Dysze. Było nas tam czworo: Kasia, Wojtek, Kazik i ja. Warunki do biegania w porównaniu z wczorajszym Biegiem Marszałka duuuuużo lepsze. Zwyciężył Sviatoslav Cvietkow z Ukrainy z czasem 30:06. Kasia zajęła bardzo dobre 4 miejsce w open, tylko kilka sekund zabrakło do życiówki. Gratulacje.
Bieg był zorganizowany dużo lepiej niż w zeszłym roku. Elektroniczny pomiar czasu nie spowodował żadnego bałaganu. Ale nagrody za open i kategorie się dublowały. W przeciwieństwie do ubiegłorocznego wesołego losowania, tym razem nie było żadnego.
Nasze wyniki: 2010-06-13, Legionowska Dycha (Legionowo), dystans: 10 km
| 39. (K-4) | Katarzyna Panejko-Wanat | 00:39:02 | |
| 40. | Wojciech Wanat | 00:39:03 | |
| 66. | Jacek Świercz | 00:41:28 | |
| 74. | Kazimierz Nojszewski | 00:41:54 |
Ukończyło osób: 300
Przetrzebiona ekipa Byledobiec, czyli ja i Sylwek, wystartowała dzisiaj w Salomon Trial Running Toyota Ekobieg Kampinos w Palmirach (tzn. w Palmirach był start i meta). Trasa była średnio wymagająca w sensie podbiegów (było kilka, ale niewiele i niewysokich), wymagająca za to nawierzchniowo. Piach, korzenie, szyszki, błoto, płyty betonowe, bruk porosniety trawą... Do wyboru do koloru. W tych nielatwych warunkach Sylwek zajął znakomite czwarte miejsce (w czwartym starcie w ciągu 5 dni).
Ja okupowałam środek stawki, ale mimo trzykrotnego wiązania butow na trasie, jestem całkiem zadowolona. Zwłaszcza z losowania, wreszcie zostałam wylosowana (w zimowym cyklu ani razu). Mam termosik i dwa kubeczki termiczne w sam raz do samochodu :-)
Nasze wyniki: 2010-06-13, Toyota Ekobieg Kampinos (Kampinos), dystans: 12.5 km
| 4. | Sylwester Kuśmierz | 00:46:01 | |
| 60. (K-8) | Anna Pawłowska-Pojawa | 01:06:01 |
Ukończyło osób: 90
Sylwek zaliczył kolejny znakomity występ, tym razem w Sulejówku. 5 miejsce open pewnie go nie satysfakcjonuje, ale w tych warunkach... Gratulacje!
W Sulejówku mocny skład Byledobiec: Sylwek, Adam, Henley i Jacek zdobyła drugie miejsce w drużynowce, pucharek i tomiszcze o marszałku czekają na przekazanie do Centrali. Biegł również Kazik - był przed Jackiem, ale przy zapisach zaginęła wprowadzona przez niego nazwa klubu.
Biegłyśmy również ja i Ela (mam nadzieję, że nikogo nie pominęłam). W open byłyśmy daleko, ale w klasyfikacji kobiet ja byłam 8, a Ela - 14.
Nasze wyniki: 2010-06-12, Bieg Marszałka (Sulejówek), dystans: 10 km
| 5. | Sylwester Kuśmierz | 00:34:26 | |
| 23. | Adam Leśniak | 00:38:12 | |
| 31. | Jacek Matuszak | 00:40:16 | |
| 55. | Kazimierz Nojszewski | 00:43:13 | |
| 61. | Jacek Świercz | 00:43:43 | |
| 128. (K-8) | Anna Pawłowska-Pojawa | 00:48:13 | |
| 194. (K-14) | Elżbieta Mzyk | 00:52:23 |
Ukończyło osób: 378
Wczoraj zaliczyłem jeszcze Test Coopera na Agrykoli. 3765 m w 30 stopniach dało pierwsze miejsce. Na pewno każdy byłby w stanie pobiec szybciej przynajmniej 200 m ale po prostu nie było czym oddychać nawet o 20 godzinie :-/
Mimo wszystko jestem szczęśliwy z trzeciego z rzędu zwycięstwa :-)
Nasze wyniki: 2010-06-10, Test Coopera (Warszawa-Agrykola), dystans: 3.765 km
| 1. | Sylwester Kuśmierz | 00:12:00 |
Ukończyło osób: 181
W środę po południu na Kępie Potockiej panowała iście tropikalna aura - bardzo wysoka temperatura i jeszcze wyższa wilgotność. Mimo to dwóch nieustraszonych Byledobieców - Sylwek i Tomek stanęło na starcie trzeciej edycji Grand Prix Zoliborza. Od początku mocne tempo (jak na panujące warunki) 3:38/km narzucił Sylwek i jako jedyny wytrzymał je do mety - brawo Sylvinio ! (trenuję przed mundialem :-)). Ja zameldowałem się na mecie na drugim miejscu ze stratą ok. 30 sekund do zwycięzcy. Trzeci ze stratą ok 45 sekund dobiegł Jacek Gardener. Atmosfera jak zwykle bardzo miła, pożyteczny sprawdzian formy w ekstremalnych warunkach pogodowych i podwójne zwycięstwo, słowem - udane, kameralne zawody w środku tygodnia.
Nasze wyniki: 2010-06-09, Grand Prix Żoliborza (Warszawa-Żoliborz), dystans: 10 km
| 1. | Sylwester Kuśmierz | 00:36:21 | |
| 2. | Tomasz Lipiec | 00:36:54 |
Ukończyło osób: 68
Razem z Anulką wystartowaliśmy w mistrzostwach Polski w biegach górskich w stylu anglosaskich. Biegi odbyły się w Bielsku na zboczach Szyndzielni i Dębowca. Pogoda była piękna, widoki równie wspaniałe.
Szczyt bolesności mięśni przypada 48 godzin po ekstremalnym wysiłku, co niestety się sprawdziło. Mimo rozgrzewki i rozciągania czuliśmy w nogach Rzeźnika. Mimo tego, udało nam się wyjątkowo udanie wystartować. Anulka świetnie pobiegła w biegu kobiet (8 km), zajmując szóste miejsce. Ludzie byli w szoku, że dwa dni wcześniej pokonała 80 km w Bieszczadach. Potem ja wybiegłem na 11 kilometrów i dzięki świetnym zbiegom (ja po prostu nie czułem czwórek) zająłem 17. miejsce.
Frekwencja nie była wysoka, ale konkurencja - bardzo mocna. Do Bielska przyjechali najlepsi polscy biegacze górscy.
Po biegu skorzystaliśmy z biegowego pikniku, a Anulka odebrała kolejną statuetkę - dla najlepszej Bielszczanki w mistrzostwach Polski. Na parapecie ma już tyle trofeów, że niedługo przez okno nie będzie widać Skrzycznego ;-)
Nasze wyniki: 2010-06-06, Mistrzostwa Polski w biegach górskich (styl anglosaski) - kobiety (Bielsko-Biała), dystans: 8.5 km
| 25. (K-6) | Anna Celińska | 00:44:41 | |
| 31. (K-8) | Magdalena Białorczyk | 00:45:51 | ? |
Ukończyło osób: 73
Nasze wyniki: 2010-06-06, Mistrzostwa Polski w biegach górskich (styl anglosaski) - mężczyźni (Bielsko-Biała), dystans: 12 km
| 17. | Robert Celiński | 01:02:42 |
Ukończyło osób: 51
Witam ze słonecznego Sztokholmu :-) Udało mi się tu pobiec najszybszy maraton w swoim życiu. Wprawdzie nie jestem do końca zadowolony z wyniku, jednakże plan minimum wykonałem. Niestety, tym razem jeszcze się nie udało sie połamac 3:20, ale już jestem na styk z tą bariera. Wyszło 3:20:53 :-)
Nasze wyniki: 2010-06-05, Stockholm Marathon (Sztokholm, SWE), dystans: 42.195 km
| 1080. | Kazimierz Nojszewski | 03:20:53 |
Ukończyło osób: 11435
Tegoroczny Rzeźnik stał pod znakiem kiepskiej pogody, fatalnej nawierzchni (błoto) i rwących strumieni, przez które przeprawa suchą nogą nie była możliwa.
Byliśmy przygotowani znacznie lepiej, niż rok temu i nastawialiśmy się na czas w okolicach 10:45 - ponad 20 minut lepiej, niż w zeszłym roku. Niestety, z powodu moich głupich błędów nawigacyjnych nie udało nam się zrealizować tego celu. Najpierw zgubiliśmy trasę przed Cisną i mimo mojej szybkiej korekty i biegu na czuja, straciliśmy na tym jakieś 5 minut. Cały czas byliśmy w grze i połamanie 11 godzin było nadal realne. Wtedy przyszła pomyłka w okolicach Jasła, gdzie szlak jest kiepsko oznakowany, a jak się do tego dołoży mgłę, to naprawdę łatwo się pogubić. O dziwo, nie zdarzyło mi się to w trzech poprzednich Rzeźnikach, a teraz popełniłem błąd, który kosztował nas 15 minut.
Po pomyłce na Jaśle było pozamiatane. Znów wyprzedzaliśmy ekipy, które spotykaliśmy już dawno temu, ale nie udało nam się nadrobić tych straconych minut. W dobrym tempie pokonaliśmy dwie połoniny i skończyliśmy w czasie 11:05 - 3 minuty szybciej, niż w zeszłym roku. Dało to 10. miejsce w generalce i drugie w kategorii par mieszanych. Przed nami uplasowała się para z rajdów ekstremalnych, która osiągnęła kosmiczny czas 9:36, dający 2. miejsce.
Pocieszające jest to, że biegło nam się bardzo dobrze, praktycznie bez żadnych kryzysów. Gdyby nie głupie pomyłki, wynik byłby jeszcze lepszy, ale trzeba się cieszyć z ukończenia kolejnego Rzeźnika i poprawienia rezultatu z zeszłego roku ;-)
Nasze wyniki: 2010-06-04, Bieg Rzeźnika (Bieszczady), dystans: 77.4 km
| 21. (K-2) | Anna Celińska | 11:05:03 | |
| 21. | Robert Celiński | 11:05:03 |
Ukończyło osób: 203
Dość niespodziewanie, spontanicznie postanowiłem wziąć udział w Memoriale Tomasza Hopfera. O zawodach dowiedziałem się w ostatniej chwili. Biorąc pod uwagę rady mojego byłego trenera, by startować trochę na krótszych dystansach postanowiłem sprawdzić się na 3 km trasie w Parku Kozłowskiego na Ursynowie. Jak się okazało, trasa liczyła 5 pętli po ok. 600 m, z czego większość to był bieg po trawie a do tego na każdej pętli lekkie podbiegi. Impreza bardzo kameralna, w biegu głównym wystartowało łącznie 19 osób. Frekwencja może nie największa, ale jak to bywa nawet w takich biegach znajdzie się przynajmniej kilku dobrych biegaczy. Przyszło mi rywalizować z młodymi juniorami. Jeden z nich był niezwykle groźny (1:54 na 800 m, ok.9:00 na 3 km). Od startu objąłem prowadzenie, tuż za mną czaił się młody junior. Nasza przewaga nad trzecim zawodnikiem stale się powiększała z każdym okrążeniem. W połowie ostatniej pętli rywal zaatakował i zaczął mi powoli uciekać i w tym momencie pomyślałem, że nie dam rady go dogonić. Na szczęście nie uciekł za daleko, na ostatnich 200 metrach przyspieszyłem a ostatnie 100 m to istny sprint, co pozwoliło minąć rywala i wpaść na linie mety jako pierwszy. Zwycięstwo bardzo mnie ucieszyło. To już 7 wygrana w tym sezonie i mam nadzieje nie ostatnia. Dodatkowo udało się wygrać dużą torbę podróżną i okazały puchar, który dostawali tylko zwycięzcy wśród kobiet i mężczyzn. Jak tak dalej pójdzie otworzę chyba mały sklep z walizkami, bo to już chyba 10 wygrana torba podróżna ;-)
Nasze wyniki: 2010-06-01, Memoriał Tomasza Hopfera (Park Kozłowskiego, Ursynów), dystans: 3 km
| 1. | Sylwester Kuśmierz | 00:08:53 |
Ukończyło osób: 19
|
(c) 2006 - 2026 Byledobiec Anin |