|
||||||||||
|
![]() |
| Przyjemnie było pobiegać w takiej scenerii pierwszy raz od wielu miesięcy... |
![]() |
| Szczególnie po mojej twarzy widać, że ciepło nie było ;-) |
Przyszła zima, co widać na zdjęciach. W niedzielny poranek zrobiliśmy sobie z Anią i Jurkiem wybieganie po białym lesie. Często zaskakiwały nas położone w poprzek drogi drzewka, które nie zrzuciły jeszcze liści i ich korony uginały się pod ciężarem śniegu. Potem w Falenicy spotkałem Jacka, któremu zima zabrała prąd w domu. Nie wiedział, co ma w tej sytuacji zrobić, więc wyszedł pobiegać ;-)
Dziękuję wszystkim klubowiczom za ciepłe przyjęcie w zimnej Warszawie :-)
![]() |
| Tomek finiszuje na stadionie w Lesznowoli |
W niedzielę wystartowałem w X Minimaratonie Niepodległości w Lesznowoli. Impreza zorganizowana bardzo profesjonalnie przez Sport Evolution. Na starcie dystansu głównego (4219 metrów, ale było jednak ok.150 metrów więcej) stanęło ponad 200 osób. Pogoda wymagająca - mocny, zimny wiatr, ślisko, ale z pewnością o niebo lepsza niż dzień wcześniej. Mimo naprawdę mocnej konkurencji (kilkunastu "młodych wilczków" z UKS-ów z Warszawy i okolic, wygrał Jakub Nowak) udało mi się zająć 9 miejsce. Zadowolony jestem jednak przede wszystkim ze zwycięstwa w masterach zwłaszcza, że obsada była tu ogólnopolska (mój największy rywal ze stołecznego podwórka - Darek Król był dopiero czwarty).
Nasze wyniki: 2012-10-28, X Minimaraton Niepodległości (Lesznowola), dystans: 4.37 km
| 9. | Tomasz Lipiec | 00:14:46 |
Ukończyło osób: 229
Ośmioro Byledobieców wzięło udział w ostatnim w tym roku biegu z cyklu Grand Prix Warszawy. Tym razem zawody odbywały się w parku pod Trasą Siekierkowską, jak to Ania ujęła "Kabaty na Siekierkach". Wszystkich zaskoczyła aura - pierwszy raz od poprzedniej zimy padał śnieg i to bardzo intensywnie. Ja momentami niewiele widziałem, biegłem z jednym okiem zamkniętym, a drugim przymrużonym (gdyż były to dla mnie zawody z przymrużeniem oka ;-)).
Wiadomo było, że w tych warunkach osiągnięcie satysfakcjonujących czasów było niemożliwe. Świetnie poradził sobie Marcin - zajął 8. miejsce z bardzo dobrym czasem. Znakomicie radził sobie Jurek, który również był daleko przede mną. Znów pewnie wygrał kategorię wiekową i zapewnił sobie zwycięstwo w całym cyklu. Ciekawe, czy wejdzie również do pierwszej dziesiątki w generalce.
Ja byłem trochę zawiedziony, bo nie udało mi się połamać zakładanych 40 minut, ale okazało się, że organizatorzy zrobili biegaczom prezent i odjęli każdemu po kilka sekund. W związku z taką promocją, udało mi się jednak złamać czterdziestkę. Niedługo za mną przybiegł Jacek, Piotrek połamał 45 minut. Niedługo za nim przybiegła Ania, co dało jej szóste miejsce wśród kobiet i kolejną wygraną z mężem. Stawkę Byledobieców zamknęła Iwona.
Dobrze, że po tej całej zabawie biegacze mogli się schronić w podziemiach kościoła, napić się ciepłej herbaty i uzupełnić kalorie. Ja na początku miałem problemy z gryzieniem pączka, bo nieco zamarzła mi żuchwa ;-)
Nasze wyniki: 2012-10-27, Grand Prix Warszawy (Warszawa-Siekierki), dystans: 10 km
| 8. | Marcin Wiącek | 00:37:32 | |
| 13. | Jerzy Magierski | 00:38:12 | |
| 22. | Robert Celiński | 00:39:55 | |
| 60. | Jacek Świercz | 00:42:42 | |
| 80. | Piotr Wielogórka | 00:44:38 | |
| 95. (K-6) | Anna Pawłowska-Pojawa | 00:45:33 | |
| 99. | Tomasz Pojawa | 00:45:42 | |
| 154. (K-17) | Iwona Świercz | 00:49:54 |
Ukończyło osób: 237
![]() |
| Ania na finiszu Kieleckiej Dychy |
Że nam się trafił wyjazd do Kielc - przypadek. Że pogoda dopisała pięknie jesiennie - przypadek. Że akurat w tym terminie kieleccy biegacze postanowili zapoczątkować nową świecką tradycję lokalnych zawodów biegowych - przypadek. Ale to, że stanęliśmy na starcie pierwszej Kieleckiej Dychy w niedzielny poranek - to nie przypadek. Po prostu chcieliśmy. Chcieliśmy wziąć udział w tej imprezie.
Przesympatyczna aura i podobna atmosfera na kieleckim stadionie pozwalały przypuszczać, że będzie to sympatyczny bieg. I taki był... nie nastawiając się na mocne ściganie po dzień wcześniejszej lekcji pokory wystartowałem spokojnie i spokojnie patrzyłem, jak różowa smuga (moja Osobista Małżonka przyodziana w różową koszulkę i takież kolanówki) niespiesznie mi się oddala. Pierwsze dwa kilometry to trasa lekko pod górkę o trochę zróżnicowanym kącie nachylenia. Potem zaczęło się z górki przez co... zwolniłem. Doświadczenie uczy, że jak trasa leci z górki, to kiedyś musi się wyrównać i być pod górkę. Wyczekując tej "podgórki" nogi łykały kolejne kilometry (3... 4... wodopój... 5...).
Szósty był już lekko pod górkę, siódmy również, ale... zaczął się kawałek asfaltu. Nogi obute absolutnie nie na taki cross (piach, korzenie, itp.) złapały przyczepność i same z siebie zaczęły przyspieszać. Zawodnicy, którzy dotąd skutecznie ratowali się ucieczką przed moim tupaniem nagle zaczęli się zbliżać, a chwilę później ciężko dyszący zostawali za plecami. Ostatnie dwa kilometry już prawie frunąłem (naprawdę takie miałem uczucie) a dodatkowego kopa w bramie stadionu dała zapowiedź spikera, że Anna Pawłowska-Pojawa właśnie zawitała na mecie. Nie wiem, jak to wyglądało z boku, ale podeszwami stóp czułem, że tartan zaczyna się gotować, kiedy tak sunąłem na ostatniej prostej po bieżni.
A teraz wracam do teorii względności: w Warszawie (na Kabatach) 10 km = 9,8 km, w Kielcach (w parku przy stadionie) 10 km = 10,7 km.
Nasze wyniki: 2012-10-21, Kielecka Dycha (Kielce), dystans: 10.7 km
| 66. (K-5) | Anna Pawłowska-Pojawa | 00:50:36 | |
| 72. | Tomasz Pojawa | 00:50:55 |
Ukończyło osób: 206
![]() |
| Sylwek znów triumfuje, tym razem na nieco dłuższym dystansie |
Pierwsza edycja Maratonu i Półmaratonu Kampinoskiego odbyła się przy idealnej słonecznej pogodzie. Trasy obu dystansów wiodły szlakami Lasu Kampinoskiego ze startem i metą od strony Dziekanowa Leśnego. Poruszaliśmy się wytyczoną trasą po czerwonych, żółtych, czarnych i zielonych szlakach. Na wielu odcinkach trasa była bardzo trudna. Liczne odcinki z piachem, korzeniami i wydmami sprawiały, iż konieczna była 100% koncentracja. Zawodnikom na pewno najbardziej we znaki dał się podbieg na 9 km.
Przez pierwsze 12 km biegłem razem z K. Siepiołą, który tydzień temu był drugi na trasie Maratonu w Starej Miłosnej. Zaledwie tydzień później Krzysiek postanowił znów pobiec maraton! na tak trudnej trasie (tym razem wygrał z bardzo dobrym czasem 2:50). Do drugiego punktu kontrolnego biegliśmy spokojnie po ok. 3:55 - 4:00/km. Później, gdy biegłem już sam wskoczyłem w tempo ok. 3:40/km i takim tempem podążałem do mety. Druga część dystansu, wiodąca zielonym szlakiem była już łatwiejsza więc i łatwiej było biec nieco szybciej. Ostatecznie z dość dużą przewagą nad Pawłem Olszewskim dobiegłem do mety wygrywając swój pierwszy półmaraton. Jak twierdzą organizatorzy zwycięzcy biegów mają zagwarantowany darmowy pakiet startowy w przyszłym roku... nie pozostaje nic innego jak tylko pobiec. Wczorajszy bieg ułożył się idealnie tak jak chciałem, spokojny początek do połowy dystansu a później przyspieszenie. Wyszedł z tego doskonały trening siły biegowej.
Nasze wyniki: 2012-10-20, I Półmaraton Kampinoski (Kampinos), dystans: 21.0975 km
| 1. | Sylwester Kuśmierz | 01:21:30 |
Ukończyło osób: 140
![]() |
| Tomek finiszuje na Kabatach |
W sobotę po dłuższej przerwie postanowiłem wystartować w GPW. Na ten sam pomysł wpadło jeszcze sześcioro reprezentantów Byledobiec Anin. Myślę, że wszyscy zaprezentowaliśmy się proporcjonalnie do swoich obecnych możliwości i w coraz silniejszej stawce zawodników i drużyn zajęliśmy 6 miejsce na 76 zespołów. Dziewczyny (Ania i Iwona) pobiegły ambitnie zajmując drugie miejsca w swoich kategoriach wiekowych a ich mężowie czekali na nie na mecie (Jacek nawet dość długo). Piotrek zanotował swój drugi wynik w kabackiej historii a Jurek zdeklasował swoich rywali w kategorii. Ze swojego występu - 8 miejsce w open, zwycięstwo w kategorii i przyzwoity czas, biorąc pod uwagę ostatnie zaangażowanie treningowe, jestem umiarkowanie zadowolony :-)
W ostatni weekend mieliśmy okazję sprawdzić teorię względności w praktyce. Dwa dni, dwa starty na 10 km i dwa... różne dystanse, a co za tym idzie dwa różne wyniki.
Na Kabatach piękna, rześka pogoda, podobny stan ducha i jak zwykle sympatyczna atmosfera na starcie pozwalały przypuszczać, że wynik będzie co najmniej niezły. I wszystko wskazywało, że będzie... do 4 kilometra.
Nie chcę gdybać co mnie tuż po nim (tym kilometrze znaczy się) zatrzymało. Może nic, tylko mi się organizm zbuntował ot, tak i postanowił pokazać, że nie jestem przygotowany na lepszy wynik. W każdym bądź razie po rewelacyjnej pierwszej połowie (prawie połowie) po 4:20 na km, zszedłem ze ścieżki i patrzyłem smutno, jak kolejni zawodnicy mijają mnie, mknąc w stronę mety. Chwilę przed tym, zanim zaczęły mnie wyprzedzać kulawe psy, ujadające za ostatnim zawodnikiem, jakoś się jednak pozbierałem i zacząłem gonić stawkę. Dogoniłem najpierw samego siebie (tzn. udało mi się jakoś wyregulować oddech, żeby nie przeszkadzał). Potem Iwonkę, która oprócz dystansu miała jeszcze do pokonania pozostałości ostatnich kontuzji. Potem Osobistą Małżonkę - ta z kolei słysząc tupot moich stóp przyspieszyła, jakby chciała uciekać (po biegu przyznała się, że myślała właśnie o swojej najbliższej konkurentce w kategorii, stąd ta ucieczka).
Potem już doganiałem po kolei każdego, kogo miałem w zasięgu wzroku. Niestety... straconej na poboczu minuty już nie dało się nadgonić. Pocieszające, że Piotrek utrzymał nasze tempo startowe i zrobił nową życiówkę na dystansie kabackiej dyszki :) a pozostali Byledobiece (Tomek, Jurek, Jacek i Iwona) pokazali klasę i sięgnęli po dobre wyniki.
Nasze wyniki: 2012-10-20, Grand Prix Warszawy (Warszawa-Kabaty), dystans: 10 km
| 8. | Tomasz Lipiec | 00:35:25 | |
| 13. | Jerzy Magierski | 00:36:32 | |
| 81. | Jacek Świercz | 00:41:51 | |
| 107. | Piotr Wielogórka | 00:43:11 | |
| 160. | Tomasz Pojawa | 00:45:48 | |
| 165. (K-13) | Anna Pawłowska-Pojawa | 00:45:59 | |
| 180. (K-18) | Iwona Świercz | 00:46:44 |
Ukończyło osób: 358
W sobotę biegłem w Kaliszu (Supermaraton Kalisia - 100km). Po Spartathlonie chciałem co prawda zakończyć tegoroczne starty, ale potrzebowałem jeszcze kwalifikacji do przyszłorocznej edycji. Planowałem w miarę spokojny bieg - pierwsze 50 km po 5:00, drugie - po 6:00. Udało się prawie idealnie i była to najłatwiejsza moja setka dotychczas - bez kryzysów czy większego zmęczenia. Wynik 9:04:25 dał mi 16 miejsce na 66 osób, które dobiegły do mety.
Nasze wyniki: 2012-10-20, Supermaraton Kalisia (Kalisz), dystans: 100 km
| 16. | Paweł Kotlarz | 09:04:25 |
Ukończyło osób: 66
W Biegu na Kasprowy Wierch wystartowało dwóch Byledobieców: Dominik i ja. Dominik mimo gorączki i kontuzji okostnej pobiegł bardzo dobrze. Zaczął spokojnie, a w połowie drogi między Myślenickimi Turniami, a szczytem Kasprowego, śmignął koło mnie. Jest to chyba jego ulubione miejsce do pokazywania mi pleców - wcześniej zrobił to samo na zbiegu z Kasprowego w czasie tegorocznego Biegu Marduły ;-) Podobnie, jak parę miesięcy temu, udało mi się jednak jakoś pozbierać i niedługo później odzyskałem prowadzenie gronie Byledobieców. Mój wynik jest o 3,5 minuty gorszy, niż 2 sezony temu, kiedy jeszcze do tego biegaliśmy w gorszych warunkach (śnieg na kopule Kasprowego). Cóż, formę zostawiłem na ulicach Chicago i trzeba się tylko cieszyć :-)
Po biegu zrobiłem sobie wycieczkę z Kasprowego na Kopę Kondracką, a potem zbiegłem do Doliny Kondratowej i z powrotem do Kuźnic. W sumie tego dnia przebiegłem 25 km po górach. Po mocnym treningu zdążyłem się wykąpać w basenie COS-u i udałem się na dekorację, żeby odebrać tegoroczne trofea Anulki w Lidze Biegów Górskich. W lidze była druga za Dominiką Wiśniewską, a przed Izą Zatorską, znalazła się również na podium najlepszych biegaczej alpejskich i anglosaskich. Jeżeli chodzi o pozostałe wyniki Byledobieców w lidze, to ja ostatecznie zająłem 26. miejsce. Zaraz za mną (na 28. miejscu) był Marek, który wycofał się z rywalizacji w połowie sezonu. Gdyby nie to, na pewno znalazłby się w pierwszej dziesiątce. 42. miejsce zajął rozkręcający się w miarę sezonu Dominik, sklasyfikowany zostali również Darek (271. miejsce) i Marcin (353. miejsce). Ci dwaj ostatni na pewno byliby znacznie wyżej, gdyby zaliczyli większą liczbę startów. Nie znamy niestety wyników klasyfikacji drużynowej, ale tak na oko, to zajęliśmy w tym roku czwarte miejsce.
Nasze wyniki: 2012-10-20, Alpin Sport Tatrzański Bieg Pod Górę (Zakopane), dystans: 8.5 km
| 47. | Robert Celiński | 01:04:45 | |
| 54. | Dominik Kobryń | 01:05:42 |
Ukończyło osób: 331
![]() |
| Sylwek znowu wygrywa, fot. datasport.pl |
Co się nie udało w roku ubiegłym udało się w tym. W poprzednim sezonie kontuzja stopy wykluczyła mnie ze startu w imprezie Janusza Bukowskiego. W tym roku udało mi się wystartować i wygrać. Bieg zorganizowany w szczytnym celu - pomoc osobom niepełnosprawnym. Na takie biegi mnie nie trzeba namawiać gdyż mam siostrę, która urodziła się z porażeniem mózgowym i od urodzenia nie chodzi. W czasie imprezy zostały przekazane dwa wózki osobom niepełnosprawnym i jeden samochód dla hospicjum. Sam bieg był jedynie dopełnieniem tej szczytnej inicjatywy. Wygrana bardzo cieszy tym bardziej, że czułem się trochę zmęczony sobotnim startem w minimaratonie. O wszystkim zadecydowała końcówka. Zaatakowałem na ostatnim podbiegu i później już biegłem mocnym tempem do mety. Jak się okazało ostatni kilometr był w 3:03 dzięki czemu cały dystans ukończyłem z przyzwoitym rezultatem. Jak tylko zdrowie dopisze za rok również planuję tam wystartować.
Nasze wyniki: 2012-10-14, Wybiegaj Sprawność (Warszawa-Kępa Potocka), dystans: 5 km
| 1. | Sylwester Kuśmierz | 00:16:30 |
Ukończyło osób: 390
W niedzielę 14 października w Kozłowie Biskupim odbyły się ostatnie zawody Grand Prix Kozłowa Biskupiego w Nordic Walking (NW) 2012 o Puchar Stowarzyszenia Mała Ojczyzna. W sześciu imprezach maszerowało z kijami osiemdziesiąt osób. Darek jak zwykle pokazał klasę osiągając jeden z najlepszych wyników w karierze nordic walkera na 5000 m - brawo Tato!
Nasze wyniki: 2012-10-14, Grand Prix Kozłowa Biskupiego (Kozłów Biskupi), dystans: 5 km
| 12. | Dariusz Lipiec | 00:35:08 |
Ukończyło osób: 29
![]() |
| Sylwek na najwyższym stopniu podium Minimaratonu w Starej Miłosnej |
Po rocznej przerwie postanowiłem wrócić do Starej Miłosnej i odzyskać tytuł mistrza minimaratonu, który zdobywałem w 2009 i 2010 roku. Jak się okazało czekało mnie trudne zadanie, gdyż na starcie pojawił się Tadeusz Chudzyński, wielokrotny medalista mistrzostw Polski i Świata w kategoriach paraolimpijskich. Dodatkowo trudnym rywalem był Kamil Artyszuk z Warszawiaków, który tydzień wcześniej na Kabatach zrobił bardzo dobry czas na 10 km. Tegoroczna trasa była chyba najtrudniejsza spośród wszystkich w których przyszło mi startować. Z uwagi na imprezę rowerową tego samego dnia trasę nieco zmodyfikowano. Było wiele zakrętów, jak zwykle wymagające podbiegi i korzenie. Przez dłuższy czas biegliśmy zwartą grupą, czołówka ukształtowała się w połowie dystansu, natomiast decydujące rozstrzygnięcia zapadły na ostatnim kilometrze. Finisz był po mojej stronie i ostatecznie wygrałem o 3 sekundy przed Tadeuszem. Tomek dzielnie trzymał się przez większość trasy jednak ostatnie problemy zdrowotne zdecydowały, iż po raz pierwszy wygrał z nim Kamil. Tak więc Kamil trzeci, a Tomek czwarty.
Jak zwykle nie zawiodła Iwona zajmując drugie miejsce wśród kobiet. Na pewno czuła pewien niedosyt tym bardziej, gdy startuje się u siebie, ale za rok na pewno się odkuje.
Nasze wyniki: 2012-10-13, Mini Maraton w Starej Miłośnie (Stara Miłosna), dystans: 7.4 km
| 1. | Sylwester Kuśmierz | 00:25:44 | |
| 4. | Tomasz Lipiec | 00:26:24 | |
| 27. (K-2) | Iwona Świercz | 00:36:38 |
Ukończyło osób: 62
W maratonie - Jurek trzeci, genialnie taktycznie pobiegł. BTW, zwycięzca miał... 2:40:52, drugi zawodnik - 2:46:31(pomylił trasę na przedostatnim kółku). Jacek też znakomicie :)
Nasze wyniki: 2012-10-13, Maraton w Starej Miłośnie (Stara Miłosna), dystans: 42.195 km
| 3. | Jerzy Magierski | 02:56:41 | |
| 6. | Jacek Świercz | 03:26:09 |
Ukończyło osób: 39
![]() |
| Na finiszu biegłem z zamkniętymi oczami |
![]() |
| Nad Wielkim Kanionem Kolorado |
Z Chicago będziemy wracać z odmiennymi wrażeniami z maratonu. Anulka z powodu kontuzji nie mogła się przygotować - dwa tygodnie przed maratonem nie biegała w ogóle, a w poprzednim tygodniu wyszła na kilka roztruchtań i spacerów. Na trasie w Chicago dał o sobie dodatkowo znać bolący przyczep w udzie. Wynik 3:14 na pewno nie jest satysfakcjonujący, ale sukcesem jest już ukończenie maratonu w takim stanie. Lekarz pozwolił pobiec Anulce i mam nadzieję, że po dalszej rehabilitacji kontuzję uda się do końca wyleczyć, a bieganie znowu będzie sprawiało przyjemność :-)
Dla mnie Chicago Marathon był ostatnim z pięciu największych maratonów świata (Marathon Majors). Wcześniej biegałem w Berlinie i Nowym Jorku (2007), Londynie (2009) i Bostonie (2011). Co ciekawe, w żadnym z tych maratonów nie udało mi się połamać 3 godzin. Tej magicznej granicy nigdy nie udało mi się odczarować na ziemi amerykańskiej. Próbowałem w Los Angeles (2006) i wspomnianych wcześniej Nowym Jorku i Bostonie. Marzyłem zatem o uczestnictwie w Chicago Marathon i połamaniu granicy 3 godzin. Teraz nadarzyła się okazja, pewnie ostatnia, bo raczej już nigdy nie pobiegnę w Stanach. Trzeba było zatem postawić wszystko na jedną kartę.
Dzisiaj wszystko wyszło rewelacyjnie, znacznie lepiej, niż zakładałem. Warunki były idealne - płasko (jak co roku), chłodno i z niewielkim wiatrem, co nie zdarza się często w "wietrznym mieście", jak nazywa się Chicago. Początek pobiegłem spokojnie, a potem złapałem się grupy i trzymałem tempo 4:00/km. W końcówce trochę osłabłem, ostatnie mile były trochę wolniejsze, rzeźbiłem, ale i tak całkiem nieźle mi to szło. Wynik 2:51 jest najlepszy od ponad pięciu lat. Bardzo chciałem tu dobrze pobiec i bardzo mi się udało :-)
Po maratonie policzyłem moją średnią z najlepszych maratonów na siedmiu kontynentach. Wyszło 2:55:51 i jest to prawdopodobnie najlepszy wynik na świecie! :-) Trójki nie połamałem tylko na Antarktydzie, ale tam nie było to po prostu możliwe. W czasie Chicago Marathon Expo rozmawiałem dyrektorem Marathon Tours, który organizuje co roku wyjazdy na Antarctica Marathon. Okazało się, że trasa jest teraz znacznie łatwiejsza i nie jest konieczna dwukrotna wspinaczka i zbieg z lodowca. Organizatorzy uznali, że ta trasa jest po prostu zbyt niebezpieczna. Nie dziwią zatem teraz wyniki lepsze od mojego z 2008 roku. Coż, może kiedyś trzeba będzie jeszcze raz się wybrać na Antarktydę i poprawić to 3:09? ;-)
Nasze wyniki: 2012-10-07, Chicago Marathon (Chicago, USA), dystans: 42.195 km
| 407. | Robert Celiński | 02:51:43 | |
| 1983. (K-216) | Anna Celińska | 03:14:37 |
Ukończyło osób: 37264
Po maratonie poświęciliśmy cały dzień na zwiedzanie Chicago, a potem polecieliśmy do Las Vegas. W Mieście Grzechu nie wpadliśmy w szpony hazardu, tylko szybko stamtąd uciekliśmy, żeby zwiedzić najpiękniejsze parki narodowe USA. Byliśmy w parku Zion, Kanionie Bryce'a, Dolinie Pomników i zobaczyliśmy Wielki Kanion od strony północnej i południowej. Ostatniego dnia zrobiliśmy sobie hardkorową wycieczkę w dół kanionu, do rzeki Kolorodo i z powrotem (26 km, -1400 m, +1400 m).
Tegoroczna edycja Biegnij Warszawo ani mnie ziębiła, ani grzała. Jakoś nie podniecała mnie specjalnie myśl o kolejnym biegu w tłoku, w hałasie i zaduchu miasta, pod naporem marketingowej wrzawy sponsorów i organizatorów. A jednak... A jednak to od Run Warsaw lat temu kilka rozpoczęła się moja (nasza!) przygoda z bieganiem i w zasadzie październikowy kalendarz bez tego startu byłby jak ziemniaczana kiszka bez skwarek, albo The Doors bez Morrisona, albo piwo bezalkoholowe. Tzn. oczywiście że można! - ale to jakoś bez sensu.
Tak więc im bliżej startu, tym bardziej gryzł duszę malutki robaczek, że chyba,... że jednak,... że raczej... i w końcu stało się. Czarny worek z okrąglutkim numerem 3000 zameldował się na wieszaku, a 55 kilometrów z wrześniowych startów dopisane zostało do rezultatów PRAWEJ (prawej strony Wisły - bo w tym roku dodatkowa rywalizacja opanowała miasto - ściągały się dwie strony, która więcej i która szybciej pobiegnie). Daliśmy radę - PRAWA nabiegała więcej :-)
Na sam start nie nastawiałem się specjalnie bojowo, zwłaszcza, że dzień wcześniej walczyłem o punkty w Warszawskim, Kabackim Grandprixie. Miało być więc spokojnie, ale przyzwoicie (czyli gdzieś tak w okolicach 45 minut). Umówiliśmy się z PiotrkiemW. że polecimy równiutko i dostojnie, jak na weteranów przystało. Aneczka też nie zamierzała się ścigać - miała zającować znajomemu debiutantowi.
Jak zwykle przy tak masowej imprezie... przedstartowy bałagan pomieszał wszystkie szyki. Aneczka nie znalazła debiutanta, za to zgubiła mnie - w parotysięcznym tłumie dogoniłem ją dopiero po kilometrze (a poznałem tylko po różowych kolanówkach ;) - i poleciałem dalej, rozglądając się za Piotrkiem, który robił to samo, tylko kilkaset metrów przede mną, bo wbił się do wcześniejszej strefy startowej.
Po trzecim kilometrze wrzuciłem na luz i zacząłem cieszyć się samym biegiem i tym, że czuję się w nim dobrze i komfortowo. Przybijałem piątki, pozdrawiałem i zagadywałem znajomych, a na punkcie nawadniania (5 km) pozwoliłem sobie nawet na przystanek, żeby napić się spokojnie, nie rozchlapując i nie rozlewając i rozejrzeć po peletonie. A potem... potem już było z górki. Tzn. zanim się zaczęło z górki (ul. Książęca) mój organizm wyczaił, że do mety już mniej, niż kółko po "tzw. betonowym kieracie na wiosce" i nogi poniosły po 20 sekund na kilometrze szybciej, niż wcześniej (wciąż się zastanawiam, jak to zrobiły?).
Ostatecznie czas na mecie 44:36 i jak się okazało prawie pół minuty za Piotrkiem (44:09), który cały czas gonił, przekonany, że jestem gdzieś z przodu. Z odbiorem medalu poczekałem chwilę (niedługą) na Aneczkę (46:13) i już można było iść się przebrać, nawodnić i wystartować - tym razem rowerem - do MPK, żeby obejrzeć warunki na trasie zbliżającego się Staromiłośniańskiego Maratonu.
Z kronikarskiego obowiązku - na trasie było jeszcze widać (i słychać - zwłaszcza słychać - a zwłaszcza na kładce nad Czerniakowską) Iwonę i Jacka, którzy dzielnie - jak na Byledobieców przystało - kibicowali biegnącym.
Nasze wyniki: 2012-10-07, Biegnij Warszawo (Warszawa), dystans: 10 km
| 242. | Kazimierz Nojszewski | 00:41:31 | |
| 560. | Piotr Wielogórka | 00:44:09 | |
| 647. | Tomasz Pojawa | 00:44:36 | |
| 1000. (K-50) | Anna Pawłowska-Pojawa | 00:46:13 |
Ukończyło osób: 9781
Jesień w Warszawie oznacza gorączkę. I nie tylko dlatego, że różne paskudne na ludzi wyłażą wirusy (inwersja gramatyczna!) w postaci kichających współobywateli w metrze, czy innym zatłoczonym miejscu publicznym. Chodzi o gorączkę startową, zwłaszcza wśród tych, którzy przez cały sezon pieczołowicie ściubili punkcik do punkcika, startując możliwie najczęściej w zawodach cyklu Grand Prix Warszawy. Ostatnie starty oznaczają ostatnie szanse dogonienia i/lub urwania się konkurencji w kategorii wiekowej lub generalnej.
Siedmioro reprezentantów ByleDobiec Anin stawiło się w sobotę 6 października na kabackiej polance przy krańcówce metra, nie bacząc na przenikliwy chłód i zacinający delikatnie deszcz, który nie mógł się zdecydować, czy zamierza przestać, czy wręcz przeciwnie zacząć padać na poważnie. W końcu chmurki stwierdziły, że na tak zaawansowane wariactwo nie ma rady i zawinęły się, by już tego dnia nie wracać.
Stawka wystartowała więc zgodnie z założonym harmonogramem. No... może poza moją osobistą małżonką, która deklarowała, że będzie się trzymać naszych (moich i PiotrkaW.) pleców, po czym pokazała nam plecy, żeby się zacząć regularnie oddalać. My natomiast trzymaliśmy swoje tempo, podkręcając je powoli po minięciu półmetka. Wszystko szło elegancko - już... już... plecy Aneczki zaczęły się znów ku nam zbliżać, gdy nagle zaliczyłem nóż pod żebrem, jakiego już dawno nie pamiętałem. Kolka zatrzymała mnie ok. 8 km na tyle konkretnie, że musiałem zejść na chwilę, żeby odzyskać oddech. Tej chwili zabrakło, by kogokolwiek dogonić - starałem się już tylko utrzymać pozycję w peletonie.
Ostatecznie w tym biegu Iwka i Jurek zajęli pierwsze miejsce w swoich kategoriach, a Aneczka zajęła w swojej trzecią pozycję. Michał zajął 5 msc. wśród swoich "wiekowych" rywali, a Jacek ładnie zamknął dziesiątkę. W naszej (chyba najmocniej obsadzonej przez ścigantów) kategorii Piotrek i ja znów zmieściliśmy się pod koniec drugiej dziesiątki.
Nasze wyniki: 2012-10-06, Grand Prix Warszawy (Warszawa), dystans: 10 km
| 12. | Jerzy Magierski | 00:36:56 | |
| 21. | Michał Domański | 00:38:54 | |
| 53. | Jacek Świercz | 00:41:44 | |
| 87. | Piotr Wielogórka | 00:44:01 | |
| 90. (K-6) | Anna Pawłowska-Pojawa | 00:44:13 | |
| 100. | Tomasz Pojawa | 00:44:37 | |
| 138. (K-12) | Iwona Świercz | 00:47:30 |
Ukończyło osób: 270
Trzeci start w Pomiechówku zakończył się dla mnie bardzo szczęśliwie. Odniosłem 3 zwycięstwo w tej miejscowości i 13 w sezonie. Trasa ta sama co wiosną, wymagające dwie pętle po ok. 3 km. Od początku narzuciłem swoje tempo ok. 3:22 km i jak się okazało po tej trudnej technicznie trasie dla innych było za szybko. Dość groźnym rywalem miał być miejscowy zawodnik, Dominik Nowak biegający ostatnio na bieżni 1500 m w 4:04. Jak się okazuje warunki leśne i dystans bardziej preferowały mnie i dzięki temu wygrałem z 30 sek. przewagą. Na trzecim miejscu finiszował dobrze znany Darek Król z Wołomina. Jak zwykle impreza bardzo kameralna, niemniej ma swój urok i planuję tam również starty w przyszłym roku.
Nasze wyniki: 2012-10-06, Bieg Warsa i Sawy (Pomiechówek), dystans: 5.8 km
| 1. | Sylwester Kuśmierz | 00:19:38 |
Ukończyło osób: 30
Trasa trudna, ale fajna. Na drugą górę za mocno podbiegłem i mnie odcięło :-/ Pierwszy raz miałem ścianę! Nie umiałem nawet iść. Na szczęście się pozbierałem po żelu od Haliny Gałuszki. Ukończyłem na 23 miejscu (20 wśród facetów). Generalnie jestem zadowolony :-)
Nasze wyniki: 2012-10-06, Bieg na Górę Trojak (Lądek Zdrój k.Kłodzka), dystans: 32 km
| 23. | Dominik Kobryń | 03:06:34 |
Ukończyło osób: 85
Dobiegła końca druga edycja zawodów na bieżni pod nazwą Warsaw Track Cup. Tegoroczna edycja przyniosła wiele dobrych wyników naszym zawodnikom, co skutecznie przełożyło się na zajęcie drugiego miejsca w klasyfikacji klubowej. Zawdzięczamy to między innymi Ani i Jurkowi, którzy trzy dni po Maratonie Warszawskim zdecydowali się na start w kolejnych zawodach i pomogli klubowi stanąć na podium. W ostatniej edycji wystartowałem na 1500 m. Jak się okazało była to najmniej liczna konkurencja i o wynik musiałem walczyć sam ze sobą. 4:14 - wynik bez rewelacji, jednak pozwolił mi wygrać swoją kategorię wiekową i stanąć na podium w klasyfikacji generalnej na 2 miejscu. Tym razem cały sykl przegrałem o ponad 6 sekund z B. Światkowskim. Na dystansie 1500 m również brakujące starty uzupełnili Jurek i Ania. Dzięki temu Ania ukończyła zawody na 3 miejscu w kategorii wiekowej i 9 w generalce, Jurek natomiast zajął pewne 2 miejsce w kat. M50 tracąc do pierwszego 10 sekund. Tomek Pojawa dzięki zaliczeniu biegu na 1 km bardzo pomógł drużynie, która musiała liczyć co najmniej 5 zawodników. Tomek Lipiec w niezwykle mocnej stawce biegu na 3 km zajął miejsce tuż za pierwszą dziesiątką. Osiągnięty wynik dał mu zdecydowane zwycięstwo w kat. M40 i 8 w generalce. W zawodach bierze jednak udział coraz więcej młodych dobrych zawodników co podnosi poziom rywalizacji i trudno o dobre miejsca. Zobaczymy jak będzie za rok. Należy również dodać iż cały cykl ukończył Ela, która zapewne odpoczywa po maratonie i nie brała udziału w finałowych zawodach, jednak ukończyła je na 5 miejscu w kategorii wiekowej i 12 w generalce.
Nasze wyniki: 2012-10-03, Warsaw Track Cup - 1500 m (Warszawa-Agrykola), dystans: 1.5 km
| 1. | Sylwester Kuśmierz | 00:04:14 | |
| 6. | Jerzy Magierski | 00:05:05 | |
| 18. (K-3) | Anna Pawłowska-Pojawa | 00:05:53 |
Ukończyło osób: 27
Nasze wyniki: 2012-10-03, Warsaw Track Cup - 3000 m (Warszawa-Agrykola), dystans: 3 km
| 12. | Tomasz Lipiec | 00:09:51 |
Ukończyło osób: 67
Nasze wyniki: 2012-10-03, Warsaw Track Cup - 1000 m (Warszawa-Agrykola), dystans: 1 km
| 20. | Tomasz Pojawa | 00:03:26 |
Ukończyło osób: 47
W ostatni weekend września przekraczyliśmy magiczną granicę - suma kilometrów przebiegniętych przez członków naszego klubu na zawodach przekroczyła 40 tysięcy kilometrów! To tyle, ile wynosi obwód kuli ziemskiej na równiku. Można zatem powiedzieć, że Byledobiece obiegli na zawodach cały świat! :-)
![]() |
| Alex wbiega na metę na Stadionie Narodowym w zakładanym czasie |
![]() |
| Ania na podium na Stadionie Narodowym |
34. edycja Maratonu Warszawskiego niewątpliwie przejdzie do historii polskich biegów ulicznych. Bieg po ulicach Stolicy z metą na Stadionie Narodowym przyciągnął rekordową liczbę biegaczy. Na liście startowej we wrześniu pojawiło się ponad 9 tys. zawodniczek i zawodników z całej Polski, Europy i świata.
Wśród startujących nie mogło zabraknąć reprezentantów naszego klubu - w Maratonie wystartowało aż dwanaścioro Byledobieców, a wśród nich debiutująca na dystansie 42,195 km Ela.
Dla mnie ten bieg w pewnym sensie też był jak debiut - ostatni maraton przebiegłem 3 lata temu w Poznaniu. Po sukcesie z Krakowa w 2008 roku (2:39:29) trzykrotnie próbowałem zbliżyć się do tego rezultatu - niestety, każde kolejne podejście kończyło się porażką. Po "wyrzeźbieniu" 2:49 w Poznaniu w 2009 roku dałem sobie spokój z maratonami. W tym roku postanowiłem się porządnie przygotować i spróbować poprawić zakurzoną już życiówkę. Meta na Stadionie Narodowym niewątpliwie była sporą zachętą, żeby pobiec właśnie w Warszawie :)
Ostatecznie nie wszyscy zapisani stawili się na linii startu - w biegu wzięło udział niecałe 7 tys. biegaczy, co i tak jest absolutnym rekordem w historii polskich maratonów. Wystartowaliśmy punktualnie o 9 z Mostu Poniatowskiego. Warunki do biegania były całkiem niezłe, chociaż wiał silny wiatr z zachodu. Pierwszą połowę dystansu w większości biegło się z lekkim wiatrem w plecy. Starałem się pilnować tempa i nie przyspieszać za bardzo, żeby mieć siłę na drugą połówkę. Półmetek minąłem po czasie 1:19:56, czyli idealnie na połamanie 2:40. W Wilanowie zacząłem przyspieszać - minąłem kilku zawodników i na 25. kilometrze miałem już nie kilka, a kilkadziesiąt sekund zapasu. Niestety, podbieg w Parku Natolińskim na 27. kilometrze, a potem wietrzny odcinek na ulicach Rosoła i Przy Bażantarni dały mi się trochę we znaki. Cały czas trzymałem tempo na 2:40, ale o przyspieszeniu raczej nie było mowy. Na kolejnych kilometrach międzyczasy miałem idealnie na wynik 2:40:00. Pocieszałem się tym, że ostatnie 2 kilometry będą lekko z górki i przede wszystkim z wiatrem w plecy. I rzeczywiście, na Moście udało mi się sporo nadrobić - na 41. i 42. kilometrze Garmin zmierzył mi tempo ok. 3:35/km. Po wbiegnięciu na płytę stadionu zupełnie przestałem czuć zmęczenie. Doping kilku tysięcy kibiców, w tym rodziny i znajomych, niósł do samego końca. Na metę wpadłem po czasie 2:39:43 (netto 2:39:39). Do pobicia rekordu życiowego zabrakło mi 10 sekund, ale dawno nie byłem tak szczęśliwy - po ponad 4 latach udowodniłem sobie, że mój wynik z Krakowa to nie był przypadek i że nadal jestem w stanie biegać maratony na takim poziomie.
Pozostali Byledobiece również uzyskali bardzo dobre wyniki. Jurek poprawił swój rekord życiowy o 6 sekund i z wynikiem 2:54:04 zwyciężył w swojej kategorii wiekowej. Życiówkę poprawił również Marcin Wiącek - do połamania "trójki" zabrakło zaledwie 2 minut. Kolejni na mecie pojawili się Marcin Jagiellicz (3:08) i Michał Domański (3:13 - tylko 2 minuty wolniej od rekordu życiowego). Następnie dobiegli Jacek (3:27), Darek (3:32 - zaledwie minutę gorzej od życiówki) i Wojtek (3:35). Najszybszą Byledobiecką okazała się Ania - z wynikiem 3:41 zwyciężyła w kategorii kobiet-dziennikarzy. Asia uzyskała wynik 3:50, z czasem 3:55 kolejny maraton ukończyła Iwona. Ela w swoim maratońskim debiucie uzyskała bardzo dobry wynik 4:19.
Oprócz licznych sukcesów indywidualnych osiągnęliśmy również wielki sukces jako drużyna - w rozgrywanych w ramach Maratonu mistrzostwach klubowych zajęliśmy trzecie miejsce. Klasyfikację zdecydowanie wygrała drużyna Warszawiaky, drugie miejsce przypadło teamowi Strefamaratonu.pl.
Jeszcze trochę prywaty :) Serdeczne podziękowania dla Beaty za motywację i wsparcie na najbardziej kryzysowym odcinku maratonu :) Specjalne podziękowania dla Weroniki za to, że dzielnie znosiła moje treningi i znikanie z domu na połowę każdej niedzieli przez ostatnie 3 miesiące, oraz za to, że wspierała mnie do samego końca (nawet w okresie tradycyjnego napięcia przedstartowego :-)).
I jeszcze trochę wspomnień :) Tegoroczny Maraton Warszawski był już 10. z rzędu maratonem w Stolicy, w którym startowali zawodnicy Byledobiec. Nasze osiągnięcia w kolejnych edycjach wyglądały następująco:
Nasze wyniki: 2012-09-30, 34. Maraton Warszawski (Warszawa), dystans: 42.195 km
| 20. | Aleksander Celiński | 02:39:39 | |
| 59. | Jerzy Magierski | 02:54:04 | |
| 136. | Marcin Wiącek | 03:02:21 | |
| 223. | Marcin Jagiellicz | 03:08:34 | |
| 296. | Michał Domański | 03:13:15 | |
| 679. | Jacek Świercz | 03:27:39 | |
| 961. | Dariusz Lasek | 03:32:43 | |
| 1049. | Wojciech Wanat | 03:35:51 | |
| 1369. (K-42) | Anna Pawłowska-Pojawa | 03:41:41 | |
| 1888. (K-74) | Joanna Skultecka | 03:50:51 | |
| 2228. (K-100) | Iwona Świercz | 03:55:16 | |
| 4224. (K-282) | Elżbieta Mzyk | 04:19:11 |
Ukończyło osób: 6796
![]() |
| Wybiegam na szczyt Magurki |
Kiedy kilkunastu reprezentantów naszego klubu walczyło na trasie Maratonu Warszawskiego, skromna, dwuosobowa ekipa Byledobieców pojawiła się pod centrum handlowym Gemini Park w Bielsku Białej, by wybiec na szczyt Magurki. Anulka nie miała niestety możliwości bronić pucharu z zeszłego roku, bo chce wyleczyć konuzję przed zbliżającym się maratonem. W naszych barwach wystartowaliśmy zatem tylko ja i Dominik. Ja potraktowałem start treningowo, bo po ciężkim tygodniu (120 górskich km w nogach) nie mogłem liczyć na dobry wynik. Niecałą minutę za mną na szczyt Magurki dobiegł Dominik, który był zadowolony ze startu. Oby za tydzień było tak samo - Dominik startuje w długodystansowych MP, które odbędą się w Lądku-Zdroju. My z Anulką udajemy się na ląd za wielką wodą, by wziąć udział w Chicago Marathon. Dla mnie będzie do piąty, ostatni Marathon Major i czwarta próba złamania trójki w Ameryce Północnej. Trzymajcie kciuki :-)
Nasze wyniki: 2012-09-30, III Bieg Górski na Magurkę o Puchar Igosport (Bielsko-Biała), dystans: 8.2 km
| 22. | Robert Celiński | 00:45:57 | |
| 29. | Dominik Kobryń | 00:46:56 |
Ukończyło osób: 167
Dzień po Biegu na Babią Górę wybrałem się na asfaltowe zawody na 10 km w Jastrzębiu Zdroju. Niestety, kontuzjowana Anulka nie mogła mi towarzyszyć. Gdyby nie opłacone dawno wpisowe i niewielka odległość od Bielska, na pewno nie pojechałbym do Jastrzębia.
Dzień po ciężkim biegu górskim, moim założeniem było złamanie 40 minut na niezbyt łatwiej trasie. Startowaliśmy na stadionie, położonym w niecce, by potem biegać na w tę i z powrotem na jednej z głównych jastrzębskich ulic. Ten odcinek również był pagórkowaty. Ostatnie pół kilometra, to zbieg na stadion, gdzie przy oklaskach zgromadzonych tam kibiców wbiegało się na metę.
Na początku pobiegłem szybciej, niż zakładałem i po podbiegu złapałem się z grupką najlepszych kobiet, które zaczęły relatywnie wolno. Mimo wszystko, tempo było dla mnie trochę za szybkie. Po 3 km zacząłem mieć dziwne problemy z palcami u stopy, które doznały przykurczu. Ból był taki, że musiałem się zatrzymać i przez chwilę myślałem, że zejdę z trasy. Potem jednak kierowałem się zasadą "byledobiec", trochę kuśtykałem, ale po pewnym czasie przykurcz minął, a ja znowu mogłem spokojnie biec tempem poniżej 4:00/km. Po paru kilometrach udało mi się odrobić pozycje, które straciłem na skutek postoju i spokojnie dobiegłem końcówkę. Uzyskany czas 39:13 jest moim tegorocznym rekordem na dystansie 10 km :-) Ostatnio zdecydowanie wolę biegi górskie, ale impreza w Jastrzębiu podobała mi się i mam nadzieję, że za rok pobiegniemy tu razem z Anulką :-)
Nasze wyniki: 2012-09-23, Jastrzębska Dziesiątka (Jastrzębie-Zdrój), dystans: 10 km
| 33. | Robert Celiński | 00:39:13 |
Ukończyło osób: 202
Pierwszy raz od wielu lat biegacze górscy mieli okazję wziąć udział w zorganizowanym Biegu na Babią Górę. Jest to wyjątkowy szczyt, najwyższy w Polsce poza Tatrami (1725 m n.p.m.), leżący w Paśmie Babiogórskim Beskidu Żywieckiego. Wierzchołek Diablaka (tak inaczej nazywa się najwyższy szczyt Pasma Babiogórskiego) bardzo wyróżnia się na tle innych pobliskich szczytów Beskidów, bo jest od nich znacznie wyższy. W sezonie turystycznym przy ładnej pogodzie Babia Góra przechodzi prawdziwe oblężenie, czego mieliśmy okazję doświadczyć parę tygodni wcześniej, kiedy razem z Anulką robiliśmy rekonesans trasy. Widoki ze szczytu Babiej były wtedy wspaniałe, świetnie widać stamtąd pobliskie Tatry, w dole Jezioro Orawskie na Słowacji, a na zachodzie rozciągają się Beskidy, poczynając od wysokiego Pilska, aż po znajome góry w naszych okolicach.
Obszar Babiogórskiego Parku Narodowego był od wielu lat strzeżony przez władze tego parku przed najazdem biegowych barbarzyńców i kolejni potencjalni organizatorzy Biegu na Babią Górę byli odprawiani z kwitkiem. Nie wiem, jakim cudem tę niemoc przełamali ludzie z grupy Chaszczok, ale chwała im za to i tak trzymać w kolejnych latach ;-) W 2012 roku Bieg na Babią Górę stał się częścią imprezy "Babiogórska Jesień", która w sobotę odbyła się w Zawoi.
Ze względu na popularność biegu i limit zgłoszeń, my zapisaliśmy się już pierwszego dnia. Na liście startowej można było zobaczyć większość czołowych polskich biegaczy górskich i rywalizacja najlepszych zapowiadała się bardzo ciekawie. Niestety, na tydzień przed startem pojawiły się wątpliwości, czy Anulka będzie mogła w ogóle wystartować w tym biegu. Duże problemy z przyczepem mięśnia w udzie spowodowały, że rehabilitant zalecił jej przerwę w akcentach i zawodach. Sentyment do Babiej zwyciężył. Anulka była na tym szczycie wiele razy, wielokrotnie podziwiała z Diablaka wschód słońca. Zdecydowała, że pobiegnie w tych zawodach, a potem zrobi sobie 2 tygodnie przerwy, żeby w dobrym zdrowiu pobiec w Chicago Marathon.
Trasa na Babią zapowiadała się bardzo interesująco - 10 km, 1200 metrów przewyższenia. Tak długiej i stromej wyrypy nie ma nawet w kultowym Biegu na Kasprowy Wierch. Zaczynaliśmy w okolicach ronda w Zawoi-Widły, po asfaltowym kilometrze skręcaliśmy w słabo oznakowany zielony szlak przy kościele i cmentarzu. Już tam czekały na nas dość wymagające podbiegi na łąkach z widokiem na Babią w pełnej krasie. Po złączeniu z czarnym szlakiem mieliśmy chwilę odpoczynku i raczej krosową trasę z kilkoma krótszymi zbiegami. Potem jednak zaczynało się bardzo wymagające podejście pod schronisko Markowe Szczawiny, za którym przechodziliśmy w czerwony szlak, prowadzący na Przełęcz Brona (między Babią, a Małą Babią). Na przełęczy skręcaliśmy w lewo i stopniowo pięliśmy się na szczyt Diablaka, najpierw w kosodrzewinie, a potem po gołych skałach. Ten odcinek dał się wszystkim najbardziej we znaki, ze względu na niezwykle silny wiatr, który wręcz zwiewał lekkich biegaczy z babiogórskiej grani. To cud, że nikomu nie stało się nic poważnego w takich warunkach. Chwała organizatorom za wniesienie na górę depozytów biegaczy. Wysoki murek na szczycie okazał się bezcenny - tu można było się przebrać w cieplejsze rzeczy i choć na chwilę odpocząć od szalejącego wiatru. Niestety po biegu trzeba było też dotrzeć na dół do biura zawodów, co wiązało się z koniecznością pokonania kolejnych 10 km, z czego pierwsze 2 były znowu niezwykłą walką z wiatrem :-/
Na tej wyjątkowej trasie, w trudnych warunkach walczyła trójka Byledobieców - Anulka, ja i Dominik. Ja zacząłem dość spokojnie i oglądałem plecy Anulki, która z kolei biegła w sporej odległości od Izy Zatorskiej. Potem różnice między nami zaczęły się zmniejszać, a ja dość ambitnie pobiegłem kros na czarnym szlaku i udało mi się wyprzedzić prowadzącą kobiecą dwójkę. Na podejściu pod Markowe Szczawiny i Bronę Anulka równo walczyła z Izą. Na babiogórskiej grani dał jednak o sobie znać ból przyczepu i brak akcentów w ostatnim tygodniu, przez co Anulka musiała odpuścić sobie walkę na ostatnim odcinku. Mnie również ciężko biegło się końcówkę, rzutem na taśmę udało mi się wyprzedzić Izę, ale nie byłem w stanie dojść dwóch poprzedzających mnie biegaczy. Anulka dobiegła niedługo po mnie, a taka sytuacja zdarzyła się pierwszy raz w tym sezonie. Zdecydowanie wolałbym oglądać na finiszu plecy zdrowej żony. Mam nadzieję, że rehabilitant wyleczy Anulkę i za miesiąc w Biegu na Kasprowy znowu zostanie przywrócona obowiązująca między nami w tym sezonie kolejność ;-) Kiedy schodziliśmy z Babiej Góry, próbowaliśmy przekrzyczeć wiatr i dopingowaliśmy kolejnych znajomych biegaczy, między innymi Wojtka Starzyńskiego, z którym przyjechaliśmy na zawody. Niedaleko za nim biegł Dominik, który wystartował w tym biegu mimo silnej choroby i wysokiej gorączki. Za tydzień na Magurce na pewno będzie się czuł znacznie lepiej.
Po biegu długo siedzieliśmy z Wojtkiem w karczmie, popijając herbatkę. O 15 udaliśmy się na festyn, gdzie można było obejrzeć i kupić regionalne produkty. My zdecydowaliśmy się na oscypki. Przed dekoracją zaczęły się oficjalne przemówienia suskich oficjeli (tak nazywa się powiat, którego siedzibą władz jest Sucha Beskidzka). Z długiej mowy wójta gminy Zawoja (największa powierzchniowo wieś w Polsce) dowiedzieliśmy się sporo o tożsamości, z kolei pochodzący z tych terenów senator mówił o ryzyku zastępowania krzyży marihuaną. Wreszcie zaczęła się dekoracja zwycięzców. Anulka otrzymała chyba dwa najcięższe puchary do swojej kolekcji - duże kamienie. Impreza się udała i na pewno wrócimy tu za rok :-)
Nasze wyniki: 2012-09-22, Bieg na Babią Górę (Zawoja), dystans: 10 km
| 19. | Robert Celiński | 01:09:49 | |
| 21. (K-2) | Anna Celińska | 01:10:27 | |
| 51. | Dominik Kobryń | 01:20:16 |
Ukończyło osób: 161
Na dobrze znanych trasach biegowych parku Kępa Potocka zorganizowano kolejną edycję biegu o Puchar Rotmistrza Witolda Pileckiego. Zawody może nie miały najliczniejszej obsady w biegu open niemniej pojawiło się trzech bardzo dobrych zawodników. Zawody wygrał Jakub Nowak przed Emilem Dobrowolskim, którzy narzucili od początku bardzo mocne tempo. Na początku próbował ich trzymać Maciek Badurek, który jednak po pierwszym kilometrze zrezygnował i biegł swoim tempem. Ja od początku biegłem na czwartej pozycji, po 4 km traciłem do Maćka ok. 100 metrów i jak się okazało do końca biegu różnica się nie zwiększała. Organizatorzy nie popisali się jednak, gdyż mając atestowaną w tym roku 5 km pętlę źle ją wyznaczyli, a raczej należy powiedzieć że wyznaczali trasę jeszcze w trakcie naszego biegu, w efekcie czego pokonaliśmy troszkę krótszy dystans więc do wyników należałoby dopisać ok. 40 sekund, co w moim wypadku i tak jest najlepszym wynikiem sezonu. Wyniki dobre tym bardziej, że momentami wietrzne warunki utrudniały bieganie a dodatkowo sporo sił kosztowało pokonywanie niektórych podbiegów.
W tych trudnych warunkach z naszych reprezentantów dzielnie walczyli Iwona i Jacek. Jak się okazało Iwona również zajęła 4 miejsce w open kobiet i pewne drugie w kategorii. Jacek wybiegał jeden z najlepszych swoich wyników w tym sezonie zajmując 8 miejsce w kategorii wiekowej. Jak zwykle Jacek ma tak dużo sił na trasie, iż za każdym razem jak widzi mnie po przeciwnej stronie jakiejś pętli to mocno mnie dopinguje... Dzięki Jacek!!!
Nasze wyniki: 2012-09-22, V Bieg o Puchar Rotmistrza Witolda Pileckiego (Warszawa-Żoliborz), dystans: 9.8 km
| 4. | Sylwester Kuśmierz | 00:33:05 | |
| 29. | Jacek Świercz | 00:41:10 | |
| 53. (K-4) | Iwona Świercz | 00:46:18 |
Ukończyło osób: 121
![]() |
| Sylwek finiszuje szybciej od Piotrka i motocyklistów ;-) |
Trzecia Mała Mila Marecka pobiła kolejne rekordy. Po pierwsze padł rekord frekwencji (ponad 200 uczestników!). Tradycyjnie bieg rozpoczął się z półgodzinnym opóźnieniem ale sami zawodnicy są temu winni przyjeżdżając na zawody na kilkanaście minut przed planowanym startem, a biuro zawodów tak szybko nie jest w stanie ich obsłużyć. Podobnie jak przed rokiem eskorta czołówki przez motory i wielki doping na mecie sprawiły, iż wszelkie niedociągnięcia idą w zapomnienie, zwłaszcza jak się wygrywa. Wygrałem po raz drugi z rzędu ten nietypowy dystans. Tym razem miałem o wiele trudniejsze zadanie, gdyż na starcie pojawił się bardzo mocny w ostatnim czasie Piotrek Łobodziński i Rafał Rusiniak, który był drugi tuż przede mną w biegu Wielka Ursynowska na Służewcu.
Po starcie od razu utworzyła się trzyosobowa czołówka. Fajnie to wyglądało, gdyż biegliśmy przez ok. 900 m ławą jeden obok drugiego. Po pierwszym kilometrze (2:52) tempo moje i Piotrka znacznie wzrosło w efekcie czego Rafał został i walka o zwycięstwo toczyła się między nami. Właściwie do samego końca walczyliśmy łeb w łeb jednak tym razem finisz był po mojej stronie i wygrałem z jednosekundową przewagą. Ostre tempo na ostatnich 600 m (ok. 2:40/km) sprawiło iż zrobiliśmy z Piotrkiem super czasy. Nawet nie spodziewałem się ale dzięki tej walce w drugiej części dystansu poprawiłem ubiegłoroczną życiówkę aż o 12 sekund!!! (4:25) a nic na to nie wskazywało tym bardziej, iż brakował mi ostatnio treningu interwałowego pod ten dystans.
Tym razem nagrodą główną był rower :-) - teraz już z Moniką możemy śmigać na wycieczki własnym sprzętem, gdyż ostatnio musiałem pożyczać rower od kolegi by pokazać żonie moje trasy biegowe.
Nasze wyniki: 2012-09-16, Mała Mila Marecka (Marki), dystans: 1.609 km
| 1. | Sylwester Kuśmierz | 00:04:25 |
Ukończyło osób: 207
![]() |
| Marcin na mecie maratonu |
No cóż, maraton to dystans, który uczy pokory i trzeba go szanować. Ja chyba przesadziłem z tempem i z wymarzonego 2:55 zrobiło się na mecie 3:15:42... zająłem 216 miejsce w gronie 3896 biegaczy. Chyba trzeba sobie stawiać poprzeczkę wysoko, nie? No i najważniejsze - zwycięzcy są na mecie! :-)
...i jeszcze nas dwoje startowało we Wrocławiu. Podobnie jak Marcin miałem inne marzenia (założenia), a wyszło jak wyszło. Iwonka biegła z jakąś ukrytą infekcją, która teraz się ujawniła. Najważniejsze, że metę osiągnęliśmy.
Nasze wyniki: 2012-09-16, Maraton Wrocław (Wrocław), dystans: 42.195 km
| 216. | Marcin Jagiellicz | 03:15:42 | |
| 1090. | Jacek Świercz | 03:49:06 | |
| 2336. (K-150) | Iwona Świercz | 04:22:14 |
Ukończyło osób: 3896
![]() |
| Anulka na trasie w Tychach |
Tychy
Nasze wyniki: 2012-09-16, I Tyski Półmaraton (Tychy), dystans: 21.0975 km
| 28. (K-5) | Anna Celińska | 01:25:08 |
Ukończyło osób: 377
W ostatnią niedzielę postanowiłem przebiec półmaraton i wybierałem pomiędzy Tychami a Wadowicami. Ostatecznie wystartowałem w I Półmaratonie Powsinogi w Wadowicach. Jestem zadowolony ze startu, jak na mnie to osiągnąłem dobry rezultat.
Nasze wyniki: 2012-09-16, XXXIII Bieg Powsinogi I Półmaraton Wadowicki (Wadowice), dystans: 21.0975 km
| 28. | Dariusz Lasek | 01:31:48 |
Ukończyło osób: 229
Niespełna czterotysięczne miasteczko na południe od Warszawy. Właściwie tuż pod Warszawą. Dla Warszawiaków z południa miasta jest to pewnie bliżej niż na Białołękę czy Tarchomin. Tarczyn wdarł się do sportowego kalendarza przebojem rok temu, organizując Tarczyn Półmaraton. Organizacja podobno - według licznie startujących tam warszawiaków - była znakomita, a tamtejsze jabłka uprzyjemniały pobyt i zasiliły spiżarnie biegaczy.
Mówi się, że klient zadowolony przyprowadza ze sobą 10 nowych klientów. Wobec lawinowo rosnącej liczby biegaczy w Warszawie i okolicach zakładam, że zadowolony biegacz przyciągnął na start w Tarczynie przynajmniej jednego nowego biegacza. W każdym razie na starcie tegorocznego półmaratonu było prawie dwa razy tyle zawodników, co przed rokiem. Jeżeli impreza będzie rozwijała się w tym tempie, to za dwa lata w dniu półmaratonu do Tarczyna nie będzie dało się wjechać (albo z niego wyjechać), a korek będzie się ciągnął aż od Janek.
Na razie jednak perspektywa "za dwa lata" jest dla mnie dosyć odległa i wcale nie wiem, czy za dwa lata do Tarczyna się wybiorę... Ale że wybiorę się tam jeszcze raz to jest więcej niż pewne. I nie wybiorę się do Tarczyna po to, a raczej nie tylko po to, żeby pozwiedzać lokalne zabytki sakralne ale przede wszystkim po to, żeby wziąć odwet na tej malowniczej trasie wijącej się po wyjątkowo jak na Mazowsze garbatym terenie.
Pojadę też po to, żeby sprawdzić, czy organizatorzy czegoś się nauczyli.
Nie, nie czepiam się. Tylko zastanawiam się jak bardzo trzeba nie mieć wyobraźni, żeby zaprosić na bieg 500 osób, w tym jakieś 100 kobiet i... nie przewidzieć, że przydałaby się osobna szatnia dla kobiet. I nie piszę tu o schronisku na szczycie Szczelińca ani na Szrenicy. Piszę o biegu rozgrywanym w prężnie rozwijającym się miasteczku, we względnie nowoczesnej szkole, z ogromną salą gimnastyczną, z boiskiem I oczywiście z szatniami i prysznicami, a jakże! Szatnie są opisane. Nr 1, nr 2, nr 3... Na pytanie, która jest damska, organizator twierdzi, że: "Wszystkie. Przecież panowie przebierają się na sali". Tak, w tej dużej, gimnastycznej. I na pewno nie korzystają z pryszniców. A ja od wczoraj biegam i jestem chińską cesarzową po raz pierwszy na zawodach. I oczywiście wierzę, że panowie są takimi dżentelmenami, że w ogóle nie wchodzą do żadnej z czterech szatni i na wszelki wypadek w ogóle nie korzystają z natrysków. Nie robią tego nawet po przebiegnięciu 21 km w warunkach zdecydowanie bardziej sprzyjających kibicom niż biegaczom. Na szczęście organizator nie jest uparty i czując zbliżającą się awanturkę (jeszcze nie wiem, że mam gorączkę - po prostu jestem trochę poirytowana), szybko znajduje kartkę i napis "Damska" zawisa na jednej szatni. Wystarczy? No, wystarczy. Ale czy ja musiałam się tak gorączkować? Trochę jednak prowincją zapachniało...
Ożywiona adrenaliną postanowiłam solidnie podejść do tematu ostatniego sprawdzianu przed imprezą roku, czyli Maratonem Warszawskim. Zrobiłam porządną rozgrzeweczkę, wbiłam się w opaski kompresyjne na łydki - i ruszyłam...
Dalej mogłaby nastąpić malownicza opowieść o mazowieckich pagórkach, drodze wśród sadów i łąk, kibicach lokalnych wystających z bram, ogródków i sklepików, dziadach przykościelnych komplementujących co ładniejszą biegaczkę (czyli każdą) oraz o skrzydłach, na których leciałam przez te mazowieckie pagórki i wądołki. Ale takiej opowieści tu nie znajdziecie albowiem po siedmiu kilometrach takiego właśnie pięknego "lotu" mój własny organizm odmówił współpracy. Kolejne 14 km upłynęło mi raczej na przekonywaniu samej siebie, że szybciej będzie dojść do tej mety, niż czekać na samochód z napisem koniec biegu albo ostentacyjnie schodzić z trasy w szczerym polu czy innym sadzie. W końcu i tak do tego Tarczyna musiałam jakoś dotrzeć. Mniejsza o czas i o styl...
Miejscami jeszcze próbowałam. Podbiegałam. Truchtałam. Drobiłam
Metę przekroczyłam w czasie, o którym myślałam, że w półmaratonie raczej mi się już nie przydarzy. Daleko za zwycięzcami, zwyciężczyniami, koleżankami, kolegami oraz własnym mężem (pierwszy raz przegrałam na dystansie dłuższym niż 10 km, zanosiło się na małą rewolucję domową). Zanim się ogarnęłam, po skrzynkach jabłek nie został nawet ślad. Jedyne jabłko, jakie wywiozłam z Tarczyna to ciężkie i absolutnie niejadalne jabłko-medal. Nie czekając na więcej, zawinęłam się do samochodu i pognałam do domu.
Dlatego nie obejrzałam tych kościołów.
I jak już na tej swojej tarczy wróciłam z Tarczyna, okazało się, że w swojej mądrości nie wzięłam pod uwagę, że to, co mnie złożyło na trasie - to gorączka. I to bynajmniej nie złota, ale taka najbardziej wredna z możliwych - w pakiecie z mokrym katarem i innymi pomniejszymi dolegliwościami.
Więc mam przymusowy tapering. Ale o tym - następnym razem.
Nasze wyniki: 2012-09-16, Półmaraton w Tarczynie (Tarczyn), dystans: 21.0975 km
| 18. | Jerzy Magierski | 01:21:44 | |
| 209. (K-21) | Joanna Skultecka | 01:47:52 | |
| 218. | Tomasz Pojawa | 01:48:41 | |
| 322. (K-41) | Anna Pawłowska-Pojawa | 01:56:35 |
Ukończyło osób:
![]() |
| Darek w Łodzi, fot. biegampolodzi.pl |
W ostatni weekend Darek tradycyjnie pojechał do miasta Łodzi - powalczyć w cyklu grand prix i tradycyjnie spisał się znakomicie. W stawce 37 nordic walkerów zajął wysokie 10 miejsce w open i trzecie w kategorii senior z wynikiem o dwie minuty lepszym niż podczas ostatniej edycji. Brawo, Tato! :-)
Nasze wyniki: 2012-09-16, Chodzę po Łodzi (Łódź), dystans: 10 km
| 10. | Dariusz Lipiec | 01:15:53 |
Ukończyło osób: 37
![]() |
| Anulka w wieczornym Biegu na Górę Żar |
Żar
Nasze wyniki: 2012-09-15, IV Wieczorny Bieg na Górę Żar (Międzybrodzie Żywieckie), dystans: 3.5 km
| 7. (K-2) | Anna Celińska | 00:19:20 |
Ukończyło osób: 90
![]() |
| Ela na najwyższym stopniu podium w kategorii |
A my z Halinowa 15.09.12 pojechaliśmy na naszą ostatnią imprezę sezonu - Mistrzostwa Warszawy w Triathlonie. Terminy niefortunnie się nałożyły. Liczyliśmy tam na dobry wynik w kategorii rodzinnej, niestety w tym roku obeszliśmy się smakiem, zajęliśmy 5 miejsce, konkurencja była nie do pobicia. Mój Tomek, też miał samych mocnych rywali w aquathlonie, ukończył również na 5 miejscu. Tylko mi się poszczęściło. Po części pływackiej byłam na trzeciej pozycji, tuż za mną czwarta zawodniczka... rower poszedł mi świetnie, a w biegu jeszcze tak mocna się nie czułam, odrobiłam stratę do drugiej dziewczyny, wyprzedziłam ją jakieś 300 m przed metą :-) po prostu SUPER!!!. Zawody ukończyłam jako druga w open i pierwsza w kategorii :-) Teraz już tylko Maraton, który śni mi się po nocach... ;-)
A my z Tomkiem biegliśmy dzisiaj w bardzo kameralnym I Ulicznym Biegu w Halinowie. Obaj dowiedzieliśmy się o tym biegu trochę przypadkiem i poprzednie wieczory spędziliśmy w trybie mało sportowym - ja jechałem prosto z Serocka z balangi z klientami... Impreza całodniowa pt. Piknik na Zdrowie dotacja unijna, czyli 2 razy więcej obsługi niż biegających i bawiących się razem wziętych ;-) żadnego kolarza... Ale co ważne impreza za darmochę, żadnego wpisowego, w pakiecie startowym batonik, woda i ... pasta do zębów a do numeru dawali 3 a nie 4 agrafki - taki miejscowy folklor. Najważniejsze, że ludzie bardzo zaangażowani i uprzejmi.
Po całym dniu na nogach opiekując się uczniami czułem się trochę zmęczony. W biegu moim największym rywalem był Kamil Artyszuk z Warszawiaków. Biorąc pod uwagę trudne warunki terenowe w lesie po ostatnich deszczach tempo 3:30/km było momentami ciężkie do utrzymania. Pierwsze kilometry prowadził Kamil a od 4 km wyszedłem do przodu i tak już zostało do mety (cały dystans biegliśmy jednak blisko siebie kontrolując tempo). Najszybsze były dwa ostatnie kilometry. Na 9 km odparłem atak rywala i na ostatnim kilometrze udało mi się wypracować skromną kilkusekundową przewagę, którą dowiozłem do mety. Zwycięstwo na własnym terenie bardzo cieszy zwłaszcza, że czekałem na to 2 lata.
Dystans też nietypowy, bo 8.6 km - dwie pętle po 4.3 km z czego 2/3 po asfalcie i trochę po ziemi z kamykami, które mozolnie wyciągałem z butów już w domu.
Start punktualnie o 10:00. Tomek z dwoma młodymi harpaganami poszli do przodu, ja trzymałem się przez pierwszy kilometr drugiej trzyosobowej grupki, ale chłopaki narzucili tempo jak dla mnie za szybkie, bo lecieli spokojnie poniżej 3:40/km więc zostałem nieco z tyłu pilnując już tylko, żeby mnie nikt nie wyprzedził. Na początku drugiego okrążenia zobaczyłem, że zawodnik z tej pary, co ich puściłem przodem chyba narzucił sobie zbyt ostre tempo i zacząłem odrabiać do niego straty. Udało mi się go dogonić, wyprzedzić i nie oddać 5 miejsca już do mety. Tomek kontrolował bieg w swojej trójce do momentu odjazdu późniejszego zwycięzcy i ostatecznie ukończył zawody na 2 pozycji, ale nie pamiętam z jakim czasem. Pomiar czasu był oczywiście ręczny, ale w takim biegu to faktycznie mało istotne.
Nasze wyniki: 2012-09-15, I Bieg Uliczny w Halinowie (Halinów), dystans: 8.6 km
| 2. | Tomasz Lipiec | 00:29:00 | |
| 5. | Wojciech Grunwald | 00:33:23 |
Ukończyło osób: 50
Dzisiaj treningowo Kabaty (bardzo treningowo, serio, dopiero finisz był mocny :-) - 47:34. Ale w wynikach jest bałagan i w ogóle był bałagan, do dużo nowych osób się pojawiło... Więc wynik Ani Górnickiej-Antonowicz to jest mój wynik
Ukończyło osób:
![]() |
| Start Ekobiegu na Targówku |
Po dwóch latach przerwy odniosłem zwycięstwo w ramach Ekobiegów. Tym razem impreza bardzo kameralna pod hasłem zakończenie lata. Na frekwencję na pewno największy wpływ miał kalendarz biegowy tego weekendu. W Warszawie i okolicach odbyło się wiele biegów, więc do Lasu Bródnowskiego tym razem zawitała skromna ok. 60 osobowa grupa biegaczy. Jak się okazało byłem jedynym reprezentantem naszego klubu w tych zawodach. Od samego rana w imprezie startowali moi uczniowie zdobywając w różnych kategoriach 5 medali. Należy tu zaznaczyć, iż po raz pierwszy w ramach Ekobiegów liczba dzieci (ok. 170) przekroczyła liczbę zawodników w biegu Open.
Po całym dniu na nogach opiekując się uczniami czułem się trochę zmęczony. W biegu moim największym rywalem był Kamil Artyszuk z Warszawiaków. Biorąc pod uwagę trudne warunki terenowe w lesie po ostatnich deszczach tempo 3:30/km było momentami ciężkie do utrzymania. Pierwsze kilometry prowadził Kamil a od 4 km wyszedłem do przodu i tak już zostało do mety (cały dystans biegliśmy jednak blisko siebie kontrolując tempo). Najszybsze były dwa ostatnie kilometry. Na 9 km odparłem atak rywala i na ostatnim kilometrze udało mi się wypracować skromną kilkusekundową przewagę, którą dowiozłem do mety. Zwycięstwo na własnym terenie bardzo cieszy zwłaszcza, że czekałem na to 2 lata.
Nasze wyniki: 2012-09-15, Ekobieg - Zakończenie lata (Warszawa), dystans: 10 km
| 1. | Sylwester Kuśmierz | 00:34:57 |
Ukończyło osób: 60
![]() |
| W drodze na MŚ, przełęcz na wysokości ponad 2400 m n.p.m. |
![]() |
| Przed startem w Interlaken - elyta ;-) |
![]() |
| Anulka mocno finiszuje - 25. miejsce na świecie :-) |
![]() |
| Po moim biegu, w tle słynna północna ściana Eiger-u |
My jesteśmy po MŚ w długodystansowych biegach górskich, które odbyły się w ramach Jungfrau Marathon na trasie, która jest reklamowana, jako najpiękniejsza na świecie. Pogoda w weekend była wspaniała - przez 4 dni naszego pobytu w Interlaken na niebie nie było żadnej chmurki, dzięki czemu mieliśmy cudowne widoki. W sobotę po biegu Anulki wyjechaliśmy na Jungfraujoch (3471 m n.p.m.) kolejką wydrążoną w ścianie Eigeru - wyjątkowe przeżycie! :-)
Anulka zajęła 25. miejsce w MŚ, co przy tak mocnej stawce, trzeba uznać za sukces. Co ciekawe, po 25 km biegu po asfalcie zajmowała dopiero 52. miejsce, ale po wybiegnięciu w góry bardzo szybko wyprzedzała kolejne rywalki i wbiegła na metę w czasie 3:55. Mówiła, że miała siłę jeszcze na więcej :-)
Ja w niedzielę rano dostałem team order od żony, że mam połamać 4 godziny, ale nie pobiec szybciej od Anulki. Sam postawiłem sobie za to cel zmieszczenia się w pierwszej dwusetce (było 4000 uczestników). Oba założenia udało mi się zrezalizować perfekcyjnie - 3:59 i 178. miejsce :-) Łatwo jednak nie było - na ostatnich kilometrach miałem kurcze, a na 700 metrów przed metą złapały mnie jednocześnie w obu łydkach i musiałem się na chwilę zatrzymać. Na szczęście szybko opracowałem technikę biegu bez ruszania stopą i udało mi się szczęśliwie dobiec do mety, zanim pierwsza cyfra zegara zmieniła się na 4.
W poniedziałek zrobiliśmy sobie jeszcze długą górską wycieczkę na Schynige Platte, skąd podziwialiśmy położone między dwoma jeziorami Interlaken, a także inne okoliczne doliny i szczyty. Super wyjazd! :-)
Nasze wyniki: 2012-09-08, Jungfrau Marathon - kobiety (Interlaken, SUI), dystans: 42.195 km
| 37. (K-25) | Anna Celińska | 03:55:50 |
Ukończyło osób: 3246
Nasze wyniki: 2012-09-09, Jungfrau Marathon - mężczyźni (Interlaken, SUI), dystans: 42.195 km
| 178. | Robert Celiński | 03:59:25 |
Ukończyło osób: 3071
![]() |
| Start biegu w Nieporęcie |
![]() |
| Sylwek znowu na najwyższym stopniu podium |
Sam nie wiem co mnie podkusiło, ale po raz pierwszy w życiu wystartowałem w nietypowym biegu z przeszkodami Dirt Hunter w Nieporęcie. Na trasie biegu znajdował się tor zawierający kilkadziesiąt przeróżnych przeszkód, wzorowany na survivalu, fitnessie, wielu dyscyplinach sportowych, poligonach wojskowych, sztukach walki, sprawdzając takie cechy fizyczne człowieka jak: siła, wytrzymałość, szybkość, dokładność, równowaga, koordynacja, zwinność, elastyczność. Bieg ten to zarówno doskonała zabawa jak i świetny trening siły biegowej. Organizatorzy zapowiadali ok. 5 kilometrową trasę. Według moich szacunków było trochę ponad 3 km. Początek ok. 300 metrów płaskiego przełaju a następnie blisko pół kilometra bieg w grząskim piasku i w wodzie. Ten odcinek nieźle dał mi w tyłek ale jak obejrzałem się na końcu tego piaszczystego odcinka rywale byli już daleko w tyle. Następnie bieg między drzewami w zaroślach, później dosyć płaski teren ale z licznymi przeszkodami: musiałem na dosyć krótkim odcinku pokonać ok. 10 przeszkód skacząc nad nimi, po nich lub czołgając się pod nimi. Następnie przejście po linie nad bagnem, jednak obsługa nie powiedziała mi dokładnie jak tą przeszkodę należy pokonać, w efekcie czego wskoczyłem do bagna po pas. Na szczęście miałem tak dużą przewagę że nie skutkowało to stratą pozycji. Druga część trasy zawierała już łatwiejsze przeszkody: przeskoki nad murami i drzewami i kąpiel w małym błocie. Nogi były jednak bardzo ciężkie, pierwszy odcinek po piasku dał się wszystkim we znaki.
Na metę wbiegłem z blisko 2 minutową przewagą nad następnym zawodnikiem. Należy dodać, iż w sumie odbyły się trzy takie biegi indywidualne i jeden drużynowy. Po każdym biegu dekorowano zwycięzców poszczególnych serii. Ja biegłem w pierwszym biegu i jak się później okazało miałem najlepszy czas wszystkich serii!!! (ale o tym dowiedziałem się już w domu). Na szczęście koledzy z Warszawiaków odebrali dla mnie jeszcze dodatkową nagrodę za zwycięstwo - najlepszy czas w generalce.
Nasze wyniki: 2012-09-09, Dirt Hunter (Nieporęt), dystans: 3.5 km
| 1. | Sylwester Kuśmierz | 00:13:17 |
Ukończyło osób: 200
W niedzielę wystartowałem w XIX Marszobiegu na Czantorię Wielką. Rok temu na tych zawodach zadebiutowałem w barwach Byledobiec :-) Teraz był to także mój pierwszy bieg górski, w którym wystartowałem po raz drugi i mogłem porównać swoje wyniki. Ze startu jestem bardzo zadowolony - na 9 kilometrowej trasie uzyskałem czas 47:18 (rok temu 52:00) co dało mi 13 miejsce open i 3 miejsce w kat. M30 :-) Wystartowało 88 zawodników.
Nasze wyniki: 2012-09-09, XIX Marszobieg na Czantorię Wielką (Ustroń), dystans: 9 km
| 13. | Dominik Kobryń | 00:47:18 |
Ukończyło osób: 88
![]() |
| Tomek wbiega do Muszyny |
Miniony weekend był dla mnie bardzo długi, tak naprawdę trwał od ubiegłego poniedziałku, kiedy to rozpocząłem w Krynicy koordynację bezpośrednich przygotowań do III Festiwalu Biegowego. Myślę, że stanęliśmy na wysokości zadania od strony organizacyjnej, przy okazji po raz trzeci z rzędu bijąc rekord frekwencji i podwajając w stosunku do roku poprzedniego liczbę uczestników (2010 -980, 2011-2200, 2012-4040). Mój dzień pracy trwał od 5:30 do 23.00 a ostatnie trzy dni właściwie bez przerwy, postanowiłem jednak tradycyjnie pobiec w Mistrzostwach Polski Masters w biegu ulicznym na dystansie 10 km, które od dwóch lat rozgrywane są w ramach FB. Na początku jednak w sobotni poranek na starcie Górskich Mistrzostw Polski w NW stanął Darek i spisał się fantastycznie zajmując 29 miejsce na 81 uczestników (drugie w kategorii) i pokonując trasę z deptaka krynickiego na Górę Parkową i z powrotem w nieco ponad 32 minuty! W południe na starcie Życiowej Dziesiątki na deptaku stanęli biegacze. Jurek pobiegł jak prawie zawsze znakomicie łamiąc 36 minut, zajmując 20 miejsce w open i wygrywając kategorię. Mnie (mimo, że byłem zmęczony już na starcie :-)) udało się po raz kolejny wygrać z moim lokalnym rywalem w kategorii masters Darkiem Królem, zająć w open 9 miejsce i po raz drugi w tym sezonie zejść poniżej 35 minut.
Nasze wyniki: 2012-09-08, Życiowa Dziesiątka - MP masters (Krynica), dystans: 10 km
| 9. | Tomasz Lipiec | 00:34:40 | |
| 20. | Jerzy Magierski | 00:35:57 | |
| 91. (K-5) | Magdalena Białorczyk | 00:37:35 | ? |
Ukończyło osób: 688
Nasze wyniki: 2012-09-08, I Górskie Mistrzostwa Polski w Nordic Walking (Krynica), dystans: 4 km
| 29. | Dariusz Lipiec | 00:32:29 |
Ukończyło osób: 81
W ramach Festiwalu Biegowego w Krynicy wystartowałam w Życiowej Dziesiątce Taurona. Pogoda niczym z filmu z Bollywood, czyli "Czasem słońce, czasem deszcz" :-). Temperatura idealna. Pierwsze 3 km z górki zrobiłam po ok. 4:20 \km, potem trasa się trochę wypłaszczyła, czułam nogi i zmęczenie podróżą (w przeddzień spędziłam prawie 10h w samochodzie). Traciłam na prędkości. Od 7 km zaczęło dosyć mocno na nas wiać, co też pewnie miało wpływ na końcowy rezultat. Z wyniku jestem zadowolona, udało się poprawić życiówkę o ponad minutę i uzyskać dobre 7 miejsce w K30. Czas netto: 46m:17s :-)
Nasze wyniki: 2012-09-08, Życiowa Dziesiątka (Krynica), dystans: 10 km
| 487. (K-45) | Joanna Skultecka | 00:46:32 |
Ukończyło osób: 1199
Mój trzeci start w Zimnych Dołach przyniósł mi po raz trzeci drugie miejsce. Podium bardzo cieszy, ale może w przyszłym roku uda się tam wygrać. W ostatniej chwili pojawił się na starcie Maciek Badurek, który zdecydowanie wygrał z przewagą 60 sekund. Ja nad trzecim M. Kuflem też miałem wyraźną przewagę, trochę ponad minutę. Trasa w Żabieńcu nie należy do najłatwiejszych, podbiegi, piasek, żwir i korzenie robiły swoje, ale były też szybkie odcinki, gdzie można było biegać poniżej 3:20/km. Wynik pół minuty gorszy niż rok temu ale i forma chyba nieco słabsza niż wtedy. Zobaczymy, jesienią jest jeszcze sporo fajnych biegów i mam nadzieję, że z taką formą jaką mam uda się powalczyć o dobre miejsca. Jak się okazało byłem jedynym reprezentantem Byledobiec, który ukończył zawody. Na imprezie obecny był jeszcze Kazik jednak tym razem nie biegał, lecz pomagał w organizacji zawodów no i oczywiście dopingował mnie na trasie... dzięki Kazik!!!
Nasze wyniki: 2012-09-08, Frog Race IV (Żabieniec), dystans: 10 km
| 2. | Sylwester Kuśmierz | 00:34:37 |
Ukończyło osób: 235
Widzę, że każdy na własną rękę dosyła relację z Krynicy, więc i ja doślę niebawem. W każdym razie w jedno popołudnie dwa razy poprawiałam życiówkę na milę - z ubiegłorocznego 6:34 na 6:18 i za 2 godziny - na 6:13. Tylko za diabła nie wiem, jak podać wyniki z tego. Generalnie byłam 3 w katergorii masters kobiet (taka tam, dla starszych pań), z kobiet w ogóle - jakaś 9 chyba (osobne klasyfikacje były). W eliminacjach swoją serię wygrałam, bo biegły aż 3 kobiety :-) , a do finału weszłam chyba z 2. czasem. Ogółem pobiegło ok.172 osoby w kilku seriach eliminacyjnych. Strasznie dużo zamieszania jak na tak krótki bieg, ale cieszę sie, że byłam w Krynicy i że jednak jakaś życiówkę stamtąd przywiozłam...
![]() |
| Michał finiszuje na deptaku w Krynicy |
Długo czekałem na ten dzień. W zeszłym roku ze startu wykluczyła mnie kontuzja. Teraz już nic mnie nie powstrzyma przed osiągnięciem upragnionego celu. Długo przygotowywałem się do tego biegu, ale teraz, tuż przed startem, czuję się mocno podenerwowany. Co ja tu właściwie robię? Jeszcze wczoraj wieczorem popijałem z Kaśką winko w piwniczkach w Tokaju, a teraz stoję tu, na linii startu. Jest trzecia w nocy.
Człowiek ospały, a tu za chwilę przyjdzie zmagać się z trasą o trudności niemożliwej do wyobrażenia: 100 km, 8960 m przewyższenia. W Polsce nie ma bardziej wymagających zawodów biegowych. Odczuwam strach, ale wiem, że jestem mocny, cholernie mocny. Dam radę. Zrobię to w 14 h.
Start! Ruszamy bardzo liczną sześciuset osobową grupą. Tylko spokojnie, powoli. Pokłady energii są ogromne, ale trzeba je rozłożyć na cały dystans. Obok słyszę rozmowę: "Najważniejsze, że mamy papier. Jak już się zesramy z bólu, to przynajmniej będziemy mieli czym się podetrzeć." Uśmiecham się, bo i ja wziąłem ze sobą papier.
Zaczynamy wspinaczkę. Patrzę w dół - niesamowity widok. Dziesiątki światełek z czołówek tworzą niekończącą się gąsienicę. Zaczyna padać. Deszcz tak bardzo nie przeszkadza, ale ślizgam się po coraz większym błocie. Po 2 h zostaję sam w ciemnościach. Wciąż pada i wieje, kostnieją mi ręce, jest nieprzyjemnie. Nareszcie, jest pierwszy punkt żywieniowy. 2 min na tankowanie gorącej herbaty i dalej w drogę. Jest dobrze. Rozjaśnia się, przestaje padać. Jestem na dachu Beskidu Sądeckiego, a wokół mnie liczna ekipa do ścigania. To lubię.
Zbieg do Rytra (33 km) to pierwszy zastrzyk bólu dla mięśni. Zbiegi to zdecydowanie najszybsze odcinki trasy, ale również najtrudniejsze technicznie i najbardziej odczuwalne dla organizmu. Dla mnie jednak gorsze są monotonne płaskie odcinki po asfalcie, jak ten długości 3 km w Rytrze.
5 min na przepaku i ponownie czas na wspinaczkę. W utrzymaniu dobrego tempa pomagają mi kije trekkingowe. Stosowane przez znaczną część uczestników kije znakomicie odciążają nogi na podejściach i pozwalają szybciej piąć się w górę. Utrzymuję dobre tempo i wyprzedzam kilku zawodników. 50 km, połowa dystansu. Zabawa powoli się rozkręca. Na ok. 60 km pojawiają się niestety pierwsze problemy żywieniowe. Zaczynają brzydnąć mi wszelkiego rodzaju słodkości. Niedobrze, bo słodkie jest wszystko: batony, izotoniki w nerce i cały asortyment żywieniowy organizatorów na punktach odżywczych. Nawet herbata. Fuj!
Zbieg do Piwnicznej (66 km) to chyba najboleśniejszy odcinek. Pokonanie tak stromego odcinka mocno dało się we znaki moim mięśniom czworogłowym. Na przepak wpadam mocno zmęczony. Micha musli i po 5 min znowu jestem na trasie. Ale jest ciężko. Jest zmęczenie, jest ból. I tak już zostanie do mety. Jeszcze 5h ścigania, 5h cierpienia na własne życzenie. Muszę to zaakceptować i napierać dalej. Byle do przodu, nie ma innej drogi.
Na punkcie kontrolnym dostaję informację: 77 miejsce. Co? Tak daleko? Jak to możliwe? Przede mną jest aż 76 większych świrów? Ech... Co tam, mam to gdzieś, najważniejsze to robić swoje.
Niestety zaczynam się ślimaczyć. Tracę kilka pozycji. Kryzys. Pojawiają się coraz większe problemy z odżywianiem. Pokarm odbiera mi energię, zamiast mi ją dodawać. Dostaję sygnał od organizmu: albo biegniesz albo odpoczywasz i konsumujesz. Wybieram bieg.
Do mety coraz bliżej. Na 77 km osiągam czas 10:17. Rzeźnika (78 km) ukończyłem w 12:04. To o ok. 1h 40min lepszy czas! Ale ciężko jest, cholernie ciężko.
Jest 84 km. Marazm przerywa zabawna rywalizacja z jednym z zawodników. Raz on mnie wyprzedza, raz ja jego. I tak kilka razy. Po jakimś czasie wspólnie napieramy i wyprzedzamy kolejnych zawodników. Odżyłem. Na ostatnim punkcie żywieniowym zatrzymuję się ledwie na 1 min. Zostało tylko 12 km. Lekki podbieg, a później długi, spokojny zbieg. Jest wspaniale. Pędzę ile sił w nogach. Krynica coraz bliżej. Spotykam kilku turystów. Biją brawo, gratulują, bo meta tuż, tuż. Biegnę przez las, ale słyszę już donośny głos komentatora z deptaka w Krynicy. Wybiegam na ulicę. Ostatnie kilkaset metrów. Słyszę gromkie brawa, komentator wykrzykuje moje nazwisko, jest Kaśka z Majką, meta, zwycięstwo! 13:41:30 - znakomity czas i 79 miejsce (sklasyfikowano 292 osoby).
To niesamowite. Dokonałem tego. Pokonałem 100 km.
Ciesząc się z sukcesu po biegu, zupełnie zapomniałem o uzupełnianiu płynów. A przecież przez ostatnie dwadzieścia kilka kilometrów nie piłem prawie nic. Uświadomiłem to sobie niestety dopiero 2 h po biegu w punkcie medycznym, do którego trafiłem po tym, jak gorzej poczułem się w restauracji. Ależ głupota z mojej strony. Na szczęście skończyło się tylko na kroplówce i drobnym strachu. Mam nauczkę na przyszłość.
Chciałbym gorąco podziękować Kaśce. Nie byłoby mojego sukcesu, gdyby nie wielkie wsparcie z jej strony. Dzięki, dzięki! Teraz to już zawsze będę zabierał Cię na zawody :-)
Nasze wyniki: 2012-09-08, Ultramaraton 7 Dolin (Krynica), dystans: 100 km
| 79. | Michał Najberg | 13:41:30 |
Ukończyło osób: 291
Trzecia odsłona tegorocznej edycji WTC ponownie sprzyjała uzyskiwaniu dobrych wyników. Warunki pogodowe sprzyjały biciu rekordów życiowych. Taką życiówkę w biegu na 3 km zrobiła Ela, poprawiając się o kilka sekund w stosunku do ubiegłego roku. Jurek pobiegł na swoim dobrym poziomie, choć po biegu przyznał, że mogło być troszkę lepiej. Myślę, że taki start będzie dla niego doskonałym przetarciem przed sobotnia życiową dyszką w Krynicy. Na najkrótszym dystansie dzielnie powalczył Tomek, któremu niewiele zabrakło do połamania 3:30. Ja podobnie jak Ela i Jurek skupiłem się na najdłuższym dystansie, szukając przetarcia przed dyszką w Żabieńcu. Na starcie pojawił się R. Kłeczek (mistrz polski na 5 km) i J. Wichowski (jeden z organizatorów WTC - też świetny zawodnik!). Udało mi się przytrzymać chłopaków tylko przez kilometr (3:01), później rywale wskoczyli na wyższe obroty i nie dałem rady utrzymywać ich tempa. Ostatecznie Kłeczek pobiegł 8:42 a Wichowski 8:45. Ja dobiegłem na 3 miejscu z czasem 9:09, czyli zaledwie 2 sek. gorzej niż moja ubiegłoroczna życiówka. Za miesiąc pozostaje mi pobiec jedynie 1500 m z nadziejami, iż cały cykl uda mi się skończyć na podium w generalce.
Nasze wyniki: 2012-09-04, Warsaw Track Cup - 1000 m (Warszawa-Agrykola), dystans: 1 km
| 32. | Tomasz Pojawa | 00:03:32 |
Ukończyło osób: 55
Nasze wyniki: 2012-09-04, Warsaw Track Cup - 3000 m (Warszawa-Agrykola), dystans: 3 km
| 3. | Sylwester Kuśmierz | 00:09:09 | |
| 17. | Jerzy Magierski | 00:10:34 | |
| 71. (K-9) | Elżbieta Mzyk | 00:13:33 |
Ukończyło osób: 89
![]() |
| Anulka finiszuje na Przełęczy Tonale |
![]() |
| Najlepsze polskie góralki w komplecie na mecie: Anulka, Dominika Wiśniewska-Ulfik, Danusia Woszczek, Iza Zatorska |
Anulka zajęła 41. miejsce w rozgrywanych we Włoszech MŚ w stylu alpejskim. Na mecie zameldowała się jako druga z Polek, a tym samym potwierdziła zdobyte w Międzygórzu wicemistrzostwo Polski. Za tydzień Jungfrau Marathon - MŚ na długim dystansie. Tutaj wynik powinien być jeszcze lepszy :-)
Nasze wyniki: 2012-09-02, Mistrzostwa Świata w Biegach Górskich (Ponte di Legno, ITA), dystans: 8 km
| 41. (K-41) | Anna Celińska | 00:53:21 |
Ukończyło osób: 88
W niedzielę razem z Darkiem wystartowaliśmy w XII Biegu na szczyt Rysianki. Przepiękny widok z góry rekompensował trudy tej wymagającej trasy. Pogoda i frekwencja dopisała, na starcie pojawiło się 195 biegaczy. Cieżkie treningi powoli procentują - na metę przybiegłem na 30 miejscu z czasem 41:01. Darek również dobrze pobiegł - zajął 45 miejsce (42:36).
Nasze wyniki: 2012-09-02, Bieg na Rysiankę (Żabnica), dystans: 6 km
| 30. | Dominik Kobryń | 00:41:01 | |
| 45. | Dariusz Lasek | 00:42:36 |
Ukończyło osób: 195
![]() |
| Poszły konie, Sylwek od razu prowadzi o kilka łbów, fot. Wasyl |
![]() |
| Wojtek: "Gdzie mi upadła ta moneta", fot. Wasyl |
Pierwsza Wielka Ursynowska za nami. Okazuje się że to nie kameralny bieg jak kiedyś biegliśmy po zewnętrznej części toru tylko ponad półtysięczna rzesza biegaczy napalona na ściganie się trasą po której biegają konie. Nawet atest zrobili co zdziwiło wielu zawodników. Generalnie start udany ale chyba trochę świeżości zabrakło bo normalnie to powinienem przetrzymać chłopaków i na finiszu zawalczyć. Może na asfalcie byłoby lepiej ale akurat dziś nie miało to większego znaczenia bo nagród nie było tylko puchary i dyplomy (nagrody dublowały sie więc puchar za 3 open i 1 w kategorii). O dziwo puchary w kategoriach wiekowych (a było ich bardzo dużo) były większe i ładniejsze niż w kategorii open. Jak będę wiosną robił bieg dla dzieci chyba znowu będę musiał dać kilka pucharów uczniom bo nie ma gdzie ich stawiać (ostatnie dwa biegi - 5 pucharów), Monika chce do tych ładniejszych kwiatki mi wstawiać, na razie się sprzeciwiam !!! :)
A dziś dwóch Byledobieców (Sylwek i ja) startowaliśmy w Wielkiej Ursynowskiej na dystansie 5 km. Zawody rozgrywane były po torze, na którym co tydzień biegają konie na Służewcu więc nawierzchnia trawiasta z lekkimi dołkami co jakiś czas więc trzeba było patrzeć pod nogi żeby nie zaliczyć "doła" (widać to zresztą na zdjęciu na naszej stronie ). Pogoda bardziej niż dobra - słońce od rana dość mocno przygrzewało, a na starcie ponad 500 osób. W tych warunkach rewelacyjnie spisał się Sylwek, który zajął 3 miejsce w OPEN pewnie wygrywając naszą kategorię wiekową. Ja również jestem zadowolony, bo trzeci dzień biorę antybiotyk, a poprzedni tydzień toczyłem walkę z zębem i tylko dwa razy biegałem.
Nasze wyniki: 2012-09-02, I Wielka Ursynowska (Warszawa-Służewiec), dystans: 5 km
| 3. | Sylwester Kuśmierz | 00:16:45 | |
| 39. | Wojciech Grunwald | 00:20:16 |
Ukończyło osób: 523
![]() |
| Piotrek finiszuje w Borównie |
Po raz piąty w Borównie odbyły się zawody triathlonowe na dystansie ironman i na popularnej "połówce" tego dystansu. Po moich przygodach w Suszu postanowiłem, że tutaj tanio skóry nie sprzedam.
1900 m pływania, 2 pętle po trójkącie. Postanowiłem nie pchać się na sam początek by spokojnie płynąć swoje i starać się oddychać na dwie strony bo przy tej technice nie muszę co chwilę patrzeć na boje czy przypadkowo nie zbaczam z kursu. Pierwsze kółko spokojnie, nikt specjalnie we mnie nie wpływał, a ja przez większość dystansu płynąłem komuś w nogach. Po wyjściu z wody i obiegnięciu balona, patrzę na miedzyczas ponad 16 min a więc nie jest źle. Na drugim kółku do pierwszej boi co chwila gubiłem rytm, gdy ją minąłem uspokoiłem się i dalsza część poszła już sprawnie. Wyszedłem z wody 56.
Wyjście z wody i dobieg do strefy zmian, dość długi bo ma ponad 300 m, w tym czasie zdejmuję do połowy piankę, w boksie widzę większość rowerów. Podbiegam do stojaków, zdejmuję piankę, zakładam kask, buty na rower, wkładam piankę, czepek i okulary do wora i pędem do roweru.
90-kilometrowa trasa rowerowa została podzielna na 3x30 km. Trasa płaska i z przyzwoitym asfaltem. Postanowiłem że nie będę szalał, średnią chciałem utrzymać około 30 km/h, by zmieścić się w trzech godzinach. Nie udało się :-), tak dobrze mi się jechało, że średnia wyszła ponad 32 km/h i trochę obawiałem się, że na biegu będę miał problemy. Rower miałem 90.
Zjazd rowerem do strefy zmian, odstawiam rower, biegiem do stojaka, zdejmuję buty i kask, wkładam do wora, z drugiego wora biorę buty biegowe i gazu na trasę. 21 km biegania, 4 pętle po ponad 5,5 km i co ok 2,7 km strefa odżywiania. Po wybiegnięciu ze strefy zmian nasłuchuję, nic nie burczy, żadnych skurczów, czuję się świetnie, zegar ustawiony na 5 min na km. Pierwsze 5,5 km super żadnych problemów, przy strefach oblewam się woda, popijam łyk coli, przegryzam bananem wszystko w biegu, czuję się świetnie. Pod koniec 11 km delikatnie zaczynam odczuwać trudy trasy, a i pęcherz daje znać o sobie. Na trzecim kółku nie wytrzymałem i wskoczyłem w las, gdy znów wybiegłem poczułem się jak nowo narodzony. Do końca biegło mi się świetnie. Miejsce samego biegu 75.
Miejsce 67 na 321; Czas 5:15:37
Pływanie 33:52 - 56, Rower 2:46:55 - 90, Bieg 1:48:58 - 75; Życiówka poprawiona z Susza o 24min :-)
Nasze wyniki: 2012-09-02, Triathlon Borówno (Borówno), dystans: 21.0975 km
| 75. | Piotr Wielogórka | 01:48:58 |
Ukończyło osób: 321
Ostatni tegoroczny Puchar Maratonu Warszawskiego odbył się w Lesie im. Jana III Sobieskiego w Wawrze. Na 25-kilometrowej trasie walczyło 401 osób, w tym pięcioro zawodników Byledobiec. Najszybciej z nas pobiegł Marcin, zajmując 6te miejsce w open i 4te w M30. Chwilę potem na mecie zameldował się Jerzy, zajmując 9te miejsce w open i - po raz czwarty - zwyciężając w swojej kategorii wiekowej. Druga wśród kobiet na metę przybiegła Ania, zwyciężając po raz trzeci w cyklu w swojej kategorii wiekowej. Ja na mecie byłam 6ta wśród kobiet i zwyciężyłam w K30. Za mną przybiegł Tomasz, zapewne potraktował ten bieg treningowo.
Zwieńczeniem naszych sukcesów będzie uroczysta dekoracja zwycięzców
poszczególnych kategorii wiekowych w całym cyklu, która odbędzie się w
przeddzień Maratonu Warszawskiego na Stadionie Narodowym. A tam na podium
staną:
Jerzy Magierski: 1sze miejsce w M55
Marcin Wiącek: 3cie miejsce w M30
Iwona Świercz: 1sze miejsce w K40
Anna Pawłowska-Pojawa: 2gie miejsce w K35
Joanna Skultecka: 1sze miejsce w K30
Nasze wyniki: 2012-09-01, Puchar Maratonu Warszawskiego (Warszawa), dystans: 25 km
| 6. | Marcin Wiącek | 01:40:08 | |
| 9. | Jerzy Magierski | 01:40:48 | |
| 26. | Michał Domański | 01:48:51 | |
| 74. (K-2) | Anna Pawłowska-Pojawa | 02:01:37 | |
| 134. (K-6) | Joanna Skultecka | 02:07:52 | |
| 154. | Tomasz Pojawa | 02:10:07 |
Ukończyło osób: 401
Paweł ukończył słynny Ultra Trail du Mont Blanc - gratulacje :-) Zawodnicy mieli fatalne warunki pogodowe - deszcz, śnieg błoto, nic nie widać. Organizatorzy podjęli decyzję o skróceniu trasy do 103 km. Czekamy na relację Pawła z pierwszej ręki ;-)
Nasze wyniki: 2012-09-01, Ultra Trail do Mont Blanc (Chamonix), dystans: 103 km
| 695. | Paweł Kotlarz | 19:00:52 |
Ukończyło osób: 2125
Ja biegłem w Brzeszczach na 15 km. Trasa prowadziła przez okoliczne wioski - jedna duża pętla, trochę górek po drodze. Meta na stadionie KS Górnik Brzeszcze miała swój urok.
To był mój pierwszy bieg uliczny od ponad 3 miesiące i nie byłem pewien, na co mnie stać. Wyszło słabo - zacząłem za szybko, drugą piątkę miałem bardzo wolną (powyżej 20 min) i dopiero po 10 km zacząłem się rozkręcać. Tylko z ostatniej piątki jestem zadowolony - udało mi się wyprzedzić dużo osób. Skończyłem 59:04, wynik kiepski, ale to dobrze wróży przed docelowym startem za tydzień - Jungfrau Marathon :-)
Nasze wyniki: 2012-09-01, Bieg Uliczny Brzeszcze (Brzeszcze), dystans: 15 km
| 24. | Robert Celiński | 00:59:04 | |
| 42. (K-2) | Magdalena Białorczyk | 01:02:14 | ? |
Ukończyło osób: 172
|
(c) 2006 - 2026 Byledobiec Anin |