|
||||||||||
|
Najwięcej kilometrów przebiegniętych na zawodach
Pokaż cały ranking |
Najlepszy współczynnik (miejsce / liczba startujących) - kobiety
Pokaż cały ranking |
Najlepszy współczynnik (miejsce / liczba startujących) - mężczyźni
Pokaż cały ranking |
Odchodzący rok był bardzo udany dla naszego klubu. Wielu zawodników zanotowało progres i ustanowiło rekordy życiowe na różnych dystansach, część z nas utrzymywała wysoki poziom sportowy, którego efektem były znakomite czasy i miejsca na zawodach, a w przypadku najlepszych - nawet zwycięstwa i medale Mistrzostw Polski.
Wśród pań znowu największymi sukcesami może się pochwalić Anulka. Osiągnęła średni współczynnik miejsca poniżej 10%, co w przypadku biegów górskich (w których przede wszystkim startuje) jest znacznie trudniejsze, niż w masowych biegach ulicznych. Wygrała wiele biegów, z czego najważniejsze, to trzecie z rzędu zwycięstwo w Biegu Marduły w Zakopanem oraz podobnie jak rok temu w biegach na Klimczok, Grojec i Żar. Osiągnięciem międzynarodowym było zwycięstwo w biegu na 10 km w Rotterdamie, rozgrywanym równolegle z maratonem. Znów kończy sezon obwieszona medalami Mistrzostw Polski: dwoma brązami za bieg anglosaski (Iwonicz-Zdrój) i krótki dystans (Bielsko-Biała), srebrem za bieg alpejski (Międzygórze) oraz złotym medalem I MP w Skyrunning, które zostały rozegrane na trudnej rasie w Zakopanem. Niestety, z powodu kolizji z maratonem w Chicago, w tym roku nie mogła wystartować w Mistrzostwach Polski na długim dystansie.
Dzięki sukcesom w Polsce, Anulka dwukrotnie mogła reprezentować nasz kraj na Mistrzostwach Świata: w stylu alpejskim we włoskim Tonale (41. miejsce) oraz w mocno obsadzonym Jungfrau Marathon w Szwajcarii (25. miejsce). Reprezentowanie kraju w tego typu imprezie, to ogromny honor dla sportowca, którego Anulka dostąpiła już po raz czwarty - w 2011 roku brała udział w MŚ na długim dystansie w Słowenii (6 miejsce!) i w stylu anglosaskim (Albania). Miejmy nadzieję, że w tym roku również wystartuje w tak prestiżowych imprezach, a będzie o tyle łatwiej, że obie odbędą się w Polsce - długi dystans w ramach Maratonu Karkonoskiego, a Mistrzostwa Świata w stylu anglosaskim zostaną rozegrane w ramach Festiwalu Biegowego w Krynicy, który organizuje... Tomek ;-)
Drugie miejsce w rankingu kobiet zajęła Kasia, która jednak rzadko w tym sezonie reprezentowała barwy naszego klubu. Za jej plecami o miejsce na podium walczyły Iwona i Ania, które osiągnęły prawie identyczny współczynnik, poniżej 40%. Kolejne miejsce dla Asi, a świetne wyniki pod koniec sezonu osiągnęła Ela, która wróciła po ciąży i miała kilka bardzo udanych startów - oby tak dalej ;-)
Wśród mężczyzn nie sposób nie zauważyć fenomenalnego wyniku Alexa, który osiągnął współczynnik miejsca 0,6%! Można zatem powiedzieć, że zawsze był w elicie biegów, w których startował. Drugie miejsce w tym rankingu przypadło Sylwkowi (2%), jednak startował on głównie na krótszych dystansach w nie tak licznie obsadzonych biegach, gdzie nieco trudniej o rewelacyjny współczynnik (żeby osiągnąć poniżej 1%, trzeba wygrać zawody, w których startuje ponad 100 osób). Sylwek wygrał za to ranking zwycięstw - aż 16 razy stawał na najwyższym stopniu podium! Mógłby osiągnąć jeszcze więcej, gdyby nie trapiły go kontuzje. Trzecie miejsce (3%) w rankingu przypadło Tomkowi, który biega już przecież w kategorii masters, a wyprzedza znacznie młodszych od siebie ścigaczy. Objawieniem sezonu można nazwać Marcina Wiącka, który osiągnął niewiele gorszy współczynnik od Tomka. Na kolejnych miejscach uplasowali się nasi wspaniali weterani: Marek i Jurek, którzy dzięki treningowi i postawie na zawodach są wzorami na młodszych członków naszego klubu.
Ciekawie rozwijała się rywalizacja małżeńska, co możemy przeanalizować w macierzy Byledobiec (bezpośrednie pojedynki między poszczególnymi zawodnikami). Ja aż 17 razy przegrałem z żoną, tylko raz pozwoliła mi wbiec na metę "za rączkę", a dwa zwycięstwa "zawdzięczam" jedynie kontuzji Anulki. Bardzo wyrównana była rywalizacja wśród Pojawów i nie było tu mowy o bieganiu za rękę - ścinka do linii mety ;-) Tylko Jacek pokazał, kto w byledobiecowych małżeństwie nosi spodnie i pozwolił Iwonie wygrać tylko 3 razy.
Najbardziej aktywnymi zawodnikami w tym sezonie byli Ania i Jacek, którzy praktycznie w każdy weekend biegali zawody, niewiele ustąpili im Jurek i Iwona (również ponad 40 biegów). Najwięcej kilometrów na zawodach (ponad 700) zaliczył Jacek, który pewnie zwyciężył w tym rankingu. Ja pod koniec sezonu odpuściłem sobie tę rywalizację i zostałem sklasyfikowany na drugim miejscu. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie nabijaliśmy tych kilometrów tak dużo, jak w poprzednim sezonie, kiedy obaj z Jackiem mieliśmy ich prawie 900, a ranking wygrał wtedy często startujący w biegach ultra Paweł z aż 1128 kilometrami! Może ktoś uzyska taki wynik w nadchodzącym sezonie ;-)
Poza wieloma nagrodami za wysokiem miejsca w zawodach, nasi zawodnicy zdobyli również certyfikaty za kolekcjonowanie maratonów. Darek uzyskał certyfikat Korony Maratonów Polskich (ukończył 5 największych maratonów w Polsce), a Robert w końcu skompletował World Marathon Majors.
Klubowe rekordy na krótkich dystansach ustanawiał Sylwek: 800 m: 2:01, 1500 m: 4:14, mila: 4:25, 3000 m: 9:09, 5 km: 16:15. Anulka zanotowała dwa znakomite starty na dychę: 37:22 w Rotterdamie, a następnie poprawiła klubowy rekord na 37:13 w czasie ulicznych Mistrzostw Polski Kobiet, na trudnej trasie w Bielsku-Białej. O rekord otarł się też Alex w Maratonie Warszawskim: 2:39:39. Co ciekawe, tuż za jego plecami był Marcin Soszka, który od grudnia jest członkiem naszego klubu. Być może w nowym sezonie tych dwóch zawodników powalczy o klubowy rekord w maratonie. Liczymy również na ciekawą rywalizację w połówce, bo wydłużenie się zapowiedział Sylwek.
Najważniejsze jednak, żeby wszyscy byli zdrowi, czego życzę Wam wszystkim w nadchodzącym 2013 roku ;-)
![]() |
| Darek postawił kropkę nad "i" w czasie wrześniowego Maratonu Warszawskiego |
![]() |
| Certyfikat potwierdzający zdobycie Korony Maratonów Polskich |
Chciałem podzielić się z Wami moją niespodzianką. Zaraz po świętach znalazłem w skrzynce pocztowej prezent od Świętego Mikołaja w postaci dyplomu Korony Maratonów Polskich. Jestem z tego faktu niezmiernie zadowolony. Ostatnim etapem do uzyskania dyplomu był 34. Maraton Warszawski. Finiszować na Stadionie Narodowym to marzenie każdego maratończyka. Dla mnie była to podwójna radość, ukończyłem największy maraton w Polsce na 961. miejscu oraz zdobyłem Koronę Maratonów Polskich.
![]() |
| Anulka drugi rok z rzędu pewnie wygrała Bieg Sylwestrowy w Krakowie |
Po raz trzeci z rzędu wystartowaliśmy z Anulką w Biegu Sylwestrowym w Krakowie. To już taka nasza małżeńska tradycja ;-) Do wyjazdu do Krakowa w tym roku zachęciła nas wspaniała pogoda - zero chmur i dodatnia temperatura. Mimo dobrych warunków, wiedzieliśmy, że nie uda nam się powtórzyć na tej trasie wyników sprzed roku (Anulka 37:34, ja 37:55). Anulka na jesieni walczyła z kontuzją przyczepu w udzie, a święta przechorowała, więc sporo brakuje jej do optymalnej formy. Ja w grudniu trochę przytrenowałem, ale choroba żony trochę mnie zdemotywowała, bo nie miałem z kim biegać. W związku z tym, oboje mieliśmy umiarkowane aspiracje wynikowe i chcieliśmy po prostu cieszyć się biegiem po pięknej trasie, przy wspaniałej pogodzie.
Na starcie na Rynku staraliśmy się ustawić z przodu stawki, choć nie było to łatwe. W pierwszym rzędzie ustawił się starszy pan z dwójka 10-latków, który upierał się, że chłopcy muszą tu stać, żeby być na zdjęciach. Podobnie pomyślało kilku przebierańców. Mieliśmy zatem niezłe kotłowanie pod Kościołem Mariackim, ale potem na Floriańskiej sytuacja zaczęła się stabilizować. Zacząłem w miarę spokojnie, a po kilometrze obejrzałem się za siebie, szukając Anulki. Zaczęła zgodnie z planem tempem 4:00/km, więc była sporo za mną.
Asfalt na alejkach Plant nie był idealny do biegania, bo utrzymywał się na nim piasek, którym jakiś czas temu posypywano oblodzone chodniki. Teraz po śniegu nie było ani śladu, pozostała piaskownica. Po pokonaniu dwóch kilometrów byliśmy pod Wawelem, a pół kilometra dalej - nad Wisłą. Tam rozdzieliły się trasy Smoczej Piątki i Radosnej Dziesiątki - my mieliśmy do pokonania spory odcinek Bulwarami Wiślanymi. Tutaj we znaki dawał się momentami mocno wiejący wiatr. Świecące bez przerwy słońce rekompensowało te niedogodności. Na piątym kilometrze była zawrotka, gdzie mogłem ocenić nasze miejsce w stawce. Oboje byliśmy pod koniec trzeciej dziesiątki, Anulka biegła kilkanaście sekund za mną, z ogromną przewagą nad resztą kobiet. Druga piątka również była fajna, choć biegło się jeszcze trudniej - pod wiatr i raczej pod górkę. Na Bulwarach Wiślanych udało mi się jednak przesunąć o kilka pozycji i zbliżyć do znanych mi rywali z gór: Janusza Pytla i Marcina Topolskiego. Po zachodniej stronie Plant udało mi się utrzymać dobre tempo, wyprzedziłem Janusza, a Marcinowi pokazałem plecy pod Bramą Floriańską. Na ostatniej prostej walczyłem ze znacznie młodszym rywalem, ale na finiszu pod Kościołem Mariackim okazał się szybszy ode mnie. Mimo to, byłem bardzo zadowolony z biegu, wyniku i miejsca. Podobne odczucia miała Anulka, którą uściskałem chwilę później.
Dostaliśmy medale i po małej buteleczce szampana (wypiliśmy wieczorem). Dodatkowo, Anulka otrzymała różyczkę, opatuliła się w złotą folię termiczną i wyglądała, jak księżniczka ;-) Dekoracja odbyła się bardzo sprawnie, półtorej godziny po naszym finiszu. Anulka już po raz trzeci stanęła na podium na krakowskim rynku. Dwa lata temu ustąpiła jedynie trzykrotnej olimpijce, Annie Jakubczak, w zeszłym roku pewnie wygrała i w tym roku obroniła tytuł. Z Krakowa wróciliśmy w dobrych humorach, podziwiając słońce, zachodzące nad Beskidami. Oby nadchodzący rok był taki piękny, jak ostatni dzień odchodzącego :-)
Nasze wyniki: 2012-12-31, IX Krakowski Bieg Sylwestrowy (Kraków), dystans: 10 km
| 21. | Robert Celiński | 00:38:15 | |
| 25. (K-1) | Anna Celińska | 00:38:37 |
Ukończyło osób: 754
Po starcie w Szydłowie bilans rywalizacji małżeńskiej nam się wyrównał... Piękna pogoda i bajkowa panorama wynagrodziły pewne niedostatki organizacyjne, chociaż i tak w porównaniu do tego, co było 4 lata temu, widać zmiany na korzyść. Obsada tradycyjnie megamocna, wygrał Radosław Kłeczek (24:01), Artur Kern był 3, Michał Kaczmarek dopiero 7... Wśród kobiet dominowały zawodniczki zza wschodniej granicy, dopiero 5 była Agnieszka Mierzejewska-Ciołek. My byliśmy w tylnej części stawki - Tomek zajął 68 miejsce z czasem 36:39, a ja - 76 (38:03). Wśród kobiet byłam 14 (na 17). Startowało ok. 100 osób (organizatorzy twierdzili, że 103, ale nie jestem pewna, czy tyle było na liście wyników).
Nasze wyniki: 2012-12-30, Bieg Sylwestrowy w Szydłowie (Szydłów), dystans: 8 km
| 68. | Tomasz Pojawa | 00:36:39 | |
| 76. (K-14) | Anna Pawłowska-Pojawa | 00:38:03 |
Ukończyło osób: 100
![]() |
| Czołówka biegu w Falenicy, Tomek najwyższy i najwyżej skaczący ;-), fot. maratonczyk.pl |
Nasze wyniki: 2012-12-29, Zimowe Biegi Górskie - bieg 1 (Warszawa-Falenica), dystans: 10 km
| 3. | Tomasz Lipiec | 00:38:14 | |
| 12. | Marcin Wiącek | 00:42:32 | |
| 20. | Jerzy Magierski | 00:43:53 | |
| 40. (K-1) | Katarzyna Panejko-Wanat | 00:45:58 | |
| 88. | Wojciech Wanat | 00:49:23 | |
| 123. | Jacek Świercz | 00:51:15 | |
| 215. (K-11) | Elżbieta Mzyk | 00:56:35 | |
| 221. (K-12) | Iwona Świercz | 00:57:02 |
Ukończyło osób: 363
![]() |
| Tak wyglądałem na mecie |
Dzień przed Wigilią wybrałem się nad Mienię na II edycję Mienia Winter Trail. Iwonka od dwóch tygodni walczy z przeziębieniem, więc pojechałem sam. Duży mróz (-12 stopni) i wigilia wigilii były pewnie przyczyną, że na starcie pojawiło się tylko 52 uczestniczek i uczestników. Bieg rozgrywany był na dwóch dystansach - 7 km (jedna) i 14 km (dwie pętle). Okolica, jak wiecie, jest piękna. Mienia właściwie była zamarznięta prawie na całej trasie, po której biegliśmy. Do tego naprawdę dużo śniegu, pięknie oprószone drzewa i cisza. A za oczyszczalnią ścieków przebiegaliśmy po prowizorycznym mostku zrobionym z powalonego drzewa, super zabawa. Nie jestem aktualnie wybiegany, więc z rezultatu jestem zadowolony. Siła biegowa zrobiona.
Nasze wyniki: 2012-12-23, Mienia Winter Trail (Wiązowna), dystans: 14 km
| 15. | Jacek Świercz | 01:14:37 |
Ukończyło osób: 31
Pod koniec sezonu dokonaliśmy bardzo udanego transferu. W szeregi Byledobieców wstąpił Marcin Soszka. Część członków naszego klubu już zna Marcina, reszta będzie miała okazję go poznać. Mieszka w Pilawie, czyli na południowych krańcach Mazowieckiego Parku Krajobrazowego, z okolic którego pochodzi większość członków naszego klubu.
Ja miałem okazję poznać Marcina parę lat temu, biegliśmy razem między innymi w maratonach w Helsinkach i Oslo. Poniżej nasze zdjęcie na mecie w stolicy Norwegii:
![]() |
| Robert, Anulka, Marcin na mecie w Oslo |
Marcin ma na koncie 40 maratonów, przebiegniętych w wielu ciekawych miejscach w Europie. Od kilku lat biega maratony w okolicach 3 godzin, a w ostatnim sezonie nastąpiła prawdziwa ekplozja formy i Marcin ścigał się z Alexem w Maratonie Warszawskim. Przybiegł tuż za nim, łamiąc granicę 2:40.
Portal biegajznami.pl opublikował listę najlepszych polskich maratończyków w tym roku (czasy od 2:07:39 do 3:15:09). Na tej liście znalazło się 1248 osób, w tym aż dziewięcioro Byledobieców. Oto osiągnięcia naszych najlepszych maratończyków w tym roku:
![]() |
| W tym roku naszym najlepszym maratończykiem był Alex, który uzyskał świetny wynik w Warszawie |
![]() |
| Drugi, również znakomity czas wykręcił Marek w Barcelonie |
![]() |
| Na pudło udało się też wskoczyć Robertowi, dzięki wynikowi uzyskanemu w Chicago |
Naszym łupem w tym roku padło 10 wyników poniżej 3 godzin. Trzy razy trójkę łamali Jurek (Łódź, Warszawa, Stara Miłosna) i Robert (Limassol, Rotterdam, Chicago).
![]() |
| Tomek finiszuje na trzecim miejscu |
W sobotę w żelaznym składzie ekipa Byledobiec mimo sporego mrozu stawiła się na tradycyjnym Biegu Mikołajkowym na Kabatach. Pierwsze, około 10 minut przed mężczyznami, wystartowały Panie. Nasze dziewczyny zaprezentowały się jak zwykle świetnie - Ania była bardzo blisko podium, a Iwona walczyła dzielnie na całej trasie. W gronie Panów Jurkowi udało się wskoczyć do pierwszej dziesiątki a Jackowi do pierwszej pięćdziesiątki. Tomek nie mogąc rywalizować z żoną stracił chyba motywację i pobiegł lajtowo. Ja wreszcie, po kilku mniej udanych biegach, jestem w pełni zadowolony ze swojego startu - podium i bardzo dobry czas jak na te warunki dały mi dużo satysfakcji.
Nasze wyniki: 2012-12-08, Bieg Mikołajkowy w Lesie Kabackim (Warszawa-Kabaty), dystans: 9.8 km
| 3. | Tomasz Lipiec | 00:35:22 | |
| 9. | Jerzy Magierski | 00:38:49 | |
| 49. | Jacek Świercz | 00:43:23 | |
| 88. (K-4) | Anna Pawłowska-Pojawa | 00:46:02 | |
| 112. | Tomasz Pojawa | 00:47:21 | |
| 141. (K-9) | Iwona Świercz | 00:48:31 |
Ukończyło osób: 407
![]() |
| Basia Muzyka i nasi: Tomek, Iwona, Ania |
Pierwsza zimna sobota w sezonie 2012/2013. Od rana odbywały się biegi dziecięce i młodzieżowe na różnych dystansach. Ukoronowaniem sportowej soboty był bieg główny na dystansie 10 km. Dzięki Bogu było sucho i bez żadnych opadów. Na trasie miejscami trzeba było wypatrywać zamarzniętych kałuż wody. Linia startowa kobiet i mężczyzn znajdowały się w różnych miejscach, gdzieś około drugiego kilometra trasy się zbiegały. Zważywszy na fakt, że zawody ukończyło 160 kobiet, a więc prawie 30% ogólnej liczby uczestników, manewr był bardzo udany. Mniejszy tłok na starcie był na pewno odczuwalny dla obu płci. Tomek i Jurek przybiegli tak szybko, że nie spotkałem ich już na mecie. Przed startem udało mi się jedynie pomachać do Tomka, który w samochodzie chronił się przed zimnem. Fajne czasy wybiegały Ania i Iwonka (różnica 20 sekund), a 2 minuty potem wbiegł Tomek Pojawa.
Nasze wyniki: 2012-12-02, XVII Żoliborski Bieg Mikołajkowy (Warszawa-Żoliborz), dystans: 10 km
| 15. | Tomasz Lipiec | 00:36:12 | |
| 26. | Jerzy Magierski | 00:38:02 | |
| 67. | Jacek Świercz | 00:41:33 | |
| 152. (K-12) | Anna Pawłowska-Pojawa | 00:46:27 | |
| 162. (K-14) | Iwona Świercz | 00:46:47 | |
| 223. | Tomasz Pojawa | 00:48:50 |
Ukończyło osób: 557
![]() |
| Ja właśnie zawracam na drugą pętlę, Anulka finiszuje kilka sekund po mnie |
Na Kabatach odbyło się zakończenie Grand Prix Warszawy, w tyskich Paprocanach odbyły się zawody zimowego cyklu Grand Prix Tychów. Panie rywalizowały na dystansie 5 km - długa "kręta prosta" w kierunku zameczku w Promnicach, zawrotka po 2,5 km i powrót tą samą trasą. Panowie pokonywali tę trasę 2 razy, a więc zaliczali w sumie 3 zawrotki. Po drodze dominowała błotnista nawierzchnia, więc ciężko było tu uzyskać rewelacyjny czas.
Anulka zaplanowała przebiec tę trasę tempem poniżej 4:00/km. Dokonała tego z dużym zapasem i pewnie wygrała z czasem 19:07. Ja na półmetek wbiegłem tuż przed żoną, a w drugiej części dystansu tylko broniłem szóstego miejsca. Uzyskałem identyczny czas, jak rok temu. Chyba mam się z czego cieszyć, bo to mój najlepszy rezultat na dychę w tym roku ;-) Jesteśmy zadowoleni ze startu, bo ostatnio w ramach roztrenowania robimy wyłącznie spokojne wybiegania, bez żadnych akcentów.
Nasze wyniki: 2012-11-25, Grand Prix Tychów - kobiety (Tychy), dystans: 5 km
| 1. (K-1) | Anna Celińska | 00:19:07 |
Ukończyło osób: 30
Nasze wyniki: 2012-11-25, Grand Prix Tychów - mężczyźni (Tychy), dystans: 10 km
| 6. | Robert Celiński | 00:38:27 |
Ukończyło osób: 117
![]() |
| Darek maszeruje w Łodzi |
W niedzielę Darek zainaugurował nowy sezon w Grand Prix Łodzi 2013 w nordic walking. W licznej 86-cio osobowej grupie kijkarzy z wynikiem 36:47 zajął wysokie 18 miejsce w open a w swojej szerokiej grupie wiekowej 61 lat i starsi:) był piaty. Brawo Tato!
Nasze wyniki: 2012-11-25, GRAND PRIX ŁODZI 2013 w nordic walking - I marsz (Łódź), dystans: 5 km
| 18. | Dariusz Lipiec | 00:36:47 |
Ukończyło osób: 86
![]() |
| Nasi na dekoracji tegorocznego Grand Prix Warszawy: Jacek, Ania, Iwona, Jurek |
W sobotę z Darkiem i Igorem pojechaliśmy do Choszczówki wziąć udział w I edycji Rodzinnych Biegów Górskich Ortorehu i Stowarzyszenia Terapeutów. Igi pierwszy raz wystartował mimo, że jeszcze na starcie miał wątpliwości:). Trasa biegu głównego na dystansie 10700 m i przewyższeniu około 300 m była prawdziwie "górska" i niezwykle selektywna (liczne długie podbiegi po głębokim piachu) momentami trudniejsza niż w Falenicy. Po Biegu Niepodległości udało mi się złapać trochę świeżości i po wydmach Choszczówki biegło mi się zdecydowanie lepiej niż tydzień wcześniej Al. Niepodległości.
Nasze wyniki: 2012-11-17, Rodzinne Biegi Górskie (Warszawa-Choszczówka), dystans: 10.7 km
| 2. | Tomasz Lipiec | 00:39:58 | |
| 86. (K-7) | Joanna Skultecka | 00:57:34 |
Ukończyło osób: 110
![]() |
| Iwonka kończy naszą sztafetę |
Tego dnia było kilka konkurencyjnych imprez. My wybraliśmy się do Parku Skaryszewskiego, aby pobiec w sztafecie zorganizowanej przez klub Ale Tempo. Nie udało nam się skompletować pełnej byledobiecowej sztafety, ale za to pobiegłem w towarzystwie trzech pań (wspomogły nas Kasia Starobrat i Monika Coś z Ale Tempo). Każda zmiana miała do pokonania jedno okrążenie. Mimo naszego dziewiątego miejsca miałem wrażenie, że wygrała każda ze sztafet, ponieważ kończący zawodnik każdej z drużyn dobiegając do mety przecinał taśmę. Bardzo fajne zawody. A po zawodach był oczywiście piknik. Palce lizać. Dziękujemy Ale Tempo.
Nasze wyniki: 2012-11-17, Sztafeta w Skaryszaku (Warszawa-Praga), dystans: 1.758 km
| 0. | Jacek Świercz | 00:06:53 | |
| 0. (K-0) | Iwona Świercz | 00:08:14 |
Ukończyło osób: 36
![]() |
| Tomek finiszuje w Biegu Niepodległości |
Ponad 7000 biegaczy wystartowało w minioną niedzielę w XXIV Biegu Niepodległości w tym 11 zawodników Byledobiec Tradycyjnie wszyscy byliśmy ubrani w białe lub czerwone koszulki, które utworzyły najdłuższą flagę na ulicach Warszawy. Widok robił ogromne wrażenie. Wystartowaliśmy i finiszowaliśmy podobnie ja w roku ubiegłym w Alei Jana Pawła II w okolicach skrzyżowania z ul. Stawki.
Wewnątrzklubową rywalizację kobiet wygrała Ania, przed Elą i Iwoną - wszystkie trzy Panie przecinały linię mety w odstępach 10-sekundowych, 2 minuty póżniej zameldowała się Joanna. Z podobną regularności tyle że w odstępach minutowych wpadali na metę panowi - "przyprowadził" ich bijąc rekord życiowy - Kazik; za nim przybiegli Jacek, Piotrek i Tomek. Wojtek postanowił chyba zrobić sobie Godzinny Bieg Niepodległości:) Jurek i ja nie jesteśmy zadowoleni ze swojego występu - walczyliśmy o każdy metr jak o niepodległość na skutek zbyt późno wykonanego przed startem ostatniego (bardzo mocnego) akcentu.
Mieliśmy również swojego reprezentanta w gronie nordic walkerów - Darek na 376 zawodników, którzy rywalizowali na dystansie 6,5 km w komunikacie z zawodów znalazł się na 15 miejscu mimo, że minął linię mety jako 10-ty zawodnik z kijkami. Niestety organizatorzy po raz kolejny nie poradzili sobie z przeprowadzeniem tej konkurencji i w wynikach znalazło sie sporo przypadkowych osób:(. Mimo wszystko gratulacje Tato!
Nasze wyniki: 2012-11-11, Bieg Niepodległości (Warszawa), dystans: 10 km
| 58. | Tomasz Lipiec | 00:36:18 | |
| 69. | Jerzy Magierski | 00:36:59 | |
| 341. | Kazimierz Nojszewski | 00:41:13 | |
| 500. | Jacek Świercz | 00:42:33 | |
| 563. | Piotr Wielogórka | 00:43:01 | |
| 794. | Tomasz Pojawa | 00:44:16 | |
| 1600. (K-80) | Anna Pawłowska-Pojawa | 00:47:37 | |
| 1651. (K-85) | Elżbieta Mzyk | 00:47:47 | |
| 1704. (K-86) | Iwona Świercz | 00:47:57 | |
| 2417. (K-156) | Joanna Skultecka | 00:50:06 | |
| 5394. | Wojciech Grunwald | 01:00:00 |
Ukończyło osób: 7204
Nasze wyniki: 2012-11-11, Bieg Niepodległości - nordic walking (Warszawa), dystans: 5 km
| 15. | Dariusz Lipiec | 00:49:00 |
Ukończyło osób: 376
![]() |
| Zwycięstwo Marcina w Świebodzicach |
![]() |
| Marcin w Świdnicy |
Po lżejszym kilometrowo październiku nadszedł listopad. Powoli zaczynam przygotowania na wiosenny maraton. Bieg Niepodległości miał być skromnym sprawdzianem dla mnie mimo, że nie lubię takich dystansów. O godzinie 11:11 postanowiłem wystartować w I edycji Biegu Niedpodległości w Świebodzicach (koło Wałbrzycha). Dystans 2800m po asfalcie z jedną nawrotką. Jak się okazało frekwencja wyniosła tylko 15 zawodników, stąd pewnie mój dobry wynik :) Przebiegłem 2800m w 10 min 00 sekund. Następnie na godzinę 13:30 pojechałem do Świdnicy na V-tą już edycję Biegu Niepodległości. Tutaj frekwencja ogromna! bo aż 630 osób. Dystans dowolny. Pętla 1250m, którą można było biegać do 4 razy. Czyli ja biegłem 5000m. Tutaj miało być rekreacyjnie i dla zabawy. Zacząłem bieg z Michałem Raisem, który wraca po kontuzji do biegania (Michał mając 21 lat w 2009 we Wrocławiu pobiegł maraton w 2:54). Pierwsze koło po 4:00 i pobiegłem do przodu. Zmęczony poprzednim biegiem zdołałem uzyskać czas 19:25. Jak dla mnie przyzwoicie. Mimo braku klasyfikacji zająłem orientacyjnie 15 miejsce w gronie 630 startujących.
Nasze wyniki: 2012-11-11, Bieg Niepodległości w Świebodzicach (Świebodzice k. Wałbrzycha), dystans: 2.8 km
| 1. | Marcin Jagiellicz | 00:10:00 |
Ukończyło osób: 15
Nasze wyniki: 2012-11-11, V Bieg Niepodległości w Świdnicy (Świdnica), dystans: 5 km
| 15. | Marcin Jagiellicz | 00:19:25 |
Ukończyło osób: 630
![]() |
| Patriotycznie na Targówku |
W sobotę o 14:00 wystartowaliśmy na Targówku w drugiej edycji Biegu Niepodległości. Na liście startowej był jeszcze Sylwek, ale niestety nie wystartował z powodu kontuzji. Za to dopingował nas głośno na trasie. Pogoda do biegania była bardzo dobra, oprawa zawodów jak zwykle świetna, każdy uczestnik, który ukończył zawody, dostawał flagę narodową na kiju, a kiedy dopadał nas chłód, gorąca grochówka ogrzewała zziębnięte ciało. Z uwagi na bieg jutrzejszy zakładałem czas w granicach 45 minut, tak więc jestem zadowolony. Iwonka też.
Nasze wyniki: 2012-11-10, II Bieg Niepodległości (Warszawa-Targówek), dystans: 10 km
| 15. | Jacek Świercz | 00:44:37 | |
| 43. (K-4) | Iwona Świercz | 00:49:37 |
Ukończyło osób: 91
![]() |
| Finiszuję jako wicemistrz Beskidów ;-) |
W sobotni poranek stawiliśmy się z Darkiem w Radziechowach koło Żywca na starcie Maratonu Beskidy. Pogoda była piękna, a przebieg trasy przez najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego, Skrzyczne (1257 m n.p.m.), gwarantował wspaniałe widoki.
Nie powiem, żebym jakoś specjalnie przygotowywał się do tego maratonu. Jestem już trochę zmęczony sezonem, miesiąc wcześniej pobiegłem mocno w Chicago, nie zrobiłem od tego czasu żadnego cyklu treningowego, ani specjalnej diety białkowej, którą robię przed maratonami, na których mi zależy wynikowo. Chciałem po prostu wybiec na Skrzyczne i cieszyć się samym biegiem.
Na liście startowej straszyło kilka "mocnych nazwisk", więc powiedziałem Anulce, że jak skończę szósty, to będzie dobrze. Nie liczyłem też na zdobycie niesamowitej, ponad metrowej kiełbasy, wykonanej przez zakład Dobija z Żywca. Pamiętam, jak dwa lata temu po zwycięstwie Anulki w Maratonie Beskidy delektowaliśmy się taką kiełbasą, która jest wielka nie tylko dzięki długości, ale też wspaniałemu smakowi (mniam). Za target postawiłem sobie wynik 3:33:33. Dwa lata temu pobiegliśmy tu wprawdzie oboje dokładnie 3:31:13, ale wtedy trasa była nieco łatwiejsza, nie przebiegała przez szczyt Skrzycznego, tylko trawersowała nieco niżej. Wiedziałem, że ten ostatni odcinek kamienistego szlaku na szczyt Skrzycznego będzie bardzo ciężki.
Darek podchodził do maratonu z respektem, ale również z charakterystycznym dla siebie optymizmem :-)
Wystartowaliśmy przy stadionie GKS Radziechowy i od razu zaczął się łagodny podbieg asfaltem w kierunku masywu Beskidu Śląskiego. Potem zbiegliśmy na krosowe, błotniste ścieżki między łąkami. Szybko uformowała się czołówka biegu, w której początkowo spokojnie biegli Jakub Glajcar z Wisły i Lucek Chorąży ze Skawinek, a kroku próbował im dotrzymać Dawid Streit z Bielska. Ja biegłem kawałek z kolegą, który prezentował bardzo ładną technikę biegu i zastanawiałem się, czy utrzyma ją aż de mety.
Po dwóch kilometrach Jakub i Lucek ruszyli mocniej do przodu. Gonienie ich byłoby szaleństwem. Jakub wygrał tydzień wcześniej Cross Beskidzki w Węgierskiej Górce, na 18 km trasie włożył mi 9 minut (ja byłem jedenasty). Do tego miał już doświadczenie długodystansowe, bo brał udział w tegorocznym Biegu Siedmiu Dolin w Krynicy. Lucek (trzeci tydzień w wcześniej we wspomnianym krosie) ma bardzo doświadczenie długodystansowe w górach. Dwa lata wcześniej wygrał Maraton Beskidy, a rok wcześniej zwycięstwo stracił dopiero w końcówce na rzecz Piotra Karolczaka, innego świetnego długodystansowca.
Jakub i Lucek nie pozwolili mi długo oglądać swoich pleców i zniknęli mi gdzieś za drzewami. Od prowadzących odpadł Dawid i dołączył do naszej dwójki. Po powrocie na asfalt chwilę sobie z nim porozmawiałem, a w tym czasie kolega lądujący na śródstopiu znacząco nas wyprzedził. Ja oszczędzałem siły, nieco odpuściłem i spadłem na piątą pozycję. Dopiero w Ostrym zacząłem nieco mocniej biec, wyprzedziłem Dawida i zacząłem dochodzić trzeciego zawodnika.
W Ostrym czekała na mnie niespodzianka, czekał na mnie mój teść, który przyjechał z Łodygowic, żeby mi pokibicować. Takie wsparcie bardzo mi się przydało, bo tata Anulki ma duży dar do motywowania innych osób, dzięki czemu w tym miejscu kibicowali mi wszyscy, łącznie z kapelą góralską :-)
Kiedy wbiegliśmy do Doliny pod Skrzycznym, dopiero zaczęły się prawdziwe góry. Najpierw droga pięła się delikatnie, ale mimo wszystko tutaj moje doświadczenie górskie wzięło górę, udało mi się wyprzedzić tego ładnie biegnącego zawodnika i przesunąłem się na pozycję medalową. Moje założenie było takie, żeby na Skrzyczne biec przez cały czas, bez chwili przejścia do marszu i przespacerować się dopiero na kamieniach na niebieskim szlaku pod szczytem. 2 lata temu sztuka wybiegnięcia tą drogą mi się nie udało. Na tym podbiegu wyprzedził mnie Paweł Krawczyk, odłączyli się ode mnie również Anulka i Wojtek Starzyński. W czasie podchodzenia na Skrzyczne straciłem do nich dwie minuty, które musiałem potem odrabiać na zbiegu. Teraz biegłem sam i chciałem, żeby tak zostało.
Pod kopułą Skrzycznego widoki robiły się coraz piękniejsze i wynagradzały mi zmęczenie długim podbiegiem. Dotarłem do punktu żywieniowego, przy którym trasa przechodziła na niebieski szlak - stromy i kamienisty. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy niecałe sto metrów przed sobą zobaczyłem Lucka. Szedłem mocno do góry i po krótkim czasie, jeszcze przed lasem udało mi się go dojść. Okazało się, że miał jakieś problemy z mięśniem i nie mógł już tak szybko biec. Przez krótki odcinek lasu pobiegłem już sam i na ośnieżony szczyt Skrzycznego wbiegłem na drugim miejscu. Tutaj zaczął się zbieg, początkowo stromy i błotnisty. Potem trasa biegła już tą samą drogą, którą pokonywaliśmy 2 lata wcześniej. Tutaj na otwartej przestrzeni miałem dobry ogląd na trasę. Nie widziałem przed sobą Jakuba, był daleko przede mną. Za mną z kolei też nikogo nie było, ale wiedziałem, że duża grupa pościgowa jest dość blisko. Spokojnie zbiegłem doliną pod Skrzycznym, pilnując, żeby zachować siły na ostatnie 13 km.
Dobiegłem z powrotem do Ostrego, gdzie znowu czekał na mnie teść. Jak się potem dowiedziałem, za mną ambitnie zbiegał Lucek, ale na punkcie odżywiania zrezygnował z pościgu, spędził tam kilka minut i dał się wyprzedzić kilku zawodnikom. Dzięki teściowi jadącemu autem wiedziałem, że mam przewagę około kilometra nad grupą pościgową. Nie oglądałem się za siebie tylko koncentrowałem się na biegu. Na asfalcie mimo kilku górek udało mi się cały czas biec, a Matyska była coraz bliżej. Góra ta jest nazywana Golgotą Beskidów. Prowadzi na nią droga krzyżowa, a na szczycie stoi charakterystyczny krzyż z nieco opuszczonymi ramionami. Dobieg do górnego ronda w Radziechowach ulicą Świętego Marcina był męczący, miałem coraz mniejszy zakres ruchu i tempo niestety spadło. Jeszcze gorzej było na asfaltowej części drogi krzyżowej. Powoli piąłem się do góry, mijając kolejne stacje. Na końcu asfaltu był punkt odżywczy. Tam wziąłem butelkę i zacząłem maszerować na szczyt Matyski, popijając Izotonik. "Jest super, byle tylko nie stracić tego drugiego miejsca" - pomyślałem.
Po połowie podejścia na Matyskę spojrzałem w dół i z przerażeniem zobaczyłem trzeciego biegacza, który właśnie zaczął dziarsko podbiegać pod górę. Natychmiast zacząłem biec i podnosić mocno nogi do góry. Na szczycie wyrzuciłem butelkę z Izotonikiem, przebiegłem pod krzyżem i rozpocząłem krosowy zbieg. "Daleko jeszcze?" - pytam strażaków. "Ze cztery kilometry, meta jest przy tamtym białym budynku" - usłyszałem w odpowiedzi. Zmartwiło mnie to, bo pamiętam z mapy, że to powinien być to krótszy odcinek, na pewno nie 4 kilometry. Straciłem nieco koncentrację i nie zauważyłem, że zgubiłem trasę. W pewnym momencie pobiegłem łąką na wprost, patrząc cały czas na biały budynek szkoły, przy którym była meta. Okazało się, że jak na złość, trasa przebiegała w prawo. Na skraju łąki zobaczyłem na szczęście szarfy, do których musiałem się wrócić. Przebiegłem przez to jakby po dwóch bokach kwadratu, zamiast po jego przekątnej. Niestety, powrót na trasę kosztował mnie kilkanaście sekund, co bardzo mnie zmartwiło w obliczu zbliżającego się pościgu.
Zbiegam dalej stromą, błotnistą ścieżką, na jej końcu strażacy pokazują mi drogę do mety - jeszcze 2 kilometry. Teraz do końca prosto błotnistą ścieżką przez łąki, na szczęście raczej płasko, a potem w dół. Niestety, zaczynają łapać mnie kurcze w wewnętrznych partiach mięśni łydek. Obie nogi odmawiają posłuszeństwa - mięśnie sztywnieją, muszę zwalniać, krzyczę z bólu. Oglądam się za siebie co jakiś czas, mijam jakichś ludzi, którzy wyprowadzą spaniela, która wyraźnie nie darzy mnie sympatią. Meta jest coraz bliżej, widzę Bartka Golca, który mierzy czas. "Jeszcze siedemset metrów" - dowiaduję się. Wyprzedzam dziarsko przebierającego nogami nordic walkera, skręcam w prawo, w lewo i jest meta! Jestem drugi, udało się! :-)
Na mecie czekał na mnie teść - niezawodny kibic i świetny serwis. Jechał na mną po 30. kilometrze, nie wpuścili go tylko na Matyskę, bo tam była za wąska droga. Dzięki temu spokojnie zdążył na metę i widział wbiegającego na metę Jakuba. Straciłem do niego przeszło kwadrans, tymczasem sam ledwie obroniłem drugie miejsce. Gonił mnie Włodzimierz Waluś z Bielska, świetny biegacz narciarski. Bardzo dobrze rozłożył siły i mocno cisnął końcówkę. Przybiegł pół minuty po mnie, więc gdyby ten maraton był trochę dłuższy, to ciężko byłoby mi się obronić. Niewiele po nas dobiegł Tomasz Kłodnicki z Mszany Dolnej, ósmy w tegorocznym Biegu Siedmiu Dolin. Wysoko byli też znani ultrasi z kategorii M-50 - Jacek Łabudzki i Zbigniew Malinowski. Mój czas 3:31:35 jest o 22 sekund gorszy, niż uzyskany 2 lata wcześniej, ale trzeba pamiętać, że trasa była wtedy nieco łatwiejsza, bo nie wybiegaliśmy na szczyt Skrzycznego. Poza tym, zrealizowałem swój target 3:33:33 ;-)
Jak się potem okazało, świetnie poszło też Darkowi, który pewnie połamał 4 godziny, zajał 20. miejsce, a w końcówce wyprzedził Dawida Streita, który przecież na początku biegł w ścisłej czołówce. Brawo, Darek! :-)
Chwilę odpocząłem i poszedłem po samochód, który zostawiłem w okolicach startu. Po drodze na ulicy zaskoczyły mnie nieco oznaczenia trasy maratonu i zacząłem się zastanawiać, czy na pewno dobrze idę. Spytałem miejscowego o drogę, ten spojrzał na mnie z przerażeniem i powiedział, że to strasznie daleko, ja wyglądam fatalnie i muszę iść z nim z powrotem na metę, a stamtąd ktoś podwiezie mnie samochodem. Opowiadał, że kiedyś startował z Edkiem Dudkiem w biegach narciarskich i dobrze wie, co to jest zmęczenie po biegu. Ja się broniłem, że to mój 77. maraton, wiem co robię i sam dojdę, ale dałem się przekonać do powrotu. Faktycznie, jeden z uczynnych organizatorów podwiózł mnie swoim autem do samochodu, po czym wróciłem na metę nie na dwóch nogach, ale na czterech kółkach.
Poza pozytywnymi wrażeniami z maratonu, byłem tylko wkurzony kwestią pryszniców. Miały być w szkole, oddalonej nieco od mety, do tego położonej na górce. Poszedłem tam z ciężką torbą na plecach, ale dostanie się na teren szkoły było bardzo ciężkie, bo wszystkie bramy były pozamykane. Wszedłem dopiero ostatnią bramą, na samym końcu, ale do budynku szkoły nie udało mi się dostać. Marzyłem o ciepłym prysznicu, a tymczasem przeszło pół godziny spędziłem na chodzeniu z torbą w poszukiwaniu miejsca. Ponieważ nie było żadnych informacji, w końcu założyłem ciuchy na brudne ciało, po czym wróciłem do samochodu, włączyłem silnik i udało mi się trochę ogrzać.
Impreza na zakończenie odbyła się dużej, ocieplanej sali ze sceną. Stoły były zastawione, można zjeść zupę, było kilka makaronów do wyboru, a na deser ciasto i gorąca kawa lub herbata. Teść rozmawiał ze wszystkimi, w tym z oficjelami z tutejszych gmin i był w swoim żywiole. Opowiadał, jak w czasie kibicowania na trasie grał na akordeonie i tańczył z uczestniczkami biegu. Ja również przyjemnie spędzałem czas, rozmawiałem z wieloma znajomymi i dopiero poznanymi biegaczami. Kiedy wychodziłem na scenę, gratulował mi generał Roman Polko (były komandos i dowódca GROM), którego znam jeszcze z czasów biegów w Warszawie. Pytał, dlaczego zająłem dopiero drugie miejsce. Pewnie pomylił mnie z Alexem ;-) Nagrody na scenie wręczała mi między innymi pani posłanka Małgorzata Pępek, na którą głosowałem w ostatnich wyborach parlamentarnych. Również wymieniliśmy kilka miłych zdań.
Dostałem masę nagród - puchar za drugie miejsce w generalce i statuetkę za wygraną w kategorii wiekowej M-30. Poza tym, duży plecak turystyczny, do którego włożyłem ogromne tomisko atlasu turystycznego Polski, a także mapę Beskidów (moja żona wie, że uwielbiam mapy). Najcenniejszym trofeum była jednak wspomniana wcześniej przeszło metrowa kiełbasa, której kawałki sprezentowałem potem kilku osobom, bo sami w domu nie dalibyśmy rady jej zjeść przez miesiąc ;-)
Po biegu pojechaliśmy z teściem do Łodygowic, gdzie czekało nas kolejne miłe przyjęcie. Anulka dobiegła tego dnia do Łodygowic z Bielska i pomogła swojej mamie przygotować super jedzenie. Żeby uczcić mój sukces, teść otworzył oryginalnego francuskiego szamapana. To był bardzo udany dzień i zawsze będę miło wspominał Maraton Beskidy a.d. 2012 :-)
Nasze wyniki: 2012-11-10, Maraton Beskidy (Radziechowy koło Żywca), dystans: 42.195 km
| 2. | Robert Celiński | 03:31:35 | |
| 20. | Dariusz Lasek | 03:58:15 |
Ukończyło osób: 172
![]() |
| Jurek i Tomek na starcie w Otwocku |
W niedzielę z Darkiem, Igorem i Jurkiem (dwaj pierwsi w roli kibiców) pojechaliśmy na oldschoolową (numery wiązane na troczkach :-)) imprezę biegową z okazji 96 rocznicy uzyskania przez Otwock praw miejskich. Przetarcie przed Biegiem Niepodległości wyszło przyzwoicie - na trudnej, w większości crossowej trasie Jurek przebiegł 9,7 km ze średnią prędkością poniżej 3:40 a ja niewiele powyżej 3:30/km co dało nam odpowiednio 7 i 4 miejsce w stawce 104 zawodników.
Nasze wyniki: 2012-11-04, II Bieg Otwocki (Otwock), dystans: 9.7 km
| 4. | Tomasz Lipiec | 00:34:25 | |
| 7. | Jerzy Magierski | 00:35:35 |
Ukończyło osób: 104
![]() |
| Asia i Iwona z pucharami za zwycięstwa w kategoriach |
Nasze wyniki: 2012-11-04, VII Radomski Maraton Trzeźwości (Radom), dystans: 42.195 km
| 39. | Jacek Świercz | 03:29:04 | |
| 76. (K-4) | Iwona Świercz | 03:48:03 | |
| 81. (K-5) | Joanna Skultecka | 03:50:23 |
Ukończyło osób: 180
![]() |
| Finiszuję na deptaku nad Sołą, fot. Sklep Biegacza Bielsko-Biała |
![]() |
| Po kontuzji Anulka od razu wskoczyła na pierwsze miejsce :-) |
Anulka była w tym tygodniu na USG przyczepu, lekarz powiedział, że kontuzja ładnie się goi i można nawet spróbować wystartować w zawodach. W niedzielę wybraliśmy się zatem do Węgierskiej Górki na 14. edycję Crossu Beskidzkiego. Przed biegiem przebiegliśmy wspólnie pętlę, którą miała pokonać Anulka. Trasa była o prawie 2 kilometry dłuższa, niż deklarował organizator (6800 m, zamiast 5000 m), do tego nie był to kros, ale już górski bieg anlosaski. Start biegu opóźnił się o ponad pół godziny, na szczęście pogoda dopisała, więc można było trochę poczekać. Pierwsze 3 km przebiegliśmy wspólnie z Anulką, a potem każdy skręcił na swoją pętlę. Anulka pobiegła równo i wygrała bieg z przewagą ponad 5 minut. Powrót po kontuzji i od razu zwycięstwo :-) Ja rozpocząłem na 20. pozycji, a potem dobrze mi się biegło i powoli przesuwałem się do przodu. Moje nogi w końcu zregenerowały się po maratonie, za to tego dnia mocno nabiłem je na zbiegu do mety, kiedy uciekałem przed naciskającym mnie rywalem. Jestem bardzo zadowolony z tych zawodów, to był dla mnie najlepszy bieg anglosaski w tym roku :-)
Nasze wyniki: 2012-11-04, XIV Cross Beskidzki - kobiety (Węgierska Górka), dystans: 6.8 km
| 1. (K-1) | Anna Celińska | 00:30:58 |
Ukończyło osób: 16
Nasze wyniki: 2012-11-04, XIV Cross Beskidzki - mężczyźni (Węgierska Górka), dystans: 18 km
| 11. | Robert Celiński | 01:23:21 |
Ukończyło osób: 103
|
(c) 2006 - 2026 Byledobiec Anin |