|
||||||||||
|
Nasze wyniki: 2013-04-28, Kiev Marathon (Kijów, UKR), dystans: 42.195 km
| 35. | Marcin Soszka | 03:18:06 |
Ukończyło osób: 407
![]() |
| Zbiegamy z Grojca, od lewej Magda, Robert, Dominik, a na przedzie kierownik wycieczki - Anulka ;-) |
![]() |
| Anulka i Magda na podium |
![]() |
| Dziewczyny przywiozły z Żywca po dwa puchary - za zwycięstwa w kategoriach i generalkę; zdjęcie wygląda jak reklama samochodu ;-) |
Anulka i Magda zaliczyły udany występ w pierwszym prawdziwie wiosennym biegu górskim w tym sezonie. Anulka ustanonowiła swój rekord na tej trasie, choć nie wystarczyło to do zwycięstwa, jak w poprzednich dwóch sezonach. Bardzo dobrze pobiegła Magda - na płaskim, asfaltowym odcinku trzymała się na piątym miejscu, by potem wyprzedzić dwie rywalki i spokojnie zajęła trzecie miejsce. Przy okazji, obie nasze zawodniczki wygrały swoje kategorie wiekowe :-)
Panie odegrały w tych zawodach role pierwszoplanowe i pokazały mnie i Dominikowi, jak się biega ;-) Dominik po powrocie po kontyzji robi ciągłe postępy i niedługo znowu będzie mnie naciskał na zawodach.
Nasze wyniki: 2013-04-27, XIII Bieg Na Grojec (Żywiec), dystans: 4.9 km
| 16. (K-2) | Anna Celińska | 00:23:07 | |
| 24. | Robert Celiński | 00:24:24 | |
| 28. (K-3) | Magdalena Białorczyk | 00:25:30 | |
| 35. | Dominik Kobryń | 00:26:39 |
Ukończyło osób: 115
![]() |
| Tomek na finiszu |
![]() |
| Nasza ekipa po pierwszym biegu z tegorocznego cyklu Puchar Maratonu Warszawskiego |
W sobotnie przedpołudnie w Warszawie można było pobiegać w ZOO, w Grand Prix Warszawy na Młocinach, albo w Parku Skaryszewskim w PMW. Pięcioro Byledobieców wybrało bieg na 5 km, a wśród sędziów wystąpił Tomek Pojawa. Aby umożliwić start zawodnikom biegnącym wcześniej w ZOO, start odbywał się w dwóch turach - o 11-ej i o 12-ej. Zważywszy na taki wysyp biegów, frekwencja była bardzo duża, a zawody zorganizowane bardzo dobrze, z całym zapleczem.
W pierwszej dziesiątce uplasowali się Tomek i Marcin, uzyskując bardzo dobre czasy. Biegli, podobnie jak Ania, w pierwszej turze. O 12-ej było ciepło i parno, a wcześniej podobno jeszcze gorzej. Ania i Iwonka zajęły kolejno czwarte i piąte miejsce wśród pań, a ja wybiegałem oczko z małym hakiem. Po moim ostatnim maratonie jestem bardzo zadowolony. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że zaświeciło dla mnie słońce, dosłownie i w przenośni.
Nasze wyniki: 2013-04-27, Puchar Maratonu Warszawskiego - 5 km (Warszawa-Praga), dystans: 5 km
| 9. | Tomasz Lipiec | 00:17:58 | |
| 10. | Marcin Wiącek | 00:18:09 | |
| 52. | Jacek Świercz | 00:21:10 | |
| 114. (K-4) | Anna Pawłowska-Pojawa | 00:22:50 | |
| 145. (K-5) | Iwona Świercz | 00:23:28 |
Ukończyło osób: 485
![]() |
| Adam (pierwszy z lewej) na podium w Okuniewie |
27.04 2013r w Okuniewie odbył sie III Bieg Rycerza Okunia na dystancie ok 10 km. Reprezentował nas tam Adam. Pobiegł bardzo dobrze zajmując trzecie miejsce z czasem 30:35. Startowało 35 zawodników.
Nasze wyniki: 2013-04-27, III Bieg Rycerza Okunia (Okuniew), dystans: 8 km
| 3. | Adam Leśniak | 00:30:35 |
Ukończyło osób: 35
![]() |
| Iwona i Jacek przy mecie Orlen Warsaw Marathon |
W miasteczku maratońskim byliśmy już w czwartek. Prace związane z "wybudowaniem" całego zaplecza trwały w najlepsze i robiły wrażenie. W sobotę odbył się bieg charytatywny na 3,33 km z metą na płycie boiska stadionu narodowego, w niedzielę wystartowali maratończycy, a 10 minut później uczestnicy biegu na 10 km, których było prawie dwa razy więcej. Pogoda była dobra do biegania, chociaż wraz z upływem czasu robiło się coraz cieplej, a na trasie w kierunku Wilanowa aż do nawrotu wiał dość mocny wiatr w twarz. Z mojego występu nie jestem zadowolony. Liczyłem na dużo lepszy wynik, a już od mniej więcej 18 km biegło mi się coraz ciężej. Do tego momentu utrzymywałem równe tempo 4:31/km. Przy moście Świętokrzyskim dopingował nas najpierw Tomek Pojawa, a chyba ok. 15 km Sylwek ze swoją ekipą (dzięki). Wtedy miałem jeszcze nadzieję na dobry dla mnie wynik, ale druga połowa dystansu weryfikowała moje oczekiwania z każdym następnym kilometrem. Ok. 34 km miałem skurcze prawej łydki i uda. W efekcie nie udało mi się złamać nawet 3:30. To był mój 22 maraton i po żadnym tak źle fizycznie się jeszcze nie czułem. Do jako takiej równowagi doszedłem dopiero we wtorek po południu.
Jak widać po wynikach, nasi pozostali reprezentanci pobiegli bardzo dobrze. Iwonka zamierzała biec na 3:45, a prawie mnie dogoniła. Na mecie czuła się świetnie, a ja ledwo żyłem.
Strefa dla zawodników była tak obszerna, że tłoku nie było nigdzie, a prysznice oddalone były od depozytów o jakieś 50 metrów. A 50 metrów dalej, wzdłuż Alei Zielenieckiej był zorganizowany protest pracowników koncernu, którego nie dało się nie usłyszeć. Wuwuzele są naprawdę bardzo głośne.
![]() |
| Ela z Tomkiem i Różą na Stadionie Narodowym |
Dopiero znalazłam chwilkę, żeby napisać kilka słów o moim Orlen Warsaw Maraton, bardzo chciałam aby mój wynik zaczynał się od trójki ale.... Impreza cudowna, można spokojne napisać, że było "na bogato" w przeddzień maratonu razem z Tomkiem i Różą ostro daliśmy czadu w biegu charytatywnym na 3,3 km :-) W niedzielę nie czułam się dobrze, od kilku dni miałam problemy z żołądkiem, mała nas uraczyła "czymś" ze żłobka. Atmosfera tego dnia mimo wszystko mnie poniosła i trzymałam fason do 25 km, biegłam na niezły czas , chociaż byłam bardzo odwodniona, korzystałam praktycznie z każdego wodopoju...aż do wizyty w toi toi, pierwszy raz mi się coś takiego podczas biegu zdarzyło, dobrze, że była po trasie.... . potem tempo spadło, opadłam z sił, bąbel na palcu dokuczał tak, że musiałam się zatrzymać i skorzystać z pomocy medycznej.... do 35 km było bardzo słabo, jakieś drobne skurcze. Po spotkaniu koło domu z Adamem i Różą jakoś ruszyłam ale byle się dowlec do mety...
Poprawiłam swój czas w maratonie o 9 minut, ale niedosyt mam ogromny!!! Przygotowując się w nie najłatwiejszych warunkach, zrobiłam życiówkę na bieżni, 10 km pobiegłam w 45 min. dla mnie to sukces podwójny, bo w siłowni czuję się jak chomik w kółku, a do tego to damska siłownia i panie tam przebywające patrzą na mnie jak na pędzącego kosmitę. Maraton to z pewnością nie mój dystans i na tym biegu miałam zakończyć maratońskie zmagania, aż do wymarzonego pełnego Iron Mana za dwa lata. A tak jesienią znów się zaczaję na moje upragnione trzy godziny z hakiem...
Nasze wyniki: 2013-04-21, ORLEN Warsaw Marathon (Warszawa), dystans: 42.195 km
| 62. | Jerzy Magierski | 02:51:40 | |
| 178. | Paweł Kotlarz | 03:01:21 | |
| 176. | Marcin Wiącek | 03:01:22 | |
| 226. | Michał Najberg | 03:06:19 | |
| 915. | Jacek Świercz | 03:33:55 | |
| 959. (K-36) | Iwona Świercz | 03:34:58 | |
| 2363. (K-136) | Elżbieta Mzyk | 04:10:36 |
Ukończyło osób: 3951
Nasze wyniki: 2013-04-21, Orlen - 10 km (Warszawa), dystans: 10 km
| 864. (K-84) | Anna Pawłowska-Pojawa | 00:45:06 | |
| 4427. | Mariusz Umecki | 00:56:16 | |
| 4438. (K-669) | Iwona Umecka | 00:56:17 |
Ukończyło osób: 7735
![]() |
| Do zwycięstwa trochę zabrakło, ale przynajmniej zrobiłam życiówkę :-) |
![]() |
| Robert finiszuje |
![]() |
| Dekoracja najlepszych półmaratonek; kwiatki wręczał mi Carl Lewis :-) |
W kwietniowy weekend wybraliśmy się do Belgradu, aby Robert mógł powiększyć swoją kolekcję o kolejną stolicę europejską. W dniu biegu pogoda była przepiękna dla turystów, natomiast biegacze nie byli z niej specjalnie zadowoleni.
Już na starcie wiedzieliśmy, że będzie ciężko, szczególnie Robertowi, który miał walczyć przez 3 godziny na rozgrzanym asfalcie. W następnych latach organizatorzy powinni rozważyć przesunięcie startu trochę wcześniej, żeby oszczędzić biegaczom męczarni. Trasa we wschodniej części Belgradu na prawym brzegu Sawy okazała się bardzo pagórkowata, było to szczególnie odczuwalne na trzech ostatnich kilometrach obu biegów. Na szczęście, większość trasy prowadziła w zachodniej części, gdzie było praktycznie zupełnie płasko. Maratończycy robili tam dwa duże kółka, półmaratończycy - jedno mniejsze. Pierwsze 10 km uczestnicy półmaratonu i maratonu biegli razem. Ja mimo trudnych warunków chciałam poprawić rekord życiowy. Po 2 km od startu doszłam grupę prowadzącą i wyszłam na jej prowadzenie. Dołączyła do mnie czająca się wcześniej Serbka Ana Subotić, olimpijka z Londynu. Jej taktyką było zapewne wygranie tego biegu po linii najmniejszego oporu. Siedziała mi zatem na ogonie przez kolejne 16 km, po czym na ostatnich 3 km zerwała tempo i odeszła mi na kilkanaście sekund. Ja mimo wszystko walczyłam o życiówkę i udało mi się ją minimalnie poprawić. Jednym z najmilszych wspomnień z tego półmaratonu będzie zapewne otrzymanie podczas dekoracji bukietu kwiatów od 9-krotnego mistrza olimpijskiego, Carla Lewisa, który był gościem specjalnym tej imprezy.
Robert miał utrudnione zadanie, ponieważ z każdą minutą temperatura powietrza się podnosiła. Pierwszą połówkę przebiegł tempem 4:20/km, natomiast drugą po 5:00/km, ale przynajmniej nie musiał maszerować, jak większość osób, które wyprzedzał na drugiej pętli. Wyniki czołówki mówią same za siebie - dzisiaj nie dało się szybko biegać. Pierwsze cztery miejsca zajęli Kenijczycy, jednak osiągnęli słabe czasy. Warto również wspomnieć o Polsce Dianie Gołek, która w swoim debiucie zajęła trzecie miejsce w maratonie.
Przy okazji zwiedziliśmy Belgrad, posmakowaliśmy tutejszych specjałów i uzupełniliśmy barek o kilka serbskich win ;-)
Nasze wyniki: 2013-04-21, Belgrade Half Marathon (Belgrad, SRB), dystans: 21.0975 km
| 13. (K-2) | Anna Celińska | 01:19:49 |
Ukończyło osób: 2203
Nasze wyniki: 2013-04-21, Belgrade Marathon (Belgrad, SRB), dystans: 42.195 km
| 20. | Robert Celiński | 03:17:54 |
Ukończyło osób: 321
PS. Ana Subotić wygrała półmaraton również w zeszłym roku, ale w tempie dla siebie spacerowym, z czasem 1:24:24. W tym roku nie miała już tak łatwo i jak powiedziała serbskiej prasie: "Cieszę się, że obroniłam tytuł z zeszłego roku. Walczyłam na trasie z Polką Celińską. Nie spodziewałam się takiego oporu, a uciec udało mi się dopiero na moście Brankov". Prasa serbska napisała też, że Anie Subotić udało się odeprzeć brutalne (!) ataki Polki Anny Celińskiej. Ciekawe, bo to Subotic biegła przez większość trasy z tyłu i trącała Anię nogą - taka taktyka wytrącenia przeciwnika z równowagi wyniesiona pewnie z bieżni...
![]() |
| Darek ze swoim kuzynem Bartkiem na murawie stadionu w Cieszynie - dwóch najwyższych uczestników biegu :-) |
![]() |
| Medal z Cieszyna |
![]() |
| Rotunda Świętego Mikołaja uwidoczniona na powyższym medalu i banknocie 20 złotowym |
W niedzielę wraz z moją żoną Madzią i przyjaciółmi pojechałem do Cieszyna na 5 Cieszyński FORTUNA Bieg. Pogoda była znakomita do biegania, bardzo urokliwa trasa, głośny doping, więc udało mi się pobić mój rekord życiowy na 10 km. Na mecie otrzymałem bardzo ciekawy medal, na którym widnieje Rotunda Świętego Mikołaja. To najstarsza świątynia na Śląsku Cieszyńskim - powstała w XI wieku i została zbudowana w stylu romańskim. Warto dodać, że jej wizerunek znajduje się na banknocie 20 złotowym (sprawdzałem widnieje). Ma nieco ponad 6 metrów średnicy i ponad 11 metrów wysokości.
Nasze wyniki: 2013-04-21, 5 Cieszyński FORTUNA Bieg (Cieszyn), dystans: 10 km
| 92. | Dariusz Lasek | 00:41:04 |
Ukończyło osób: 584
"Chciałabym przenieść się do innego klubu biegowego, zatem zwracam się z prośbą o wypisanie mnie z Byledobiec. Dziękuję za wspólnie spędzony czas!"
Asia została wypisana z naszego klubu.
![]() |
| Magda z siostrą świętują na plaży nad kanałem Dunaju |
Pomimo sporego doświadczenia, starty w Maratonach będą dla mnie już chyba zawsze nieprzewidywalne, a ja ciągle będę "goniła króliczka". Maraton w Wiedniu to już historia , gdy sobie przypomnę przebieg wydarzeń zastanawiam się kiedy w spokoju i bez stresu uda mi się pobiec mój wymarzony wynik ;-)
O 7-ej rano spojrzałam przez okno gdzie termometr wskazywał 13 stopni, pomyślałam - łatwo nie będzie, ale co tam przecież potrafię biegać w słońcu. 15 minut przed startem zablokował mi się GARMIN - to niemożliwe, NIE TERAZ - przecież dotychczas nic takiego się nie zdarzało. Jest nowy, testowałam go od stycznia. Siostra Asia wspólnie z naszą przyjaciółką Krysią u której mieszkaliśmy próbowały go zresetować, ja nie byłam w stanie myśleć, ani działać. Dzisiaj nic z tego nie będzie - nie ma tutaj grupy na 3 godziny, nie potrafię sama zacząć i w dodatku bez GARMINA. Dziewczyny krzyknęły: "biegnij głową, na doświadczenie!" - łatwo powiedzieć - skomentowałam pod nosem. Wskoczyłam przez bramki do zapchanego sektora który "wrzał" już rozgrzany przed startem. W ostatnim momencie Asia podała mi odblokowane urządzenie .Uff pomyślał... GARMIN niestety pracował jak chciał, pokazywał mi kosmiczne międzyczasy 4,50-6,15, na szczęście kilometrówki zbierał poprawne. Teraz rozumiem dlaczego Ania biega z dwoma zegarkami ;-)
Na 12-ym kilometrze czekał na mnie szwagier Patryk, który od pół roku przygotowywał się do Maratonu - miał być moim supportem i obiecał, że pojedzie ze mną na rowerze do samego końca. Słońce grzało coraz mocniej, poprosiłam Patryka o wodę, chciałam polać sobie głowę. Chyba pomyślał - skoro Magda biega w "Byledobiec" to "Byle polać" i "Byle czym" - zanim się zorientowałam wylał mi isotonic na twarz. Słodki napój spłynął mi najpierw po okularach ,później po całym ciele. To co wówczas czułam, można sobie wyobrazić MIÓD MALINA, ale co tam, przecież nie pójdę się teraz kąpać, zaraz i tak wszystko będzie się kleiło ;-)
Na 18-ym kilometrze otrzymałam specjalny izotonic (ten już do wypicia) który dodał mi energii, na 22-im kilometrze czekała na mnie siostra z Krysią, też przekazały wspaniały ożywczy napój . Słońce nas nie oszczędzało, pić chciało się potwornie. Po połówce rozglądam się, szukam mojego suportu i... Nie mogłam w to uwierzyć - jak ON mógł mnie zostawić na trasie zabierając ze sobą żele które miałam zjeść w drugiej połówce dystansu? Chciałam go udusić ;-/
Kryzysy przychodziły, odchodziły - kilometry mijały. Udało się zrealizować plan minimum - rozmieniłam 3 godzinki. Chciałam pobiec poniżej 2,57 - to jeszcze nie tym razem :-) Patryka ściągnęła policja :-)
Nasze wyniki: 2013-04-14, Vienna City Marathon (Wiedeń, AUT), dystans: 42.195 km
| 223. (K-12) | Magdalena Białorczyk | 02:59:32 |
Ukończyło osób: 6821
![]() |
| Iwona i Jacek przed startem |
W niedzielę odbył się już czwarty Bieg Raszyński. Pogoda idealna do biegania, chłodno, wiatr momentami był silny, a że biegliśmy trzy pętle z wieloma zakrętami, więc wiało i w plecy, i w twarz. Nawierzchnia była sucha, deszcz nie padał. Nic tylko biegać. Dopiero dzisiaj w roku 2013 biegliśmy nareszcie w krótkich spodenkach i koszulkach. Termicznie idealnie, chociaż wyników brak. Biegło nam się obojgu dobrze, na tyle, na ile nas aktualnie stać (Iwonka zajęła nawet 3. miejsce w kategorii). A maraton już za tydzień ;-)
Nasze wyniki: 2013-04-14, IV Ogólnopolski Bieg Raszyński (Raszyn), dystans: 10 km
| 108. | Jacek Świercz | 00:42:17 | |
| 206. (K-21) | Iwona Świercz | 00:46:24 |
Ukończyło osób: 563
W niedzielę wystartowałem treningowo w Biegu Dzika. Piękna pogoda przyciągnęła do Panewnickich lasów mnóstwo biegaczy, którzy rywalizowali na czterech różnych dystansach. Ja miałem zadany bieg ciągły na 10 km-więc wybrałem 2 pętle (9764 metry). Wśród 62 zawodników, którzy wybrali ten dystans zająłem pierwsze miejsce. Oczywiście większość mocnych biegaczy pobiegła 4 pętle ale i tak jestem bardzo zadowolony z mojego biegu bo wreszcie odbudowywuję formę po kontuzji i zaczynam szybciej biegać :-) Mój czas 40:30.
Nasze wyniki: 2013-04-14, Bieg Dzika (Katowice), dystans: 9.764 km
| 1. | Dominik Kobryń | 00:40:30 |
Ukończyło osób: 62
![]() |
| Anulka znów na najwyższym stopniu podium |
Troje Byledobieców wzięło udział w Wapienickiej Piątce - zawodach na 5 km rozgrywanych na stadionie lekkoatletycznym w bielskiej dzielnicy Wapienica. Obiekt ten gościł ostatnio dwukrotnie lekkoatletycznie Mistrzostwa Polski. Razem z Anulką czasem tu trenujemy, ale pierwszy raz mieliśmy okazję wziąć tu udział w zawodach.
Kwadrans przed startem mocno się rozpadało i biegacze cierpliwie czekali pod zadaszonymi trybunami. Wystartowali z 10 minutowym opóźnieniem na mocno nasiąkniętej nawierzchni. Na bieżni zalegały olbrzymie kałuże, a najbardziej niebiezpiecznie było na krosowym odcinku trasy, szczególnie na błotnistych zakrętach. Zrobiliśmy jedno okrążenie dookoła stadionu, a potem czekało nas 5 blisko kilometrowych pętli, przebiegających częściowo na głownej bieżni, a także na boisku bocznym.
Ja zacząłem chyba za szybko, bo Anulka została kilkanaście metrów za mną. Trochę poniósł mnie tłum wyprzedzających mnie zawodników. Już po pierwszym kilometrze wyprzedziłem 10 zawodników, którzy bardzo osłabli, ale po 2 kilometrach dołączyła do mnie Anulka, bez trudu mnie wyprzedziła i z każdą minutą była coraz dalej. Ostatecznie na mecie rozdzieliło prawie pół minuty. Anulka pobiegła rozsądnie, na miarę oczekiwań i oczywiście pewnie wygrała. Czas może nie jest rewelacyjny, ale według pomiaru GPS trasa miała trochę więcej niż 5 km, a kałuże na bieżni i błoto na pewno nie ułatwiały zadania. Ja nie byłem zadowolony ze startu, ale może to wynik cięższego tygodnia treningowego i dobry prognostyk przed maratonem za tydzień. Stawkę Byledobieców zamknął Darek, który cały czas poprawia wyniki i może niedługo mnie dogoni ;-)
Nasze wyniki: 2013-04-13, Wapienicka Piątka (Bielsko-Biała), dystans: 5 km
| 10. (K-1) | Anna Celińska | 00:18:20 | |
| 13. | Robert Celiński | 00:18:47 | |
| 24. | Dariusz Lasek | 00:20:09 |
Ukończyło osób: 100
![]() |
| Start biegu w Choszczówce |
W sobotę wziąłem udział w ostatniej edycji Rodzinnych Biegów Górskich w Choszczówce. Nie widać tego na zdjęciu, ale trasa w lesie był ekstremalnie trudna: grząska, błotnista z głębokimi kałużami, których nie można ominąć oraz resztkami śniegu. W tych trudnych warunkach udało mi się zająć drugie miejsce ulegając jedynie nieznacznie Piotrowi Łobodzińskiemu.
Ukończyło osób:
W dziale prasowym Fiata zorientowali się, że Anulka nie tylko wymiata w czterech językach i Excelu na swoim stanowisku kontrolera kosztów, ale osiąga też przy tym wielkie sukcesy sportowe. Poniżej link do artykułu, który ukazał się w firmowej gazetce "Fiat wokół nas" (nakład 16 tys. egzemplarzy).
![]() |
| Ania na podium |
Książenice znalazły się w naszym kalendarzu biegowym nieprzypadkiem. Po pierwsze niedaleko - ok. 30 km od Warszawy. Po drugie dystans 10 km w miarę blisko maratonowych startów mógł przynieść ciekawy wynik. Po trzecie - impreza organizowana po raz pierwszy w tym miejscu, więc ciekawość.
O samych Książenicach nie wiedzieliśmy nic, poza tym, że gdzieś w kierunku na Katowice i rzut beretem za Nadarzynem, ale GPS w telefonie poprowadził jak po sznurku. Na samym miejscu już naprawdę trudno by się było zgubić. Duże bannery-witacze i uczynne lokalne służby skierowały bezbłędnie do Biura Zawodów i na parking. Biuro w szkole pełnej życzliwych wolontariuszy, wystarczyło się rozejrzeć, zapytać i odbiór pakietów dokonany dosłownie w minutę.
Ponieważ dojechaliśmy niemal w ostatniej chwili, czasu na rozgrzewkę specjalnie nie było. Szybkie odliczanie i lecimy. Stawka... niespecjalnie mi znana, więc trzeba było cisnąć na wyczucie. Wyczuwałem zatem, czy ten zawodnik przede mną ma szansę mi uciec, a jeśli nie - to doganiałem i patrzyłem na plecy kolejnego. I tak do połowy dystansu (były dwie pętle). W połowie bowiem spojrzałem na stoper i zdziwiłem się widząc 19:45. To nasuwało podejrzenie, że dystans nie jest w pełni wymiarowy, co zresztą potwierdził oficjalny komunikat organizatora po zawodach. Dystans był równy 9,4 km. Na metę wpadłem zadowolony z wyniku i niezajechany, co daje nadzieję, że ten sezon jeszcze ładną życiówkę na dyszce przyniesie. Niedługo po mnie do mety dobiegła Aneczka z podobnymi wrażeniami i z wynikiem, dającym miejsce na pudle (dała się wyprzedzić tylko Ewie Chreścionko).
A potem już tylko wywiady, nagrody, pyszne muffinki i zabawa w biegowym gronie.
Brak pełnego dystansu i brak oznaczeń kilometrów to chyba jedyne zarzuty, jakie można by postawić organizatorom. Trasa była nienudna (trochę kostki, trochę asfaltu, trochę mokrej ziemi), opieka nad zawodnikami fantastyczna, szatnie i natryski czyste, bigos tłuściutki i nie za kwaśny. Pewnie się jeszcze kiedyś wybierzemy.
Nasze wyniki: 2013-04-07, I Bieg Biegam Bo Lubię w Książenicach (Książenice), dystans: 9.4 km
| 17. | Tomasz Pojawa | 00:39:31 | |
| 26. (K-2) | Anna Pawłowska-Pojawa | 00:41:17 |
Ukończyło osób: 167
![]() |
| Na finiszu, fot. Ewa Wojtyna |
Ostatnie metry 6. Poznań Półmaratonu. Próbuję resztkami sił finiszować... Ostatecznie 21 km 097 m przebiegnięte w 1:23:06 co daje nowy rekord życiowy :-) 82 miejsce na 5743 biegaczy. Dziękuję tym którzy mniej lub bardziej we mnie wierzyli :-)
Nasze wyniki: 2013-04-07, 6. Poznań Półmaraton (Poznań), dystans: 21.0975 km
| 82. | Marcin Jagiellicz | 01:23:06 |
Ukończyło osób: 5743
![]() |
| Taka nawierzchnia na całej trasie nie sprzyjała uzyskiwaniu dobrych wyników, fot. Tomasz Chwastek |
![]() |
| Dominik walczy, fot. Tomasz Chwastek |
![]() |
| Anulka druga za Dominiką - zachowana kolejność z poprzedniej edycji tych zawodów |
W niedzielę odbył się II niby-Wiosenny Bieg Myślenicki. Trasa była jeszcze bardziej zimowa, niż w zeszłym roku, przez cały czas towarzyszył nam śnieg. Tym razem udało nam się wybiec na szczyt Góry Chełm (w zeszłym roku trasa została nieco skrócona z powodu... zalegającego śniegu).
Mimo zmęczenia po wczorajszym Biegu na Kozią Górę, postanowiliśmy pojechać również do Myślenic. Anulka zrewanżowała mi się za wczorajszą korespondencyjną porażkę i odeszła mi już na trzecim kilometrze. Od tego czasu na otwartej przestrzeni ze sporej odległości mogłem oglądałem pojedynek Dominiki Wiśniewskiej-Ulfik i zbliżającej się do niej powoli Anulki (Dominika już na pierwszych 3 kilometrach wyrobiła sobie bardzo dużą przewagę). Różnica topniała, ale na metę Anulka dobiegła 13 sekund za Dominiką. I tak podziwiam żonę za świetny bieg. Ja też jestem zadowolony z biegu. Stawkę Byledobieców zamknął Dominik, który chyba w końcu wyleczy trapiące go przez zimę kontuzje i wraca do formy z zeszłego roku.
Nasze wyniki: 2013-04-07, II Wiosenny Bieg Myślenicki (Myślenice), dystans: 8.5 km
| 13. (K-2) | Anna Celińska | 00:41:02 | |
| 16. | Robert Celiński | 00:41:43 | |
| 41. | Dominik Kobryń | 00:48:03 |
Ukończyło osób: 112
![]() |
| Gdzie ta meta?, fot. Jerzy Lis |
![]() |
| Anulka pewnie wygrywa, fot. Tadeusz Świerczek |
![]() |
| Anulka z wielkim pucharem z etykietką PUCHAR POLSKI (brzmi bardzo poważnie ;-)) |
W sobotę po długiej przerwie w Bielsku-Białej odbył się Bieg na Kozią Górę. Okazało się, że ta impreza ma bardzo długą tradycję. Jak napisał na stronie maratonypolskie.pl Andrzej Puchacz, pełnomocnik PZLA ds. biegów górskich: "W roku 1995 znany lokalny polityk i animator sportu Andrzej Georg postanowił zorganizować cykl biegów górskich pod nazwą "Zdobyć Mount Everest". Było to 6-7 biegów rocznie na różne szczyty Beskidu Śląskiego i Żywieckiego.". Do cyklu zaliczał się właśnie Bieg na Kozią Górę, rozgrywany do 2002. Po 11 latach biegacze mogli znowu rywalizować w tych zawodach. Bieg otworzył tegoroczną edycję Pucharu Polski w Biegach Górskich, do którego należą również Bieg na Stożek, Bieg na Pilsko i Bieg na Halę Miziową.
My z Anulką nie mogliśmy sobie odmówić startu w tym biegu. Mieszkamy blisko, a z parkingu przy bielskich Błoniach wybiegamy na wiele treningów górskich. Kozią Górę znamy bardzo dobrze. Nie jest wysoka, ale szybkie przebiegnięcie trasy 2,5 km z przewyższeniem 250 m naprawdę potrafi dać w kość. Do naszej dwójki dołączył Darek, który mieszka w Kozach, więc start na Kozią Górę pasował mu nawet z samej nazwy (tutaj mała uwaga: góra nad Kozami to Hrobacza Łąka, a Kozia Góra nie jest widoczna z Kóz).
Start został podzielony na 3 grupy: mężczyźni do 40 lat, mężczyźni "starsi" oraz kobiety. W każdej grupie mieliśmy swojego reprezentanta. Najpierw wystartowałem ja. Ostatnio trochę się zapuściłem, ustanowiłem 8-letni rekord wagi (69 kg), więc nie spodziewałem się po tym biegu zbyt wiele. Po wolnym początku złapałem dobry rytm, wyprzedziłem chyba 20 zawodników i niczym mały czołg wjeżdżałem na dwóch gąsienicach po ośnieżonej drodze na Kozią Górę (sorry, wieczorem wpadłem w poetycki nastrój ;-)). Jestem zadowolony z biegu. 10 minut po mnie wystartował Darek. Niesiony dopingiem swoich niesamowitych kibiców wbiegł na metę w bardzo dobrym czasie i zapunktował dla nas w Lidze Biegów Górskich. 10 minut po Darku wybiegła Anulka, która zaczęła dość spokojnie i dopiero w połowie dystansu odeszła drugiej biegaczce, którą na mecie wyprzedziła prawie o minutę. To już trzeci sezon z rzędu, rozpoczęty przez Anulkę od zwycięstwa (wcześniej dwukrotnie triumfowała w owarciu ligi na Klimczok).
Na Koziej Górze czekał na nas tata Ani, który wbiegł wsześniej na szczyt poza konkursem. W schronisku Stefanka można było się ogrzać i napić ciepłej herbaty (bez ograniczeń). Dekoracja odbyła się na dole na terenie kempingu Ondraszek. Muszę przyznać, że zawody zostały sprawnie zorganizowane i było na nich wszystko, czego wymagam od biegu górskiego. Mam nadzieję, że kolejne biegi z cyklu Pucharu Polski będą równie udane ;-)
Nasze wyniki: 2013-04-06, Bieg na Kozią Górę (Bielsko-Biała), dystans: 2.5 km
| 15. | Robert Celiński | 00:15:14 | |
| 17. (K-1) | Anna Celińska | 00:15:22 | |
| 47. | Dariusz Lasek | 00:16:41 |
Ukończyło osób: 112
Żeby ostatecznie rozliczyć się z dotychczasową, bardzo udaną skąd inąnd, częścią tego sezonu, w pierwszą kwietniową sobotę wybrałam się na Test Coopera na Stadionie Narodowym. Test organizowała Fundacja Maratonu Warszawskiego.
To była nie lada gratka. Pobiec po płycie Stadionu Narodowego. Po tej sztucznej murawie! Udało mi się zapisać na krótką listę szczęśliwców (bo wystartowało w sumie niespełna 200 osób, zapisanych było ok. 300). Blonia stadionu pokryte śniegiem. Wszędzie to białe paskudztwo. Szło się trudno, a co dopiero biegać. Na płycie Stadionu leżała murawa - sprawiała wrażenie zielonego dywanika rzuconego na betonową płytę. Takiego mechatego dywanika.
Poza tym było bardzo profesjonalnie â?? elektroniczny zegar pod kopułą dachu, dyrektor Tronina z nagłośnieniem takim, że w Parku Skaryszewskim było go słychać, starter (i stoper zarazem) z pistoletem. GPS niby działał, ale na kątach prostych i pod dachem już po drugiej pętli przestał pokazywać prawdę. Biegałam zatem tempem nieokreślonym, nie bardzo się miałam do kogo przypiąć, uważałam tylko, żeby się za bardzo nie zakwasić w pierwszej połowie i wiedziałam, że nie biegnę tak szybko, jakbym chciała. Ale mięciutka trawka nie dawała odbicia, a kąty proste to nie wiraże i jednak lekko zatrzymywały. Nie było mi specjalnie komfortowo, ale w drugiej połowie dystansu wyprzedzałam tych którzy byli w zasięgu. Po 12 minutach zatrzymałam się przy słupku oznaczającym, że przebiegłam 2845 m. W kategorii kobiet był to zdecydowanie najlepszy wynik tej edycji testu.
Nasze wyniki: 2013-04-06, Test Coopera na Stadionie Narodowym (Warszawa-Praga), dystans: 2.845 km
| 55. (K-1) | Anna Pawłowska-Pojawa | 00:12:00 |
Ukończyło osób: 183
![]() |
| Iwona |
![]() |
| ...i Jacek. Lewa ręka na temblaku, ale prawa trzyma medal za ukończenie biegu ;-) |
W sobotę wybraliśmy się do Kampinoskiego Parku Narodowego na tajemniczo brzmiący Bieg Łosia. Jakiś czas temu myślałem, że na początku kwietnia będzie można się pościgać w lesie na miękkiej nawierzchni, ale od Półmaratonu Warszawskiego warunki biegowe zmieniły się na jeszcze gorsze. W lesie leży tak ze 30 cm śniegu, a na trasie biegu była wydeptana ścieżynka oraz miejscami szerokie drogi parku, oczywiście wszystko pokryte śniegiem. Na drodze można było biec po śladach ubitych przez samochody. Ale to nic. Gorsza przypadłość przywlokła się do mnie w nocy ze środy na czwartek. Nie wiem, w jaki sposób, ale dopadło mnie zapalenie lewego łokcia, który mi najpierw spuchł jak bania, strasznie bolał i ograniczał ruchy. Po wizycie w piątek u ortopedy dostałem antybiotyk i miałem jak najmniej poruszać chorym ramieniem. Mimo to zdecydowałem się pobiec z ręką na temblaku i nieco wolniej, żeby mi się nic nie stało. W końcu zawody były z drugiej strony Warszawy, a ja byłem tego dnia kierowcą ;-) Miałem biec tuż za Iwonką, ale mi na początku uciekła. Dopiero w wynikach zobaczyłem, że zajęliśmy dwa kolejne miejsca, a moja strata wyniosła tylko 21 sekund. Szczęśliwie ukończyłem zawody bez żadnych niemiłych przygód, a na medalu na osłodę jest wizerunek łosia.
Nasze wyniki: 2013-04-06, Bieg Łosia (Dziekanów Leśny), dystans: 17.5 km
| 88. (K-6) | Iwona Świercz | 01:40:16 | |
| 89. | Jacek Świercz | 01:40:37 |
Ukończyło osób: 217
Nasze wyniki: 2013-04-06, Festiwal Biegowy Rzeszów - Biegaj z Nowym Światem (Rzeszów), dystans: 3.5 km
| 3. | Tomasz Lipiec | 00:12:46 |
Ukończyło osób: 143
W pierwszym kwartale najlepszy średni współczynnik miejsca (miejsce podzielone przez liczbę startujących) uzyskał Alex, który wystartował raz, a dobrze w Półmaratonie Warszawskim. Jego współczynnik, to 0,8%. Na drugim miejscu znalazł...a się Anulka, która uzyskała współczynnik 1,4%, a na trzecim miejscu byłem ja z dwoma procentami. Miejsce na podium w pierwszym kwartale zawdzięczam bardzo rozważnym startom - wybrałem tylko dwie wielkie imprezy masowe (Tokyo Marathon i Półmaraton Warszawski), gdzie przy ogromnej liczbie amatorów łatwo jest uzyskać dobry współczynnik. W najbliższy weekend stracę na pewno dobre miejsce, bo szykują się dwa biegi górskie, w których może załapię w pierwszych 20% ;-)
Jeżeli chodzi o starty i pokonane kilometry, to absolutnymi liderami były małżeństwa Pojawów i Świerczów. Wygrała Ania, która w 12 startach zgromadziła 180 kilometrów. Tak trzymać :-)
![]() |
| Nasza najlepsza zawodniczka w Akcji |
![]() |
| Ania, Jurek, Anulka, Tomek - wszyscy zrobili w niedzielę życiówki |
W niedzielę odbył się 8. Półmaraton Warszawski, zwany przez niektórych Pierwszym Zimowym Półmaratonem Warszawskim. Mimo kalendarzowej wiosny, w Polsce temperatury schodzą w nocy poniżej -10 stopni, a w ciągu dnia nie jest dużo cieplej. W ostatnich ośmiu latach w tym okresie nigdy nie było tak niskich temperatur. Zima zwykle zaskakuje drogowców, tym razem zaskoczyła organizatorów i biegaczy. Mimo wszystko, ze zgłoszonym do półmaratonu przeszło 13 tysięcy zawodników, ponad 10 tysięcy odebrało numery startowe i padł absolutny rekord frekwencji - 10074 biegaczy! :-)
W tym olbrzymim tłumie znalazło się wielu reprezentantów naszego klubu. Garstce z nich udało się zebrać pod sceną po półmaratonie, ale większość szybko uciekała do domu, żeby się ogrzać. Rozmawiałem tylko z kilkoma Byledobiecami i ciężko jest mi napisać obiektywnie, jakie mieliśmy wrażenia po tym starcie. Napiszę więc parę słów od siebie ;-)
Nastawiłem się na wynik 1:22 i od początku trzymałem takie tempo, pozwalając się powoli oddalać balonikom z czasem 1:20. Trasa biegu bardzo mi się podobała, przypomniałem sobie znajome miejsca w rodzinnej Warszawie, którą od 3 lat oglądam już znacznie rzadziej. Fajnie było przebiegać przy Kościele Świętego Aleksandra, w którym byłem chrzczony i obok parku do którego codziennie zabierała mnie babcia. Mimo mrozu, pogoda była dla mnie bardzo przyjemna - wysokie ciśnienie, słoneczko i niezbyt silny wiatr, który często w Warszawie bardzo dawał się we znaki. Miałem dużą przyjemność z biegu, żadnych kryzysów, a po mocniejszym finiszu udało mi się zrealizować cel wynikowy. Na mecie miałem trochę problemów z oddychaniem, ale tak to niestety bywa, jak się łapczywie łyka takie mroźne powietrze. Wynik jest daleki od mojego rekordu życiowego, ale i tak jestem zadowolony, że udało mi się na koniec marca wypracować taką formę.
Wielu członków Byledobiec Anin pobiło w tych warunkach rekordy życiowe. Wielkie gratulacje, bo w "normalnej" temperaturze Wasze wyniki byłyby jeszcze znacznie lepsze. Największe słowa uznania po tym biegu należą się zawodnikom, którzy w tym biegu odnieśli wymierne sukcesy:
Wszyscy troje przy okazji poprawili swoje rekordy życiowe w półmaratonie.
Sukcesem jest też 5. miejsce naszego klubu w klasyfikacji drużynowej (na 112. drużyn), ale do tej beczki miodu muszę niestety dodać łyżkę dziegciu :-/ Gdyby do drużynówki zaliczyć wynik Jurka, to mielibyśmy trzecie miejsce. Jurek nie miał nadanego numeru startowego i nie zgłosiłem go do drużyny (o zgłoszeniu pisałem Wam na stronie i na forum). Myślałem, że zrezygnował ze startu, a okazało się, że nie było go na liście zawodników z powodu błędu organizatora, który nie zarejestrował dokonanej w listopadzie wpłaty. Jurek wyjaśnił sprawę w sobotę w biurze zawodów, dostał rezerwowy numer startowy, ale na dołączenie do drużynówki było już niestety za późno. Ostatecznie, do sumy wyników zaliczono mój czas - o ponad półtorej minuty gorszy od wyniku naszego świetnego weterana. Ta różnica pozwoliłaby nam na przesunięcie się o dwie pozycje w drużynówce i podium. Cóż, czasem tak bywa ;-(
Mimo wszystko, było tak zimno, że niewielu osobom chciało się czekać na zakończenie i nie było specjalnego fetowania zwycięzców. Miejmy nadzieję, że za rok staniemy na podium przy pięknej pogodzie i będziemy mieli przy tym znacznie więcej zabawy ;-)
Nasze wyniki: 2013-03-24, VIII Półmaraton Warszawski (Warszawa), dystans: 21.0975 km
| 83. | Aleksander Celiński | 01:17:45 | |
| 100. | Marcin Soszka | 01:19:08 | |
| 120. (K-19) | Anna Celińska | 01:19:52 | |
| 134. | Jerzy Magierski | 01:20:32 | |
| 168. | Robert Celiński | 01:22:13 | |
| 215. | Marcin Wiącek | 01:23:28 | |
| 275. | Michał Najberg | 01:24:38 | |
| 741. | Jacek Świercz | 01:32:21 | |
| 854. | Michał Domański | 01:33:08 | |
| 983. | Piotr Wielogórka | 01:34:22 | |
| 996. | Wojciech Wanat | 01:35:20 | |
| 1101. | Tomasz Pojawa | 01:35:33 | |
| 1155. (K-59) | Anna Pawłowska-Pojawa | 01:36:07 | |
| 2829. (K-178) | Elżbieta Mzyk | 01:45:47 | |
| 4438. (K-332) | Joanna Skultecka | 01:53:57 | |
| 8073. | Mariusz Umecki | 02:07:08 | |
| 8073. (K-1101) | Iwona Umecka | 02:07:08 | |
| 9040. | Andrzej Fabiański | 02:17:00 | |
| 9222. | Łukasz Fabiański | 02:19:28 |
Ukończyło osób: 10074
![]() |
| Magda finiszuje na Błoniach |
Po przebiegnięciu połówki w Żywcu byłam przekonana, że bicie życiówki na płaskim półmaratonie w Krakowie to tylko formalność. Nela była jednak innego zdania, odradzała całkowicie startu, tym bardziej, że w perspektywie za 3 tygodnie mam "Atak na Wiedeń". Po krótkiej wymianie sms-owej zgodziła się jednak . Postawiła jednak warunki ;-)
Kraków przywitał biegaczy mrozem -9 stopni. Kiedy startowaliśmy było w granicach -3, bardzo nie lubię startować w takim chłodzie :-/
Zgodnie z zaleceniami Neli skoncentrowałam się na równym kroku oraz rytmie biegu. Praktycznie ponad połowę dystansu biegłam równym tempem za włoską parą, na 15-tym kilometrze przyspieszyli. Z jednej strony chciałam pokonać Włoszkę, z drugiej kontrolowałam bieg aby nie przesadzić z tempem (trudno się biega z takimi myślami).
Ich zryw okazał się krótkotrwały, najpierw wyprzedziłam, jak się okazało koleżankę z kategorii wiekowej, później jej partnera. Wynik uważam za dobry. Ani i Robertowi gratuluję wyników z W-wy :-)
Nasze wyniki: 2013-03-24, Krakowski Półmaraton Marzanny (Kraków), dystans: 21.0975 km
| 87. (K-7) | Magdalena Białorczyk | 01:26:02 |
Ukończyło osób: 1700
![]() |
| Darek na mecie w Łodzi, fot. biegampolodzi.pl |
Darek zajął drugie miejsce w kategorii wiekowej M4 w Grand Prix Łodzi. Kategoria obejmuje zawodników powyżej 60 roku życia, a Darek, jako najstarszy zawodnik w zawodach, wyprzedził wielu znacznie młodszych od siebie rywali. W wyższych kategoriach wiekowych każdy rok ma duże znacznie w możliwościach organizmu, ale Darka najwyraźniej to nie dotyczy ;-)
Nasze wyniki: 2013-03-24, Grand Prix Łodzi - nordic walking (Łódź), dystans: 5 km
| 18. | Dariusz Lipiec | 00:37:47 |
Ukończyło osób: 65
![]() |
| Magda na mecie zeszłorocznego Biegu Fiata |
Miło mi poinformować, że mamy w klubie nową koleżankę, bardzo sympatyczną i w dodatku osiągającą świetne wyniki sportowe. Anulce udało się namówić naszą koleżankę Magdę, żeby przystąpiła do Byledobiec. Magda mieszka w przylegających do Bielska Wilkowicach, na zboczach Magurki Wilkowickiej. Znamy się od kilku lat. Ja dobrze zapamiętałem zwycięstwo Magdy w Biegu na Pilsko 2009, kiedy przez większą część trasy biegliśmy razem. Potem razem z Anulką i Magdą trenowaliśmy dzielnie na zajęciach prowadzonych przez Anielę Nikiel - zimą w hali, latem na stadionie w Porąbce.
Magda osiągała znakomite wyniki na bieżni już w czasach juniorskich - długodystansowcom najwięcej powie pewnie czas 35:05 na 10000 m. Potem miała dłuższą przerwę, ale w 2005 roku na przekór rodzinnym i służbowym obowiązkom zaczęła znowu biegać i szybko doszło do świetnej formy. Czołowe miejsca w zawodach, wyniki dobrze poniżej 40 minut na dychę i maraton poniżej 3 godzin, to chyba najlepsza rekomendacja :-)
Magda wzmocni nas w biegach ulicznych, przełajowych i górskich na południu, czasem wyjeżdża też na większe imprezy w kraju (np. Maraton Warszawski 2 lata temu) i maratony zagraniczne. Pełny profil Magdy i historię wyników możecie zobaczyć pod poniższym linkiem.
![]() |
| W sobotę Breakfast Run, w niedzielę FAST RUN! ;-) |
Czy można płakać i śmiać się jednocześnie? Szczerzyć zęby w uśmiechu i czuć jak łzy płyną po policzkach, a z gardła wydobywa się coś na kształt szlochu? Coś Wam to przypomina? Regularna histeria. W taki stan właśnie wpadłam dzisiaj na mecie Maratonu w Barcelonie, tuż po tym, jak najpierw wyłączyłam zegarek, a potem zaraz go ucałowałam (bo medale dawali za daleko ;-))
3:27:41 - Wygląda absolutnie fantastycznie, prawda? Mnie się też podoba.
Chwilowo jako maratonka czuję się absolutnie spełniona. Cztery lata kolejnych prób i błędów, podejść, głównie mniej udanych, i wreszcie jest - moja wisienka na biegowym torcie. Życiówka z innego wymiaru. I świadomość, że jeszcze może być lepiej (trenerze, co Ty na to?), że to nie jest moje ostatnie słowo.
Bo wiecie, jedno spełnione marzenie, rodzi kolejne marzenia. A marzenia są od tego żeby je spełniać. Gdyby mi pięć lat temu ktoś powiedział, że złamię te 3:30 w tym samym miejscu, gdzie padły i 4 godziny - to może bym tak długo nie czekała? Jakąś następną granicę też chyba tu przyjadę przełamywać. W stosownym czasie, dodajmy, bo wiele moich prób (i błędów) z podejściem do 3:30 wynikało właśnie z tego, że czas nie był po temu jeszcze, że najpierw trzeba skończyć zerówkę, zanim się pójdzie do szkoły ;-)
Za to dzisiaj na mecie i ten śmiech, i te łzy były z gruntu i do szpiku prawdziwe. I ten Palacio Nacional na wzgórzu, te fontanny, najpiękniejszy widok na świecie. Te quiero, Barcelona nuciłam sobie przez ten śmiech i łzy, zasuwając po depozyt.
Wcześniej, w drodze na start, nuciłam sobie różne inne piosenki, których słowa pamiętałam - jak śpiewam, to potem mi się lepiej biega. Przelecieliśmy przez repertuar Presleya, Santorki, dotarliśmy do Jacka Wójcickiego, jak wydarłam "Oj, Halino, oj jedyna, dziewczyno moja", to jakaś anglosaska z urody dziewczyna dostała napadu śmiechu. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego. Powinna mi współczuć, gdyż fałszowałam tak potwornie, że sama to słyszałam. Ale rozgrzewka się udała.
Start nie miał w sobie nic z magii. Było zimno, deszcz padał z minuty na minutę coraz bardziej rzęsisty, fontanny wobec tego nie robiły aż takiego wrażenia, a "Barcelona" (Freddie Mercury & Montserrat Caballé) w tłumie na starcie była słabo słyszalna i na pewno nie wywoływała ciarek na plecach. Start był więc taki sobie, pogoda - również, zaciągnęło się chmurami i popadywało od czasu do czasu, a ja oczywiście w stroju reprezentacyjnym w postaci topu do pępka i krótkich szorcików. Dobrze, że opaski na łydki miałam. Różowe. Coś się nie wystylizowałam za dobrze, ale dzięki koszulce reprezentacyjnej byłam mocno dopingowana, a i zdarzyło się na trasie porozmawiać, i to nie tylko z rodakami.
Ruszyłam mocno, aż musiałam się chwilę mitygować, żeby jednak biec wolniej niż piętnastkę tydzień temu w Dąbrowie. Na szczęście trasa tutaj nie jest specjalnie łatwa, na pierwszych siedmiu kilometrach jest trochę podbiegów, więc tempo automatycznie się wyrównało. W okolicach ósmego kilometra spotkałam Waldka ze Słupska, który też biegł na 3:30, a że biegł równo (i za szybko na 3:30) - to się podczepiłam i tak starałam się mieć go w zasięgu wzroku, mniej więcej do 18 kilometra. Od 18 do 22 kilometra była długa agrafka, ale wyjątkowo urokliwa i fajnie zorganizowana, a zespół grający Dire Straits gdzieś przy 22. kilometrze dodawał skrzydeł (uwielbiam Dire Straits).
Po połówce... Nie, tym razem nie zaczęły się schody. Może tylko w tym sensie, że okazało się, iż na zegarku z GPS-em nie do końca mogę polegać, bo na 25. kilometrze dodawał już ponad pół kilometra, a potem było coraz gorzej i ostatecznie pokazał jakieś półtora kilometra więcej. Przestałam wobec tego zwracać uwagę na wskazania GPS-a, kontrolowałam tylko czas. 25 kilometr, 30 - widziałam, że mam zapas w stosunku do 3:30, zrodziła się nawet w mojej głowie myśl, że może by tak...
Tymczasem w okolicach 34. kilometra zaczęło mi się biec nieco wolniej, czułam, ze w łydkach czają się skurcze, ale nie przestawałam biec. Zwolniłam tylko nieco na punkcie na 35. kilometrze. Wiedziałam jedno - trzy godziny powinnam biec bez problemu, po 3 godzinach będę dalej niż w Wiedniu - kilometr dalej, i te 3:30 wydrę. Ale z drugiej strony, biorąc pod uwagę wypracowany zapasik (który właśnie zaczynał topnieć), te 3:30 jakoś mniej cieszyło. Ciągnęłam do 37. km, potem do 38., o dziwo dalej mogłam biec, pewnie nieco wolniej, ale jednak nadal to częściej ja wyprzedzałam niż mnie wyprzedzano. Przy 40. km jeszcze skorzystałam z punktu odżywczego, pozwoliłam sobie na mały spacerek, a potem ruszyłam dalej, bo w końcu co to jest - dwa kilometry.
A, no, zapomniałam ;-) Zwłaszcza że większość tych kilometrów wiodła... pod górkę. Łagodnie, ale jednak. Na 500 metrów przed metą miałam dosyć wszystkiego, ale 50 metrów marszu wystarczyło, żeby się zebrać na końcówkę. Znowu ruszyłam przed siebie.
Nie wiem, jak bardzo się wykrzywiałam na ostatnich 200 metrach. Na pewno potwornie. Ale wiedziałam, że ją już mam. Nową życiówkę. Zaklęta granica w końcu została odczarowana. I to jak bardzo w moim stylu - nie o pół minuty, nie o sekundy, a od razu o blisko dwie i pół minuty. I o 8 minut i 10 sekund lepiej niż w Wiedniu.
A na mecie... No, wiecie już. Pełna histeria. I pełne szczęście. Dopełnione, bo małżonek tym razem też dobiegł z życiówką i z fasonem złamał 4 godziny. Z dużym fasonem, bo od razu nabiegał 3:46:17. To się teraz pościgamy ;-)
Nasze wyniki: 2013-03-17, Marato de Barcelona (Barcelona, ESP), dystans: 42.195 km
| 3210. (K-97) | Anna Pawłowska-Pojawa | 03:27:41 | |
| 6442. | Tomasz Pojawa | 03:46:17 |
Ukończyło osób: 14856
![]() |
| Magda i Darek chwilę po starcie |
![]() |
| Magda finiszuje na rynku w Żywcu |
Nasze wyniki: 2013-03-17, XIV Półmaraton Żywiecki (Żywiec), dystans: 21.0975 km
| 86. (K-6) | Magdalena Białorczyk | 01:26:24 | |
| 192. | Dariusz Lasek | 01:33:18 |
Ukończyło osób: 1176
![]() |
| Tomek z każdym startem w Choszczówce zbliża się do zwycięzcy - tym razem zabrakło tylko 3 sekund |
Nasze wyniki: 2013-03-16, Rodzinne Biegi Górskie - etap IV (Choszczówka), dystans: 10 km
| 2. | Tomasz Lipiec | 00:39:22 |
Ukończyło osób: 56
Nasze wyniki: 2013-03-16, Grand Prix Warszawy (Warszawa-Kabaty), dystans: 10 km
| 25. | Jerzy Magierski | 00:40:36 | |
| 75. | Jacek Świercz | 00:44:52 |
Ukończyło osób: 313
![]() |
Dzisiaj opublikowano listę biegaczy, którzy ukończyli wszystkie sześć World Marathon Majors. Jest to cykl największych maratonów na świecie, który można nazwać "pucharem świata w maratonie". Organizacja powstała w 2006 roku i do 2012 roku zrzeszała pięć maratonów: Boston, Londyn, Berlin, Chicago i Nowy Jork. Od 2013 roku do cyklu zalicza się jeszcze Tokio. W zeszłym roku udało mi się skompletować pięć majorów, a w tym roku do kolekcji dołożyłem jeszcze Tokio i zostałem jednym z pierwszych członków klubu Six Star Finishers.
To kolejny maratoński klub, którego jestem członkiem. Od 2008 roku należę do Seven Continents Club, zrzeszającego maratończyków, którzy przebiegli maratony na wszystkich siedmiu kontynentach. W kolejnych latach planuję wstąpienie do 100 Marathon Club i 45 European Capital Club (ten ostatni jeszcze nie istnieje, więc sam go założę ;-)).
![]() |
| Tomek na zimowej trasie w Falenicy, fot. maratonczyk.pl |
![]() |
| Tomek (zwycięzca M40) i Jacek na mecie |
![]() |
| Iwona (zwyciężczyni K40) na finiszu |
![]() |
| Jurek (zwycięzca M55) i Jacek z pucharem dla Byledobiec Anin za drugie miejsce w klasyfikacji drużynowej |
Na starcie finałowej rundy w Falenicy stawiło nas się czworo. Jeszcze we środę warunki do biegania były wiosenno-letnie (przez cały dzień świeciło słońce i było ok 10oC). A w piątek przy lekkim mrozie przez cały dzień padał śnieg. Tak więc w sobotę pogoda idealnie dostosowała się do nazwy imprezy. Biegaliśmy po ubitym śniegu, i miejscami po śniegu zmieszanym z piachem. W kilku miejscach trzeba było uważać na ukryty pod śniegiem lód. Warunki zatem iście zimowe. Na drugim miejscu zawody ukończył Tomek i w kategorii generalnej całego cyklu zajął 4 miejsce (1 miejsce w kategorii M40), Zygmunt przybiegł jako trzeci w swojej kategorii wiekowej, a Iwonka w swoim szóstym starcie tegorocznej edycji wybiegała najlepszy czas. Mnie biegło się ciężko, ale jestem zadowolony z miejsca i z czasu (mój drugi najlepszy wynik w tej edycji). Jurek tym razem nie wystartował, ale za to jak dopingował :-)
A potem była dekoracja: trzy pierwsze miejsca w kategoriach - K40-Iwona Świercz, M40-Tomek Lipiec i M55-Jerzy Magierski i jedno drugie K35-Anna Pawłowska-Pojawa. W klasyfikacji zespołowej Byledobiec Anin uplasował się na drugim miejscu za JacekBiega by Powergym, a przed KB-Rebus.pl.
Nasze wyniki: 2013-03-09, Zimowe Biegi Górskie - bieg 6 (Warszawa-Falenica), dystans: 10 km
| 2. | Tomasz Lipiec | 00:38:37 | |
| 35. | Jacek Świercz | 00:45:11 | |
| 124. (K-11) | Iwona Świercz | 00:53:22 |
Ukończyło osób: 214
![]() |
| Marcin na starcie biegu po schodach |
W ostatnią sobotę w Warszawie odbyła się trzecia edycja Biegu na Szczyt Rondo 1 (druga w ramach cyklu Pucharu Świata i również druga z moim udziałem).
Trasa biegu to tylko 440 metrów, ale różnica poziomów 37 pięter (836 stopni - 142 metry) i bardzo suche powietrze na klatce schodowej sprawiają, że to ogromne wyzwanie dla organizmu.
Moim celem było poprawienie czasu z ubiegłego roku (4 min i 43 sek). Wtedy sił do biegania starczyło na 17 pięter - w tym miałem dość już po 11.., a po kilku następnych ostatecznie odcięło mi zasilanie. W rezultacie wyszło (5 min i 47 sek) - ponad minutę gorzej niż w poprzedniej edycji.
Bieg zgromadził 472 zawodników. Kwalifikacje z czasem 3 min i 34 sek wygrał - Bartosz Świątkowski, który był również najlepszy w biegu finałowym (3 min i 42 sek).
Nasze wyniki: 2013-03-09, Bieg na szczyt Rondo 1 (Warszawa), dystans: 0.44 km
| 105. | Marcin Soszka | 00:05:47 |
Ukończyło osób: 472
![]() |
| Małżeństwo w końcu zgodnie wpada na metę |
Chyba zwariowaliśmy :-) W piątek wieczorem mimo szalejącej śnieżycy pojechaliśmy na... II Zimowy Bieg Dębowy, czyli w kujawsko-pomorskie. Tylko po to, żeby pobiec sobie na 15 km. I to bez ścigania, bo ścigania na tydzień przed maratonem zabronił nasz dyr. ds. szkolenia. Ale Wasylowi się nie odmawia :-) Tym bardziej, że razem z nami do Biskupina (tam nocowaliśmy) jechały gwiazdy biegu - Janek Marchewka oraz Krzysztof Kosedowski. Nie mogliśmy zawieść, trzeba było wszystkich dowieźć :-)
W sobotę o 11 wystartowaliśmy do niespiesznego biegu. Mimo chłodu, wiatr wiał w plecy, a trasa była jakoś dziwnie z górki, w związku z czym z każdym krokiem biegliśmy szybciej, próbując jednak zachować umiar. Tomek przy okazji kłaniał się i czapkował napotkanym kibickom, ja od czasu do czasu komentowałam jakieś kwestie mijanych biegaczy. Na półmetku zameldowaliśmy się poniżej 35 minut. Po nawrocie jednak dostaliśmy wiatr w twarz, więc zachowawczo zwolniliśmy. Do czasu. Na 5 km przed metą znowu zaczęliśmy wyprzedzać i tak właściwie już zostało, mimo wiatru i licznych, choć łagodnych podbiegów. Z 201 i 202 miejsca na półmetku przesunęliśmy się o jakieś 30 miejsc w górę. A na metę wbiegaliśmy za ręce - pierwszy raz w historii naszych biegowych pojedynków małżeńskich. Chociaż formalnie jednak wygrał Tomek, o całe 2 sekundy.
Nasze wyniki: 2013-03-09, Bieg Dębowy (Dąbrowa), dystans: 15 km
| 171. | Tomasz Pojawa | 01:09:15 | |
| 171. (K-13) | Anna Pawłowska-Pojawa | 01:09:17 |
Ukończyło osób: 525
Paweł ukończył Bieg Wazów - jeden z najdłuższych biegów narciarskich na świecie. Trasa liczy aż 90 km. Mnie udało się jednorazowo przebiec na biegówkach 15 km. Wyobrażacie sobie dystans sześciokrotnie dłuższy? :-/ Paweł zajął bardzo dobre miejsce z przodu stawki blisko 14 tysięcy biegaczy - gratulacje! :-)
Nasze wyniki: 2013-03-03, Bieg Wazów (Dalarna, SWE), dystans: 90 km
| 2230. | Paweł Kotlarz | 05:44:56 |
Ukończyło osób: 13797
Darek zaliczył w niedzielę kolejny bardzo dobry występ w Grand Prix Łodzi na dystansie 5 km - 18 miejsce w stawce 81 nordic walkerów (4 miejsce w kategorii M4:)) osiągając czas 36:56 czyli dokładnie taki sam jaki udało mi się nabiegać dzień wcześniej na przedłużonej kabackiej trasie :-)
Nasze wyniki: 2013-03-03, Grand Prix Łodzi - nordic walking (Łódź), dystans: 5 km
| 18. | Dariusz Lipiec | 00:36:56 |
Ukończyło osób: 81
![]() |
| Macin na mecie Biegu Piastów |
Początek marca to czas, kiedy większość biegaczy jest już myślami przy wiosennych startach na krótko - tym bardziej trudno zrozumieć decyzje niektórych byledobieców, żeby w ten weekend ( Iwona i Marcin oraz Paweł w Szwecji) porywalizować na biegówkach.
Mnie, dokładnie jak w ubiegłym roku towarzyszyły przed wyjazdem podobne myśli: po cholerę tam jedziesz, skoro nie umiesz biegać na nartach i miałeś je tylko dwa razy na nogach w życiu ( z czego pierwszy raz na ubiegłorocznej pięćdziesiątce Biegu Piastów). I dodatkowo miał to być mój debiut w barwach Byledobiec. No nieźle, dać plamę już na samym początku - pewnie zaraz mnie wyleją, dostanę naganę od Prezesa, albo jakąś karę finansową:/ Ale co tam, jadę!
Rywalizacja zaczyna się już w piątek i trwa do niedzieli. W sumie na wszystkich dystansach ( 10 km, 26 km i 50 km w stylu klasycznym oraz 30km w stylu dowolnym ) startuje ponad siedem tysięcy narciarzy ( i jeden biegacz;D ). To największe święto narciarstwa biegowego w Polsce, a najważniejszym jego punktem jest sobotni bieg stylem klasycznym na królewskim dystansie 50km, który należy do elitarnej Ligi Worldloppet (coś na kształt majorów w maratonach).
Na starcie 37 Biegu Piastów stanęło 1609 narciarzy z ponad 30 państw. Dobre warunki pogodowe ( temperatura -3 st. C i -6 st. C temperatura śniegu, brak wiatru, piękne słońce i niesamowite widoki na trasie sprzyjały osiąganiu dobrych wyników). Ostatecznie zwyciężyli reprezentanci Czech: Petr Novak i Zuzana Kocumova. Do mety dotarło 1609 zawodników, a wśród nich również ze świetnym wynikiem Iwona.
Nasze wyniki: 2013-03-02, 37 Bieg Piastów (Jakuszyce), dystans: 50 km
| 556. | Marcin Soszka | 03:54:42 | |
| 1311. (K-114) | Iwona Świercz | 05:25:54 |
Ukończyło osób: 1609
![]() |
| Nasza reprezentacja na Kabatach, od lewej: Piotrek, Marcin, Ania, Tomek, Jacek |
Nasze wyniki: 2013-03-02, Grand Prix Warszawy (Warszawa-Kabaty), dystans: 10 km
| 5. | Tomasz Lipiec | 00:36:56 | |
| 11. | Marcin Wiącek | 00:39:20 | |
| 77. | Tomasz Pojawa | 00:45:27 | |
| 82. (K-2) | Anna Pawłowska-Pojawa | 00:45:47 | |
| 85. | Piotr Wielogórka | 00:46:10 | |
| 96. | Jacek Świercz | 00:47:06 |
Ukończyło osób: 327
Po prawie 5-miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją (nie wyleczonej zresztą) postanowiłem wystartować w biegu na Klimczok. Pomimo tego że dwa miesiące całkowicie nie biegałem, przeszedłem rehabilitację - biodro i okostna nadal bolą :-( Oczywiście odbiło się to na mojej formie - ledwo dobiegłem do mety, ale i tak jestem bardzo zadowolony bo potwornie brakowało mi biegania.
Nasze wyniki: 2013-03-02, RMD Winter Run - Bieg na Klimczok (Szczyrk), dystans: 7 km
| 69. | Dominik Kobryń | 00:54:01 |
Ukończyło osób: 133
![]() |
| Marek z żoną na tegorocznym maratonie w Barcelonie - Ania często jeździła z Markiem na zawody, kibicowała i robiła zdjęcia |
Rodzinę Marka dotknęło nieszczęście. Jego Ania dostała poważnego udaru mózgu. Jeżeli znacie zacięcie biegowe Marka, to na pewno wiecie, jak wytrwale walczy o zdrowie żony. Potrzebna jest do tego profesjonalna rehabilitacja, która kosztuje.
Przekazanie na rehabilitację Ani 1% Waszego podatku w rozliczeniu rocznym jest bardzo proste: Numer KRS: 0000270809, dodatkowe informacje: Swoboda, 1715.
|
(c) 2006 - 2026 Byledobiec Anin |