Relacja z pobytu w Tatrach - wrzesień 2007
Nasze plany zwuiązane z Tatrami na ten rok były dosyć ambitne - podobnie jak przed rokiem chcieliśmy wynająć przewodnika i pochodzić po górach niedostępnych dla przeciętnego turysty. W zeszłym roku udało nam się wejść na Gerlach, w tym planowaliśmy zdobycie Wysokiej i być może jeszcze drugą wycieczkę na Szatana lub Bradavicę. Plany pokrzyżowała nam niestety pogoda - na początku września w Tatrach spadł śnieg, co przekreśliło możliwość chodzenia po wysokich górach. W ostatniej chwili z wyjazdu zrezygnował Andrzej, w Tatry pojechaliśmy w dwuosobowym składzie - towarzyszył mi Tomek, sąsiad z Anina.
8.09.2007
Podróż i przetarcie
Do Zakopanego z Anina dojechaliśmy dwoma pociągami - osobowym ze stacji Warszawa Wawer o 7:19 oraz ekspresem Tatry z Warszawy Wschodniej o 7:48. W Zakopanem byliśmy o 14. Na busik do Kościeliska musieliśmy chwilę poczekać, korzystając z wolnej chwili poszliśmy do baru FIS na flaki. Do pensjonatu na Karpielówce dotarliśmy przed 15. Ponieważ było wcześnie, spokojnie mogliśmy pójść na jakąś krótką wycieczkę. Nie chieliśmy od razu pchać się wyżej ze względu na niepewne warunki atmosferyczne. Przeszliśmy kawałek Doliną Małej Łąki, weszliśmy na Przysłop Miętusi (1189), Wyżnie Stanikowe Siodło (1271) i zeszliśmy z powrotem do Kościeliska. Ponieważ obróciliśmy bardzo szybko, postanowiłem zrobić sobie jeszcze mały trening - pobiegłem z Kościeliska na Gubałówkę i z powrotem. Kiedy biegłem szosą pod górkę, ludzie patrzyli na mnie co najmniej dziwnie. Obróciłem w ok. 50 minut, wziąłem prysznic i wieczór spędziliśmy przy piwku pogryzając pizzę z Pizzerii Europa.
 |
| Podbieg na Butorowy Wierch |
|
 |
| Nie było tak płasko, jak się wydaje na pierwszym zdjęciu ;) |
|
9.09.2007
Giewont (1894) - Kopa Kondracka (2005) - Małołączniak (2096)
Pogoda nie zachęcała do spacerów, ale mimo to nie chcieliśmy tracić czasu - drugiego dnia postanowiliśmy wejść na Giewont i Czerwone Wierchy. Podobnie jak dzień wcześniej, zaczęliśmy od Doliny Małej Łąki. Następnie weszliśmy na przełęcz w Grzybowcu i dalej czerwonym szlakiem na Przełęcz Kondracką Wyżnią, skąd w ok. 10 minut doszliśmy na szczyt Giewontu. Mieliśmy trochę szczęścia - od północy chmury trochę się przerzedziły i odsłonił się widok na Zakopane i Kościelisko. Śniegu było niewiele, choć miejscami przeszkadzał przy łańcuchach, zwłaszcza przy zejściu. Znacznie gorsze okazało się podejście na Kopę Kondracką - na pewnej wysokości zaczął padać śnieg, który w połączeniu z silnym wiatrem znacznie utrudniał poruszanie się. Im wyżej wchodziliśmy, tym więcej leżało śniegu. Przy podejściu na Małołączniak było jeszcze gorzej. Planowaliśmy przejść przez Krzesanic ę do Ciemniaka i zejść do Doliny Kościeliskiej, jednak na Małołączniaku okazało się, że musielibyśmy przecierać szlak, a ponieważ niewiele było widać, postanowiliśmy zejść niebieskim szlakiem przez Kobylarzowy Żleb do doliny Małej Łąki. Zejście żlebem było bardzo trudne - miejscami zalegała tu głęboka warstwa śniegu, który parę dni wcześniej osunął się z wyższych partii. Poruszanie utrudniały też sypkie kamienie - przy sporym nachyleniu łatwo było o wywrotkę. Gdy zeszliśmy w piętro lasów, zaczął padać deszcz, i tak już niestety było do końca. Po powrocie do domu znowu przebiegłem się na Gubałówkę, a wieczorem zamiast piwa kupiliśmy sobie na rozgrzewkę Wódkę Żołądkową.
 |
| Podejście na Kopę Kondracką |
|
10.09.2007
Kuźnice - Dolina Gąsienicowa - Kozia Dolinka (1940) - ... - Karb (1853) - Kuźnice
Ponieważ Tomek był w Tatrach po raz pierwszy, uznałem, że obowiązkowym punktem naszego pobytu powinna być wycieczka do Doliny Gąsienicowej. Sam zresztą bardzo lubię wracać do tego miejsca każdego roku. Wybrałem tradycyjną trasę z Kuźnic przez Boczań i Skupniów Upłaz. Szlak jest bardzo popularny, ponieważ szybko zdobywa się tutaj wysokość, a co za tym idzie, wcześniej zaczynają się widoki. Miejscami musieliśmy niestety robić slalom między wycieczkami szkolnymi - to główna wada tej trasy. Na szczęście większość turystów kończyło swoją wędrówkę w schronisku Murowaniec, my nawet tam nie skręciliśmy - kierowaliśmy się dalej, nad Czarny Staw Gąsienicowy. Tutaj ludzi było już zdecydowanie mniej. Pogoda zaczęła się poprawiać - widać było dokładnie szczyt Kościelca, od południa odsłoniła się Zamarła Turnia, góra znana z popularnej ściany wspinaczkowej (od strony Dolinki Pustej). Śniegu na wysokości Czarnego Stawu było jeszcze niewiele, szliśmy więc dalej niebieskim szlakiem w stronę Zmarzłego Stawu. Po drodze czekały nas jeszcze atrakcje związane z przeskakiwaniem wezbranych potoków - topniejący w wyższych partiach śnieg zrobił w ostatnich dniach swoje...
 |
| Zmarzły Staw, w tle Kozie Czuby i Zamarła Turnia |
|
 |
| Wodospad nad Zmarzłym Stawem, w tle Mały Kozi Wierch i Zawrat |
|
Na wysokości Zmarzłego Stawu (1778) śniegu było już sporo. Jeżeli chodzi o widoki, mieliśmy naprawdę sporo szczęścia - odsłoniła się praktycznie cała Orla Perć, na czele z Kozim Wierchem i Kozimi Czubami. Chwilami wychodziło nawet słońce. Widoki były fantastyczne. Postanowiliśmy iść dalej, póki warunki będą nam pozwalać. Dołączyliśmy do trójki turystów idących zielonym szlakiem w górę Dolinki Koziej. Niestety, było coraz trudniej - szlak był nieprzetarty, grubość pokrywy śnieżnej miejscami sięgała pół metra. Trzeba było też uważać na dziury między kamieniami. Doszliśmy do progu Dolinki Koziej, ok. 100 metrów dalej widać było rozstaj szlaków - zielonego na Zadni Granat oraz czarnego przez Żleb Kulczyńskiego. Dalej iść nie dało rady - zrobiliśmy sobie dłuższy postój podziwiając widoki i... opalając się ;)
 |
| Kozia Dolinka i Żleb Kulczyńskiego |
|
Nad Czarny Staw zeszliśmy dokładnie tą samą drogą. Ponieważ czasu mieliśmy sporo, przeszliśmy przez Przełęcz Karb pod Kościelcem i zeszliśmy na drugą stronę Doliny Gąsienicowej. Tutaj także nie mogliśmy narzekać na widoki. Wprawdzie chmury zasłoniły wierzchołki Koziego Wierchu i Kozich Czub, ale za to dobrze było widać Granaty, Kościelec, a przez moment nawet Świnicę.
 |
| Podejście na Karb |
|
 |
| Kościelec |
|
Do Kuźnic wróciliśmy tym razem Doliną Jaworzynki. Wycieczka bardzo się udała, mimo że nie udało nam się wejść wyżej. Przynajmniej na widoki tym razem nie mogliśmy narzekać. Do domu wróciliśmy już dosyć późno, udało mi się wyskoczyć na trening, ale tym razem do Gubałówki już nie dobiegłem. Zrobiłem sobie za to parę zdjęć ;)
11.09.2007
Polana Palenica - Dol. Roztoki - Dol. Pięciu Stawów - Świstowa Czuba - Morskie Oko - Czarny Staw
Pogoda niestety kompletnie się popsuła, ale zgodnie z planem postanowiliśmy zaliczyć pozostałe ciekawe miejsca polskich Tatr Wysokich. Na początkowym odcinku asfaltu do Morskiego Oka i w Dolinie Roztoki pogoda nas nie oszczędzała - bez przerwy padało i nic nie było widać. W Dolinie Pięciu Stawów termometr w schronisku pokazywał 3 stopnie. Zatrzymaliśmy się na chwilę, żeby coś zjeść i zaraz wyruszyliśmy w dalszą drogę, przez Świstówkę nad Morskie Oko. Kiedy weszliśmy nieco wyżej, chmury przerzedziły się i odsłonił się widok na Dolinę Pięciu Stawów. Kiedy doszliśmy nad Morskie Oko, widoki niestety były bardzo ograniczone. Byliśmy już zmęczeni, ostatkiem sił weszliśmy nad Czarny Staw, w drodze powrotnej obeszliśmy Morskie Oko i wróciliśmy do Palenicy już asfaltem. Po drodze zadzwoniłem do Roberta, żeby dowiedzieć się o prognozę pogody. Oczywiście na żadną poprawę nie było co liczyć, postanowiliśmy więc następnego dnia wrócić do domu.
 |
| Nad Morskim Okiem |
|
12.09.2007
Powrót do domu
Tutaj nie ma co się rozpisywać - pociąg mieliśmy dopiero o 16, trzeba było zrobić coś z nadmiarem wolnego czasu. Wylądowaliśmy w pubie na Krupówkach, następnie w McDonald's (bo głodni byliśmy...), później znowu w pubie - aktywny wypoczynek w górach. Do Warszawy dotarliśmy przed 22. Podsumowując, cieszę się, że w ogóle udało mi się wyjechać w Tatry - bardzo potrzebowałem jakiegoś wyjazdu, żeby zapomnieć o pracy, szkole, wypadkach rowerowych i różnych innych codziennych problemach. Mimo kiepskiej pogody udało się dobrze wykorzystać czas i zobaczyć, ile się dało.
Powrót
|