03.05.2009
Śląsk, Górny Śląsk
I Silesia Maraton
Relacja Ani

Silesia Maraton miał być dla mnie pewną rekompensatą za słaby wynik w Dubaju, a zarazem pierwszym maratonem urodzinowym. Próbowałam zaklinać rzeczywistość i wykorzystać magię cyferek :-) że trójki, na trójki. Trochę wiedziałam, że porywam się z motyką na słońce, ale marzec i kwiecień starałam się solidnie przepracować, żeby na początku maja pobiec lekko, pewnie i szybko.

Niestety, na maraton magia nie działa. A na dodatek nikt mi nie powiedział, że Śląsk leży w górach. Leży. Na 42 km co najmniej 10 było pod górę :-/ Także na 39. i na 41. kilometrze. Do tego 25 stopni w cieniu... ale na trasie nie było ani grama cienia... i pozamiatane. Ale po kolei...

Wystartowałam z grupą na 3:30, trzymałam się grupy, która trochę się rozciągała, aż do 18 km, gdzie na kolejnym podbiegu lekko zostałam z tyłu, ale cały czas grupę miałam na dojście, jakieś 200 m przed sobą. Cały czas biegliśmy poniżej 5:00/km. Na 25. kilometrze lekko zwolniłam, ale dalej nie było źle. Podbieg na 29. spowodował, że przeszłam na chwilę do marszu i to był początek końca, choć 30 km osiągnęłam w czasie, który nadal gwarantował bardzo przyzwoitą życiówkę. Jednak od 35. km niespecjalnie byłam w stanie przebierać nogami w rytmie biegowym. Na 37/38 minął mnie Kuba Wesołowski. Kilometr później... dwie zawodniczki. Wlokłam się i wlokłam, a mety nie było i nie było. I kiedy już wiedziałam, że żadna życiówka, że żaden wynik, wtedy na 41. km kątem oka dostrzegłam kolejną wyprzedzająca mnie zawodniczkę. I wtedy przypomniałam sobie, że reprezentuję klub Byledobiec, a nie Byledotrzeć, skądś wykopałam resztkę energii i sił i puściłam się obłędnym galopem przed siebie. Zawodniczka została z tyłu, a ja wparowałam na metę z żenującym wynikiem 3:49:21 (netto), jako 8. kobieta i na trzecim miejscu w kategorii K-30.

Ale tym samym Byledobiec zaistniało w historycznym I Silesia Maratonie :-)

Powrót

(c) 2006 - 2026 Byledobiec Anin