05-10.05.2009
Polska Biega
Relacja Ani
Sztafeta Polska Biega to pomysł na promocję biegania, który narodził się w głowach Wojtka Staszewskiego i Piotra Pacewicza z Gazety Wyborczej, którzy od kilku lat organizują akcję Polska Biega. Pomysł podchwyciła Telewizja Polska, a właściwie szefujący TVP Sport Robert Korzeniowski, który w ramach chodziarskiej emerytury zaczął biegać. Machina ruszyła w 2008 r. - wtedy cztery sztafety ruszyły z Warszawy do Krakowa, Poznania, Gdańska i Białegostoku.
W tym roku przedsięwzięcie rozrosło się logistycznie, z 3 dni zrobiło się 6, a sztafety wyruszyły z Piątku, gdzie ponoć jest geograficzny środek Polski, do miast granicznych i nadgranicznych - Słubic, Cieszyna, Suwałk i Przemyśla. Różne trasy, różny stopień trudności, różne odległości, różny dystans i różna prędkość. Jeszcze przed startem informacje z Klubu Polska Biega głosiły, że najtrudniejsza jest sztafeta do Przemyśla, trudna - do Suwałk, potem Cieszyn i Słubice. Przemyśla trochę się przestraszyłam, i jak się okazało - słusznie, bo do trudnej trasy doszło bardzo wyśrubowane tempo. Ale na Suwałki szlifowałam sobie buciki.
I stało się - 5 maja rano wyruszyliśmy, najpierw z Warszawy do Piątku w pięć osób, tam dobraliśmy załogę do 8 osób i w drogę. Na Suwałki. Przez Płock, Przasnysz, Mikołajki, Olecko. 6 dni, prawie 530 km, 8 osób, w tym cztery kobiety (sztafeta suwalska, mimo że druga pod względem trudności, była też najbardziej sfeminizowana ze wszystkich). Po drodze świętowałam swoje urodziny, w Przasnyszu cała sala dzieciaków odśpiewała mi "Sto lat". Na stadionie w Olecku, gdzie finiszowałam przedostatniego dnia, czekali moi kibice - cała rodzina mojego Tomka.
A poza tym: kalejdoskop krajobrazów, emocji, pogodowa ruletka, mniej i bardziej serdeczne powitania, mniej i bardziej przyjaźni kierowcy, brak zasięgu sieci komórkowych. Jednym słowem - Polska. Polska pobiegła, a ja mogłam być tego świadkiem, trochę animatorem, trochę inicjatorem czy katalizatorem. Bywały odcinki samotne, gdzie pies z kulawą nogą nie zwracał na nas uwagi. I były miejsca, gdzie po kilkadziesiąt osób, głównie dzieciaków, biegło z nami po kilkaset metrów czy nawet kilka kilometrów. I takie miejsca, gdzie na dłużej dołączała jedna osoba, która opowiadała o swoim bieganiu (pozdrowienia dla biegaczki z Orzysza i biegaczki z Węgorzewa, z którą wspólnie wybiegałam z Olecka). I takie, jak szkoła w Jeżach, gdzie grupa dziewczynek zapytała, czy mogę z nimi pobiec. Co było robić - pobiegłam, chociaż akurat w planie miałam bieg nieco później.
W niedzielę fetowano nas w Suwałkach. Dobiegliśmy do mety. Z nami kilkuset pewnie suwalszczan. Po drodze dołączyło do na (bo ja wiem?) Może z tysiąc osób? Tylko do naszej sztafety. Jeżeli choć procent z tego będzie potem biegać na co dzień, to już jest sukces. To już znaczy, że warto było. Bo Polska - biega!
Powrót
|