21.03.2010
10 km de Monaco
Relacja Sylwka
Wyjazd do Monaco był dla mnie spełnieniem marzeń. W mojej dotychczasowej 14 letniej przygodzie biegowej jest to moja najcenniejsza nagroda, jaką udało mi się wybiegać własnymi nogami. Teraz z perspektywy czasu wiem, że słowa tych wszystkich, którzy odradzali mi bieganie, bo nic z tego nie będę miał, są nic nie warte. Bieganie zawsze przynosi pożytek, nawet jeśli nagrodą jest sama satysfakcja. Wybiegane, wypocone kilometry w Lasku Bródnowskim odpłaciły się niezapomnianą przygodą jaką był wyjazd do księstwa Monaco. Oprócz mnie i Marzenki (zwycięzcy ekomaratonu) towarzyszyli nam Asia i Grzegorz, którzy byli tymi wylosowanymi szczęśliwcami oraz Łukasz, Mikołaj i Asia (obsługa medialna), Michał i Stivi (organizatorzy biegów na Targówku), no i oczywiście Beata Sadowska (nasz ambasador) jak również Robert jeden z szefów głównego sponsora wyjazdu firmy Toyota.
Do Monaco pojechaliśmy osobówkami w czwartek wieczorem. Podróż długa i męcząca nawet w tak nowoczesnym aucie jak Toyota Prius z napędem hybrydowym. Pokonanie 2 tys. km zajęło nam ok. 22 godzin. Miejscem docelowym, gdzie nocowaliśmy była urokliwa miejscowość Briaconette w Prowansji (Francja) 1,5 godz. jazdy od Monaco. Przywitała nas przepiękna pogoda. Pensjonat prowadzony był przez Polaków w związku z tym nie było problemów z dogadaniem się i uzyskaniem jakichkolwiek informacji o okolicznych terenach. Na miejsce dojechaliśmy w piątek wieczorem. Przed kolacją postanowiliśmy zrobić lekkie rozbieganie jako mały rekonesans okolicy. Następnego dnia po śniadaniu pojechaliśmy po pakiety startowe do biura zawodów na stadionie Louisa II. Następnie trochę pozwiedzaliśmy. Góry i morze obok siebie to coś, czego nie da się opisać słowami. Widoki przepiękne tym bardziej, że w Monaco zielono i w pełni wiosennie. Pod koniec dnia zabawiliśmy się w sesję zdjęciową w tle z nowiutką Toyotą. Wielokrotnie powtarzane ujęcia sprawiły, iż teraz to wiem jak czują się aktorzy i modele.
Następnego dnia czekał nas start. Z uwagi na wczesną godzinę startu musieliśmy wyjechać tuż po 6 z pensjonatu. Jazda po krętych górskich serpentynach sprawiła, iż samopoczucie przed biegiem nie było najlepsze. Jak się później okazało nawet w czasie biegu na zbiegach wszystko mi się w środku przewracało. Dotarliśmy na miejsce na godzinę przed startem. Niedługo potem zacząłem rozgrzewkę. Z całej naszej ekipy ja, Asia i Robert biegaliśmy 10 km, pozostali z wyjątkiem Łukasza i Mikołaja biegali półmaraton. Zdecydowana większość zawodników pochodziła oczywiście z Francji i Włoch, niemniej spotkaliśmy również naszych rodaków z okolic Torunia. Start do obu biegów był wspólny. W sumie ponad 1,5 tys. osób, z czego ok. tysiąc stanowili biegacze na 10 km. Start usytuowany był w tym samym miejscu skąd startują bolidy F1. Po rozgrzewce starałem się ustawić jak najbliżej linii startowej, było o to niezwykle ciężko. Z uwagi na to, że sporo ludzi było przede mną pierwszy kilometr biegu był niezwykle trudny. Pierwsze kilkaset metrów to był istny slalom. Dopiero po pierwszym kilometrze, który pokonałem w 3:19 zaczęło się w miarę normalne bieganie. Wiedziałem, po relacji Prezesa, że trasa jest wymagająca i rzeczywiście tak było. Strat poniesionych na długich podbiegach nie udało się odzyskać na równych odcinkach. Trzeci kilometr pokonany w 3:39 uświadomił mi, że o dobry wynik będzie ciężko. Półmetek 17:24 - czyli druga połówka szybciej. Od szóstego kilometra biegłem ramię w ramię z Francuzem, z którym jak się później okazało przyszło mi ścigać się do samego końca. Na ostatnim kilometrze doszły dwa dłuższe podbiegi, jeden w tunelu a drugi w tuż przed wbiegnięciem na bieżnię stadionu. Te dwa odcinki sprawiły, że rywal odskoczył mi na ok. 30-40 metrów i myślałem, że nie dam rady już go dogonić, jednak na ostatnich 150 metrach włączyłem drugi oddech i sam nie wiem jak, ale dogoniłem rywala i wbiegłem na metę 2 sekundy przed nim. Czas netto na mecie 34:36 - biorąc pod uwagę profil trasy i te wszystkie inne czynniki jestem zadowolony z wyniku, a zajęte miejsce mówi samo za siebie (12. na 934 zawodników). Trasa biegu mimo, że trudna, to niezwykle przepiękna. Częściowo pokrywała się z trasą F1, biegliśmy m.in. obok słynnego kasyna.
 | | Stadion STADE LOUIS II - razem z Asią i Stivim |
Po biegu przyszło mi czekać na swoich towarzyszy, w międzyczasie zdążyłem wydrukować na moim medalu imienne dane z czasem, czego pozazdrościli mi pozostali, gdyż później maszyna się popsuła i musieli obejść się smakiem. Po zawodach pojechaliśmy do Nicei, gdzie trochę pospacerowaliśmy po nabrzeżu oraz poszliśmy na małe zakupy a przy okazji pozwiedzaliśmy okolicę. Widoki przepiękne, szkoda tylko, że ten dzień tak szybko się skończył.
 | | Panorama Monaco ze stadionem w tle |
W poniedziałek ostatniego dnia naszego zwiedzania pojechaliśmy w góry, a dokładnie objechaliśmy cały wąwóz Verdon. Wprawdzie tego dnia jak na złość padał deszcz, niemniej nie przeszkodził nam w kolejnych miłych wzrokowych przeżyciach. Mega góry a na samym dnie czysta woda w rzece, która znajduje ujście w pięknym jeziorze. Takie widoki pozostaną w pamięci do końca życia. Aż nie chciało się wracać do domu i w tym temacie wszyscy uczestnicy wyjazdu byli jednogłośnie zgodni. W dniu wyjazdu żegnało nas bezchmurne niebo, to samo, które nas przywitało. Na szczęście po powrocie do domu pogoda była równie piękna.
 | | Wąwóz Verdon |
Powrót
|