Z mojej rodzinnej Warszawy wracam na tarczy - nie udało mi się połamać 3 godzin. Plany pokrzyżowała mi pogoda - dość ciepło, pełne słońce i silny wiatr, który na wielu fragmentach mocno dawał się we znaki. Połówkę pobiegłem ze sporym zapasem w czasie 1:28, ale potem zaczęła się walka z wiatrem, złapała mnie kolka, potem druga i na 10 km przed metą skończyła się dla mnie walka o wynik. Końcówkę dotruchtałem, przemaszerowałem, robiąc przy okazji zdjęcia. To były moje pierwsze i nieostatnie zawody w tym roku - jeszcze powalczę o połamanie trójki, żeby kontynuować serię 13 sezonów z tym osiągnięciem.
Z Byledobieców bardzo dobrze pobiegł Marek, choć nie był do końca zadowolony, bo liczył na wynik poniżej 2:50. W tych warunkach było to niestety niemożliwe. Bieg na królewskim dystansie ukończyli również Iwona i Jacek, natomiast na 10 km wystartował bardzo mocny ostatnio Krzysiek, któremu niestety również nie udało się zrealizować swoich założeń wynikowych. Cóż, trzeba będzie spróbować innym razem, przy lepszej pogodzie ;-)
Fotorelacja z Orlen Warsaw Marathon w Warszawie, zdjęcia Anulki i moje (panoramy wieżowców)